Do testów otrzymaliśmy Nissana Almerę Tino w jedynej dostępnej w Polsce wersji Luxury, z również jedynym dostępnym silnikiem benzynowym o pojemności 1769 cm3. Pierwsze wrażenie jest pozytywne: całkiem przyjemna sylwetka, zapowiadająca przestronność wnętrza. Rzeczywiście, gdy zasiada się za kierownicą Tino miejsca jest dosyć, a wrażenie przestronności potęguje przesunięta daleko do przodu dolna krawędź szyby. Deska rozdzielcza rozplanowana jest wzorcowo: naprzeciw kierowcy czytelny zespół wskaźników z centralnym prędkościomierzem w efektownej ramce aluminiowej. Pośrodku deski znajdziemy fabryczny radioodtwarzacz i sterowanie klimatyzacją, wszystko ładnie podświetlone. 
Przed pasażerem umieszczono schowek, niezbyt duży, raczej na dokumenty i mapę. Na drzwiach zamiast tradycyjnych kieszeni umieszczono trójkątne siatki, przypominające trochę te na warzywa.
Producent zadbał też o miejsca na napoje, dwa uchwyty na kubki tuż przed dźwignią zmiany biegów i jeden w lewej części deski rozdzielczej. Całość dopełniają dwie szuflady pod przednimi siedzeniami. Dla pasażerów tylnych foteli przewidziano otwierany uchwyt na napoje w tylnej części środkowej konsoli oraz w oparciach przednich foteli dwie uchylne półeczki, każda z wieszakiem i otworem na kubek.
Jasna tonacja tworzyw optycznie powiększa jeszcze wnętrze, ale tu kończą się moje dobre wrażenia. Wszystkie materiały zastosowane w desce rozdzielczej, na drzwiach i słupkach bocznych to twarde plastiki. Owszem, prezentują się ładnie i są dobrze wykonane, ale twarde. W samochodzie za niespełna osiemdziesiąt tysięcy złotych oczekiwać można przyjemniejszych i szlachetniejszych materiałów. Jedynie kierownica obszyta jest skórą, ale to chyba za mało.
Jak na minivana przystało w Tino siedzi się wysoko i, trzeba przyznać, wygodnie. Z tyłu też jest nienajgorzej, choć ilość miejsca na nogi nie jest oszałamiająca. Nasz egzemplarz był wersją czteroosobową, więc zamiast kanapy miał z tyłu dwa oddzielne fotele. I tu kolejna uwaga: zdecydowanie brakuje przy nich podłokietników, co pozwoliłoby nadać tej wersji charakter dyrektorski (oczywiście demontując jeszcze wynalazek Ministerstwa Skarbu, czyli gustowną kratę rodem z policyjnych radiowozów).
Dla wygody wszystkich pasażerów zamontowano cztery lampki do czytania (oprócz głównego oświetlenia kabiny). Oświetlone jest też lusterko w osłonie przeciwsłonecznej pasażera. Tu mała uwaga do wszystkich producentów: czy nie zauważyli, że coraz częściej kobiety zasiadają za kierownicą a mężczyźni obok? Facetowi nie jest potrzebne lusterko ze światłem, a co ma zrobić biedna kobieta za kierownicą, gdy chce poprawić makijaż przed wyjściem z auta? Feministki do boju! Zwalczcie ten przejaw dyskryminacji słabej (?) płci pod hasłem "żądamy oświetlonych lusterek w obu osłonach przeciwsłonecznych". A tak zupełnie na marginesie: czy feministki się malują? Wróćmy jednak do Tino.
Nissana Almerę Tino zbudowano na bazie ogólnoświatowej platformy MS. Cóż to oznacza? Dla Nissana łatwiejszą i tańszą produkcję samochodów różnej klasy na wszystkich światowych rynkach. Użytkownik zaś otrzymuje podłogę wspólną dla wielu modeli. Efekt w Tino? Po złożeniu lub wyjęciu tylnych foteli bądź kanapy podłoga powiększonego bagażnika nie jest płaska. Mercedes osiągnął to wzorcowo w A klasie, a pierwszy lepszy kombiak też będzie miał płaską powierzchnię ładunkową po złożeniu tylnej kanapy. Być może czepiam się...
Ale oddajmy Tino sprawiedliwość. Bagażnik jest dość pokaźny, jak na minivana: 440 litrów z możliwością powiększenia do 1950 litrów. Poza tym samochód prowadzi się dobrze, zawieszenie jest przyjemnie zestrojone, układ kierowniczy pracuje precyzyjnie. Tu wielkie uznanie dla konstruktorów Tino: samochód jest bardzo zwrotny, średnica zawracania 10,4 m to w praktyce doskonałe manewrowanie, a w połączeniu z dobrą widocznością daje spory komfort kierowcy. Zmiany biegów również należą do przyjemnych, skrzynia pracuje lekko i precyzyjnie.
Szkoda tylko, że przyjemność jazdy psuje silnik. Jak już wspomniałem, w Polsce oferowana jest tylko jednostka benzynowa o pojemności 1769 cm3, o mocy 84 kW (114 KM). Przy masie własnej 1370 kg samochód ma osiągać setkę w 12,7 s (według producenta). My tego nie sprawdziliśmy. Silnik tak opornie wspinał się na wyższe obroty, że nie mieliśmy sumienia męczyć maszyny. O dynamice jazdy można tylko pomarzyć, cały czas miałem wrażenie, że pod maską ukrywa się diesel, na dodatek taki sprzed ery TDI i Common Rail. Z całą pewnością nie zestresujemy w Tino żony ani teściowej zbyt sportową jazdą. Jedynie syn może wkurzać kierowcę tekstami w stylu: "przygazuj tatuś, nie pękaj!"
Nad bezpieczeństwem całej rodziny czuwa poprawny układ hamulcowy z systemami ABS i EBD oraz tzw. Nissan Brake Assist, czyli układ dodatkowego wspomagania hamulców w czasie awaryjnego hamowania. Dla osób podróżujących z przodu są cztery poduszki powietrzne i system aktywnych zagłówków (tego, na szczęście, nie testowaliśmy). Z tyłu znajdziemy trzypunktowe pasy oraz ISOFIX dla najmłodszych (łatwe i bezpieczne mocowanie fotelika dziecięcego).
Podsumowanie: przyjemny samochód rodzinny, ale raczej dla statecznych już ojców i matek, którzy nie tęsknią za przeciążeniami przy ruszaniu spod świateł. Być może Nissan wprowadzi na nasz rynek turbodieselka dla młodszych klientów (pomyśleć, że kiedyś to diesel był dla emerytów)...
Michał Nejbauer