Pierwsza ogólnopolska Wystawa Motocykli odwiedziła na początku Warszawę. Stało się to w dniach 13-15 lutego w hali MT Polska przy ulicy Marsa 56. Nowe miejsce okazało się wprawdzie lepsze od wcześniejszych lokalizacji, bo zawierało parking, także podziemny, płatny 5 zł za godzinę, ale dojazd do niego w porze około południowej był prawie niemożliwy. Między innymi przez zwężenie ulicy Marsa do jednego pasa w stronę Rembertowa spowodowany przygotowaniami do budowy brakującego węzła trasy siekierkowskiej.
Bilet normalny w cenie 20 zł nie odstraszył chętnych do obejrzenia, dotknięcia czy nawet zajęcia miejsca za kierownicą jakiejś mniej lub bardziej wymarzonej maszyny. Z ligi tych najmniej osiągalnych dla przeciętnego Polaka na imprezie pojawiły się BMW, Suzuki, Kawasaki i Yamaha oraz mniejsze acz równie kultowe firmy jak Husqvarna czy Triumph.

|
Atrakcją stoiska Suzuki, oprócz znanych maszyn i nowości 2009 typu Gladius SFV 650, był rozdający autografy Loris Caprirossi wraz ze swoją maszyną. Pozostałe tegoroczne wznowienia to: sportowy GSX-R1000, miejski Bandit 650A i SA, krążownik Intruder M1500, megaskuter Burgman 400 i z rodziny ATV popularny QuadSport Z400. No i super toster.
U Yamahy nastrój walentynkowy i wyjątkowo bogata oferta ATV, w tym nowe YFZ 450 R dla zawodowców i YFM 90 dla przyszłych zawodników. Jeśli chodzi o motocykle, to objawiły się następujące nowości (pod tym pojęciem kryje się zazwyczaj nowa wersja): sportowa R1, muskularny Vmax, XJ6 dla miejskich fajterów, WR125R dla młodszych zawodników i majestatyczny cruiser XVS950A Midnight Star.
Kawasaki było jak zwykle widoczne z daleka dzięki żarówiastozielonemu umaszczeniu sportowych maszyn, w tym kultowego ZX-6R Ninja w nowej odsłonie oblepionego młodymi fanami. Pozostałe nowości to rodzina harleyopodobnych cruiserów VN1700, dirtowe KX250F, KX450F i bardziej cywilizowany KLX250 oraz sportowo-turystyczny ER-6f. Hondę reprezentował jedynie warszawski dealer.
Dla wielu osób najbardziej liczą się jednak trzy litery mówiące wszystko - BMW. Każdy model koncernu z Bawarii pokazany na targach był wart uwagi, ale ja oczami wyobraźni widziałem siebie na F 800 GS. Mniejsza 650-tka była długo numerem jeden moich marzeń, ale teraz przegrała ze swoim młodszym i nieco większym bratem. Pozostał ten sam nowoczesny styl, lekkość (powiedzmy, 207 kg gotowy do jazdy) i wyważenie, a między koła trafiła V-ka o mocy 85 koni! To musi sobie dawać radę! Tylko skąd tu wziąć 37 tysięcy...
Mnogość chińszczyzny odzwierciedla zapotrzebowanie rynku na tanie skutety o pojemności umożliwiającej, zgodnie z kodeksem drogowym, jazdę na kartę motorowerową dla niepełnoletnich już od 13. roku życia lub na dowód osobisty dla dorosłych. Dalekowschodnia budżetowa oferta przewiduje także quasi-choppery i prawie cruisery o konstrukcji już z samego wyglądu nie budzącej zaufania, choć o pojemności silnika nawet 125 czy 250 centymetrów sześciennych.
Dużych skuterów brak niemal całkowity - nie licząc SYM'a. Po podziwianym przeze mnie dużym Benzerze nie ma śladu. Widać nie znalazła amatora 250-tka rozpędzająca się do żenujących 85 km/h. W ofercie Zipp'a pojawił się ciekawy ATV - z sekwencyjną skrzynią biegów sterowaną przyciskami na kierownicy. Zapewne wpływać to będzie na dłuższą bezawaryjną pracę zespołu napędowego. Tylko gdzie się podział reduktor?
Ale mimo wszystko swoją nową miłość znalazłem wśród propozycji azjatyckich. U Kingwaya, którego jest oferta jest coraz bardziej różnorodna. Lander 250, bo to o nim mowa, ma wszystko, o czym zawsze marzyłem przeszukując oferty importerów (opłakując swoją Hondę NX250 rocznik 91, skradzioną kiedyś spod bloku). Kosztuje 6400, czyli tyle, ile włożyłem już w swój rower. Moc 11,3 kW z tego, co pamiętam, powinna wystarczyć do poruszania się w niezbyt ciężkim terenie (moja Honda miała 13 kW). Drżyjcie bezdroża!
Tradycyjnie zaprezentowano bogatą ofertę odzieży i akcesoriów, w cenach średnio atrakcyjnych niestety, ale to wina słabej kondycji złotego.
A na koniec wynalazki i ciekawostki:
Byle do wiosny.