Bullterrier

Seat Toledo 2.0 TDI DSG

Bartosz Ławski, fot: Maciek Medyj

Uwaga – powyższy tytuł nie oznacza jakichkolwiek pejoratywnych skojarzeń. Wręcz przeciwnie, bullterriery to pieski wspaniałe, choć o dość kontrowersyjnej urodzie. Ale od czasów starożytnych wiadomo, że o gustach dyskutować nie tylko nie należy, a wręcz nie wypada.

Dlatego dość kontrowersyjną, delikatnie mówiąc, urodę Seata Toledo pozostawmy osobistej ocenie każdego, kto kieruje wzrok w stronę tego samochodu. Skupmy się raczej, co także w przypadku tytułowych bullterrierów jest nie bez znaczenia, na charakterze i umiejętnościach. Najpierw psy – wbrew obiegowej opinii są to zwierzęta wyjątkowej wręcz łagodności i przyzwoitości. Jednak żaden stereotyp nie bierze się znikąd, i niejeden bullterrier potrafi być naprawdę groźny. Dobrze wychowany będzie groźny tylko wtedy, kiedy trzeba. Teraz samochód – Seat Toledo 2.0 TDI DSG to przyzwoity, rodzinny hatchback z dużą ilością miejsca dla pasażerów i równie dużym bagażnikiem. Ale z tym „zestawem” pod maską może być groźny dla drogowych maruderów. Kiedy trzeba – potrafi wyszczerzyć... no nie zęby, ale 140 koni mechanicznych na pewno. I to koni nieźle wyćwiczonych w galopie, dodajmy. 320 Nm momentu obrotowego dostępnych jest już od 1750 obr/min i rzeczywiście nawet trochę poniżej tej wartości samochód zaczyna rwać do przodu a strzałka obrotomierza błyskawicznie mija kolejne cyferki...

Żeby osiągnąć ten efekt wcale nie trzeba wbijać pedału gazu w podłogę, moc rozwija się harmonijnie i nawet po dotarciu do ostatniego, szóstego przełożenia auto nadal przyspiesza, mimo że ostatnie trzy biegi są bezpośrednie, czyli o przełożeniu poniżej jednego. Możliwe to jest dzięki genialnej skrzyni DSG, która jest chyba najszybszym znanym mi automatem. Przede wszystkim redukcja trwa tu odczuwalnie krócej niż w innych skrzyniach, nie zdarzyło się także, aby po tym niedługim namyśle przekładnia wybrała niewłaściwy bieg.

O zaletach tego zespołu napędowego mówiono i pisano chyba już wszędzie, bo koncern VW montuje go we wszystkich autach bazujących na piątej generacji Golfa (a Toledo to też przykład na to, co można zrobić z poczciwego Golfa). Silnik 2.0 TDI doczekał się także mocniejszego, 170-konnego wariantu, na razie jednak nie jest on oferowany ze skrzynią DSG. Po prostu nie wytrzymuje ona zbyt wysokich wartości momentu obrotowego. Szkoda, ale miejmy nadzieję, że inżynierowie poradzą sobie z tym problemem.

Wróćmy zatem do naszego Seata Toledo. O gustach naturalnie dyskutować nie zamierzam, powiem jednak szczerze i uczciwie: moim skromnym zdaniem pojazd ten jest po prostu brzydki jak nieszczęście. Stwierdzone, zapomnijmy, oceniajmy obiektywnie.

A oceniać jest co, bo samochód ma wiele zalet i fajnych, przemyślanych rozwiązań. Z tym, że jak to w życiu bywa, zawsze znajdzie się jakieś „ale”.

Ot choćby fotele – jak wszystkie skonstruowane w Volkswagenie wyglądają rewelacyjnie: świetnie wyprofilowane, z wysokimi oparciami, doskonałym trzymaniem bocznym i regulacją także na wysokość. Siedzi się w nich naprawdę wygodnie, ale... podparcie lędźwiowe w oparciu ma bardzo mały zakres regulacji i po kilkuset kilometrach trochę za bardzo się „wpada” w połączenie siedziska z oparciem. Kręgosłup może rozboleć... z tym że rzeczywiście tylko na dłuższych odcinkach.

Rewelacyjna jest kierownica – mała, gruba, doskonale leżąca w dłoniach, regulowana w dwóch płaszczyznach. Ale... umieszczona jest nieco za wysoko i żeby usiąść naprawdę prawidłowo i wygodnie należałoby dość wysoko podnieść fotel, a nie każdy lubi siedzieć jak na traktorze. Przydałby się też opuszczany z boku fotela podłokietnik. To oczywiście zastrzeżenia z kategorii czepiania się. Zważmy jednak, że testowany model kosztuje 133 tysiące złotych i osoba planująca wydanie tej niemałej kwoty czepiać się ma pełne prawo.

Ładne i czytelne są natomiast wskaźniki, z niewielkim, za to centralnie umieszczonym obrotomierzem i znajdującym się w prawym „zegarze” prędkościomierzem. W lewym mamy wskaźnik poziomu paliwa i temperatury płynu chłodzącego (duży plus) oraz wyświetlacz wskazań komputera pokładowego lub nawigacji.

Nawigacja jako taka to zresztą osobna historia. Nie jest przyjazna dla użytkownika i przed uruchomieniem stanowczo zalecana jest dokładna lektura instrukcji. W naszym testowym egzemplarzu niestety jej nie było, działaliśmy trochę metodą prób i błędów, stąd może ewentualne niedopatrzenia. W każdym razie wnioski są następujące: średnio czytelna mapa, brak możliwości połączenia wyświetlania mapy i strzałek wskazujących kierunek, oraz – przykra sprawa – konieczność podejmowania decyzji... czy korzystamy z nawigacji, czy słuchamy muzyki. W aucie zabrakło bowiem zmieniarki płyt CD, a wewnętrzny odtwarzacz zajmuje płyta nawigacji właśnie. Ale – tym razem na plus – wskazania są dokładne, i choć system nie zawsze wyznacza optymalną trasę, to w Warszawie orientuje się świetnie i szybko przelicza nowe polecenia w końcu doprowadzając nas do celu.

Jako samochód rodzinny Toledo sprawdzi się nieźle. Tylne siedzenia są wygodne (oczywiście poza środkowym, które można przeznaczyć ewentualnie dla teściowej a i to na krótkim odcinku). Kanapa przesuwa się, a pochylenie oparcia reguluje. Środkowa część oparcia składa się tworząc podłokietnik. Zapomniano jednak o prostym kawałku plastiku i po opuszczeniu tego podłokietnika w oparciu zieje dziura przez którą można dostać się do bagażnika. Tu konkurencja spisuje się lepiej, inwestując w odsuwaną klapkę.

Po przesunięciu kanapy bagażnik istotnie powiększa się, zakrywany od góry jest jednak nie roletą a sztywną półką – czyli znowu dająca dostęp do wnętrza bagażnika dziura. Sam przedział ładunkowy jest duży i pozbawiony wystających nadkoli, dostęp do niego jednak jest trochę utrudniony – pomimo wielkiej klapy otwór załadunkowy jest niewielki, na dodatek zaczyna się bardzo wysoko.

Podsumowując – jak każdy samochód ze stajni Volkswagena, Seat Toledo na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie auta przemyślanego i podporządkowanego wygodzie użytkowników. Po dokładniejszej inspekcji okazuje się niestety, że część dobrych pomysłów zmarnowano, nie dopracowując ich do końca. Można z tym żyć, trudno na tym świecie o jeżdżące ideały, ale za tak wygórowaną cenę klient ma prawo spodziewać się trochę więcej. Nic natomiast nie odbierze temu samochodowi znakomitych właściwości jezdnych, i to przy umiarkowanym, bo ograniczonym do 8 – 8,5 l/100 km zużyciu paliwa.

A choć o gustach się nie dyskutuje, Seat podobno planuje już następny model Toledo, który znowu będzie ładnym, klasycznym sedanem. Czyli charakter bullterriera, uroda golden retrievera. Oby nie wyszedł – zwyczajny mieszaniec.

Nasza ocena:

omijać z daleka

kupować tylko w akcie desperacji

znośnie, ale do ideału bardzo daleko

nieźle, jednak producent mógłby lepiej się postarać

dobry, choć warto rozważyć oferty konkurencji

bardzo dobry, polecamy bez zastrzeżeń

 Podstawowe dane techniczne:
 
 Silnik
wysokoprężny
 układ / liczba zaworów
R4 / 16
 pojemność
1968 cm3
 moc maksymalna / obr/min
103 kW (140 KM) / 4000
 moment obrotowy / obr/min

320 Nm / 1750-2500

 położenie poprzecznie z przodu
 napęd na przednie koła
 Skrzynia biegów

6-automat

 Osiągi (fabryczne)  
 prędkość maksymalna (km/h)
201
 przyspieszenie 0-100 km/h (s)
9,9
 Zużycie paliwa (fabryczne)  
 miasto / trasa / średnie (l/100 km) 7,5 / 5,1 / 6,0
 Wymiary i masy  
 dług. / szer. / wys. (mm) 4458 / 1768 / 1568
 rozstaw osi (mm)
2578
 masa własna / dopuszczalna (kg) 1489 / 2089
 pojemność bagażnika - VDA (l) 500
 pojemność zbiornika paliwa (l) 55
 Cena (wersja podstawowa Stylance / testowana ) 103,990.00 zł /132,930.00 zł