Drugi dzień Festiwalu,
czyli sobota 7 lipca, upływa
pod znakiem dwóch imprez
statycznych. W samym centrum
miasta znajduje się Park Salvator, tradycyjne miejsce
wystawy samochodów
zabytkowych, ale tylko tych
pochodzących z kolekcji
muzealnych. Nasza ekipa
wystawia więc dwa eksponaty
Muzeum Jana Pedy:
zwycięskiego MG-WA z
1939
roku oraz Maserati 3500 GT z
1964 roku. Na miejsce
docieramy wcześnie, nie
wszystkie jeszcze muzea
wystawiły swoje pojazdy.
Pogoda na szczęście
dopisuje, na suchym i
nasłonecznionym trawniku
ustawiają się oba samochody
z Polski, a przy stoliku pod
namiotem zasiadają ich
właściciele.

Park Salvator nie jest duży,
wręcz kameralny, z jedną główną
alejką, wzdłuż której ustawiają
się powoli kolejne muzea.
Wszystkich muzeów i eksponatów
pewnie tu nie wymienię, ale było
Auto und Technik Museum Sinsheim
z
Maybachem SW 38 z 1939
roku i
Mercedesem Benz 300 SL Roadster z
1962 roku; Rosengart Museum
wystawilo
Rosengarta LR 44 z
1931
roku;

Monteverdi Automuseum -
Monteverdi 375 S z
1968 roku i Monteverdi Tiara z
1981 roku; Musée
Henri Malartre z Lyonu
to
Talbot
Lago z 1951 roku;

Mercedes
Benz Museum ze Stuttgartu
pokazało oczywiście Mercedesy:
MB 190 SL z
1955
roku i MB 300 SE Lang
z 1964 roku; Museo
Automobili Luigi Bonfanti -
Fiat 1500 GC
Berlinetta z 1937
roku i Alfa Romeo 2500 GC
SS "Villa d'Este" z
1951 roku;

Musée
Automobile Reims-Champagne -
Peugeot 403 cabriolet Radovitch
z 1958 roku; Fondation Hervé -
Avions Voisin
"Aerodyne" z z 1935 roku,
AC
Bristol Ace z 1962
roku;

National Motor Museum z Beaulieu
- Rolls Royce Silver Ghost "Alpine
Eagle" 40/50 z 1914
roku;
Musée
du Circuit de Spa Francorchamps
- AC Aceca Coupe z 1956 roku,
Lotus 11 Sport Proto z 1957
roku, Lotus 23 B z 1963
roku.

Nie mogło oczywiście zabraknąć
okazów z tutejszego Musee National de l'Automobile
Collection Schlumpf, i nie
tylko, a przyjemność rozpoznania
przepięknych samochodów
pozostawiam czytelnikom:


Ale tuż przed Parkiem
Salvator, na
ogólnodostępnym
parkingu, ogromne
zainteresowanie wzbudza
strażacki DKW F-5
Grzegorza Ziółkowskiego,
więc szybka decyzja i
pięknie odrestaurowana
pożarnicza "Dekawka"
ląduje na trawniku
stoiska Muzeum Jana
Pedy. Decyzja
okazała się nad wyraz
słuszna, bowiem tłumy
dosłownie obległy polską
ekspozycję, a przecież
to główny cel wyprawy:
promować polskie
kolekcjonerstwo za
granicą.

Późnym popołudniem
ekspozycje w Parku
Salvator są
likwidowane, czas na
kolejny punkt programu
Festiwalu
Automobilizmu. Cała
ekipa wyrusza do
pobliskiego centrum
starej Miluzy.
Prowadzącym na rynek
uliczkom nadane są
tymczasowe nazwy:
Amerykańska,
Angielska,
Niemiecka i
Włoska, na nich
właśnie ustawiają się
odpowiednio samochody
wyprodukowane w tych
krajach. Brakuje
Francuskiej? Otóż nie,
oldtimery i youngtimery
produkcji francuskiej
ustawiają się na samym
rynku, u stóp
przepięknej katedry.
Klimat budowany jest w
każdym detalu, nawet
ruchoma scena uliczna
dla artystów zabudowana
jest na starej
ciężarówce Citroena,
nie ma tu miejsca dla
pojazdów współczesnych.






Uliczki i rynek szybko
zapełniają się widzami i
zanim zapada zmrok jest
tu już naprawdę ciasno,
okoliczne knajpki
wypełnione są do
ostatniego krzesła, a
tłumy przeciskają się
pomiędzy samochodami.
Tak duże zainteresowanie
mieszkańców zabytkowymi
pojazdami jest
oczywiście godne
pochwały, ale szybko
okazuje się, że widownię
trzeba oddzielić od
zabytków, na własnym
lakierze doświadczył
tego nasz Dodge Standard
Six. Pojawiają się więc
taśmy, a ochrona bacznie
pilnuje, by nikt jej nie
przekraczał.
W uliczce Amerykańskiej
dominują Thunderbirdy,
zebrało się tu kilka
egzemplarzy z różnych
okresów produkcyjnych,
można więc dość
dokładnie przestudiować
ewolucję tego modelu
Forda. Tu też
zaparkowały nasze trzy
samochody:
Franklin z
1919 roku
Piotra Kamińskiego,
Essex Super Six
z
1927
roku
Ryszarda Piotrowskiego
i Dodge Standard Six
z
1928
roku
Piotra Markowskiego. W uliczce
Niemieckiej panują zaś
Mercedesy, w tym
Mercedes 190 SL z
1958
roku
Mirosława Olesińskiego,
ale parkują też Ihle DKW z
1933 roku
Tomasza Skrzelińskiego,
BMW 303 z 1934 roku
Marka Lekkiego i
DKW F-5 z 1935 roku
Grzegorza Ziółkowskiego,
a także nasza rodzima
Podkowa 98 z 1939
roku Katarzyny
Kuligowskiej, ulicy
Polskiej wszak tu
brak, a szkoda wielka.
W ulicy Angielskiej
choć
prym wiodą Jaguary,
to jest i zwycięzca
wczorajszego konkursu
w kategorii samochodów
klasycznych na najlepiej
odrestaurowane auto,
czyli
MG-WA z
1939 roku z
Muzeum Jana Pedy,
i
MG-TA z
1938 roku
Dariusza Filimowicza
i
Triumph TR-3A z
1961 roku
Zbysława Szwaja.
Ulica Włoska to "pięćsetki",
których spora ilość
zebrała się w Miluzie z
okazji wskrzeszenia
przez Fiata tego modelu
w tym roku, ale nie
zabrakło też
Maserati 3500 GT z
1964 roku z
Muzeum Jana Pedy. Pod katedrą
niepodzielnie królują Citroeny, można poznać
historię tej firmy aż do
lat 70., w tym kilka
rzadko spotykanych BL-11 cabrio,
a pod samą katedrą
parkuje
Citroen DS20 z
1965
roku
Tadeusza Vorbrodta.





Trudno oddać słowami
atmosferę panującą tu do
późnej nocy, w
poszczególnych sektorach
narodowych rozbrzmiewa
muzyka odpowiednia
zarówno do kraju
pochodzenia jak i czasów
powstania mechanicznych
bohaterów Festiwalu.
Dość wspomnieć, że na
ulicy Niemieckiej, gdzie
stały nasze 4 samochody
oraz Podkowa, kapela w
tyrolskich strojach
ostro przygrywa, choć niekoniecznie w
niemieckich klimatach. W
przerwach między
utworami Kasia w stroju
kominiarza odpala swoją
Podkowę, a do muzyki
zaczęła tańczyć załoga
strażackiej DKW F-5,
czyli małżeństwo
Ziółkowskich. Zabawa
trwa do późnych godzin
nocnych, wszyscy
jesteśmy juz trochę
zmęczeni dniem pełnym
zajęć i wrażeń, a i wzmocnić się
nie ma czym, bo w
kawiarenkach (wbrew
nazwie) późnym wieczorem nie
uświadczysz kawy.
Ulice i rynek powoli
pustoszeją, ale dopiero
po północy, więc i
polska ekipa, jako jedni
z ostatnich, niechętnie
zbiera się z ulicznego
festiwalu. Urokliwymi
uliczkami i ulicami
Miluzy podążamy więc
na nocny spoczynek,
następnego dnia czeka
nas bowiem wielki finał
Festiwalu
Automobilizmu w Miluzie...
Ciąg dalszy,
czyli trzeci dzień
Festiwalu w Miluzie >>>