Ibiza w obecnej wersji jest dla mnie najładniejszym samochodem w swojej klasie. Lecz choć przyznaję się do swojej fascynacji, nie omieszkam jednak po kilkudniowej przygodzie z małym Seatem wytknąć mu kilku wad.
Nadwozie Ibizy, szczególnie w kolorze widocznym na zdjęciach, prezentuje się nadzwyczaj drapieżnie. Widać przynależność rodzinną, choć słynna linia de'Silvy zapoczątkowana w Altei tutaj uległa rozerwaniu. I bardzo dobrze, Altea była pewnym ważnym etapem, a teraz trzeba iść (czy jechać) do przodu. Dobrze też, że projektanci Seata nie próbowali na siłę wcisnąć w Ibizę jakiś stylistycznych abstrakcji, co się niektórym innym zdarza w pogoni za indywidualizmem, rzekomo tak cenionym przez klientów.
Koła, pomimo że zbudowane na bazie szesnastocalowych felg, wydają się za małe, a profil błotników jakby nie wróży możliwości wciśnięcia do ich wnętrza większych. Niski profil opon sprzyja sportowej jeździe, ale sądząc po całej kolekcji ciężarków zdobiących oba przednie koła, to raczej nie po polskich drogach. Tym bardziej, że zawieszenie - jak na auto emocion przystało - jest dość twarde. Może nie tak bardzo jak kiedyś, ale wszystkie dziury sygnalizuje wyraźnie, także akustycznie. Na zegarze 25500 kilometrów przebiegu. Podwozie już sporo wycierpiało.
Wnętrze na pierwszy rzut oka wydaje się ciasne - wiadomo - kolor czarny wyszczupla. Po zajęciu miejsca za sterami uczucie to mija, siedzenie przyjemnie obejmuje spory procent kierowcy a kierownica doskonale leży w dłoniach. Wszystkie przyciski i pokrętła leżą w zasięgu ręki, choć piktogramy na nich umieszczone mogłyby być większe, gdyż czerwone podświetlenie nie sprzyja widoczności. Na szczęście są tak rozmieszczone, że intuicyjnie można się spodziewać danej funkcji pod danym klawiszem. Tyle, że ja i tak wolę gałki. Pokładowy zestaw grający bardzo dobrze spełnia swoje zadanie, jak na 6 głośników i brak suba. Klimatyzacja automatyczna cieszy, podobnie jak prosta ale skuteczna nawigacja tomtom, mówiąca głośno i nie odciągająca uwagi od drogi, a co najważniejsze zabieralna do kieszeni antykradzieżowo. Miejsca na tylnej kanapie jest akurat tyle, ile można by się spodziewać, a w bagażniku też całkiem sporo, choć nie tak dużo jak w Ibizie sprzed lat. Szkoda, że kanapa się nie przesuwa rozdzielając przestrzeń między pasażerami a towarami wedle uznania i potrzeby.
Ibiza trzyma się drogi jak przyklejona, byle równej, bo na dziurach w zakręcie przestawia. Precyzyjny i szybki układ kierowniczy z progresywnym wspomaganiem daje pełną kontrolę w każdej sytuacji. Pomaga mu w tym ESP, którego działanie można w pełni docenić na śliskiej nawierzchni, bo na suchym wprawionego kierowcę może zdenerwować. Można go wyłączyć - niestety albo na szczęście nie całkowicie - przytrzymując chwilę odpowiedni klawisz. Równie szybko jak ESP zaczyna się włączać ABS. Dobrze, że pod ręką jest jeszcze ręczny. Biksenonowe reflektory w prezentowanej wersji potrafią świecić tam, gdzie skierują się przednie koła.
Silnik testowej pomarańczki to kultowa jednostka benzynowa 1.6 16V o mocy 105 KM, sprzężona z pięciobiegową skrzynią. Dlaczego nie sześcio? Nie trzeba, napęd jest wystarczająco elastyczny, na piątce można jechać 60-tką, jak i trzy razy tyle, w końcu kręci się 6500 obrotów i pięknie przy tym mruczy, aż żal nogę z gazu zdejmować. Poduchy pod silnikiem już nieco ubite, więc zdarza się im zastukać nieprzyjemnie.
Małe auto emocion w prezentowanej wersji chętnie podzieli się swoimi możliwościami z każdym, kto znajdzie w portfelu nieco ponad 73 tysiące złotych. To idealna propozycja dla młodego człowieka, który po zrobieniu prawka i po paru obtarciach Polonezem ojca nauczył się już dobrze jeździć i szuka pierwszej porządnej fury. Koledzy poszarzeją z zazdrości, a dziewczyny będą piszczeć.