Niby to samo
Honda Civic
Type S Plus
Michał
Nejbauer, fot: Maciek Medyj
Na początku był
model koncepcyjny, w niczym nie przypominający poprzednika. Koncept
niemal bez żadnych zmian stał się modelem produkcyjnym, co wywołało
niezłe zamieszanie na rynku, a niektórych konkurentów omal nie
doprowadziło na skraj załamania nerwowego i zmusiło do znacznego
przesunięcia premiery swoich modeli. Emocje powoli opadły,
pięciodrzwiowa Honda Civic przyzwyczaiła już do siebie, i pojawił
się model czterodrzwiowy, bardziej stonowany i tradycyjny, nie tylko
z zewnątrz ale i wewnątrz. Ale przecież Honda zawsze miała ambicje
sportowe, nie mogło więc zabraknąć odmian Type S i Type R, których
wreszcie się doczekaliśmy. Type R mieliśmy mieć już w teście, ale gala
pewnego męskiego miesięcznika pokrzyżowała nam plany, więc póki co
musieliśmy zadowolić się Type S w wersji wyposażeniowej Plus.

Na pierwszy rzut
oka Type S nie różni się od "zwykłej" wersji Civica hatchback, choć
nadwozie jest przecież trzydrzwiowe. Ale pięciodrzwiowy Civic tylne
drzwi miał dość dobrze ukryte, z klamką w tylnym słupku, stąd ta
mało widoczna różnica. Type S (poza wyżej wymienioną różnicą)
zdradzają detale: progi otrzymały profilowaną nakładkę,
bardziej agresywne są też dolne krawędzie zderzaków, a plastikowa
nakładka na tylnym nadkolu wysunięta jest o jakiś centymetr, bo i
rozstaw tylnych kół Type S większy jest niż w przypadku Civica 5d o
20 mm. Co ciekawe, trzydrzwiowa wersja jest dłuższa od
pięciodrzwiowej o 27 mm, ale to tylko dzięki inaczej
przeprofilowanym elementom zderzaków.

We wnętrzu Type S różnic także
niewiele: nakładki na pedały i podparcie dla lewej stopy z
polerowanego aluminium, fotele obszyte Alcantarą, i to chyba
wszystko. Testowana przez nas wersja Plus miała ponadto dach szklany
panoramiczny, nieotwierany, za to odsłaniany dwuczęściowo dla obu
rzędów foteli, choć jednocześnie. Nie ma regulacji wysokości
reflektorów, bo Type S Plus ma ksenony. Poza tym ta sama wysoka
ergonomia i wygoda, trójwymiarowy obrotomierz z wyświetlaczem
komputera pokładowego, no i ta przepiękna kierownica, najbardziej
chyba udany element udanego wnętrza Civica.

Dla podróżnych nie ma żadnej
różnicy czy siedzą w fotelach Type S czy zwykłego Civica, fotele
przednie zapewniają ten sam wysoki komfort podróżowania i bardzo
dobre trzymanie boczne, na tylnej kanapie zaś jest tak samo sporo
miejsca na nogi, ale mało nad głową. Różnic polega oczywiście na
zajmowaniu miejsc na tylnej kanapie, w tym celu w trzydrzwiowym Type
S należy odchylić oparcia i przesunąć przednie fotele, które nie
wracają niestety do pierwotnego położenia. Po każdym więc
wpuszczeniu bądź wypuszczeniu tylnych pasażerów, fotele przednie i
kąt pochylenia ich oparć należy ustawiać niemal od nowa. Bez sensu.
Bagażnik jest za to równie
pojemny, 485 litrów to w klasie kompaktów niemal rekord, na dodatek
foremny, głęboki i łatwo dostępny, tylko pokrywa bagażnika bardzo
ciężka, amortyzatory teleskopowe trochę pomagają w jej otwieraniu,
ale jednak są za słabe.

Pod maską nie zmieniło się nic,
ten sam benzynowy silnik i-VTEC o pojemności 1,8 litra i mocy 140 KM.
Tutaj też trzeba pamiętać, że aby jeździć dynamicznie, trzeba
wkręcać go na wysokie obroty, aż do odcięcia, a ten silnik nie boi
się tego i odwdzięcza przyjemnym dźwiękiem i w miarę dynamiczną
jazdą. Dlaczego tylko w miarę dynamiczną? Bo tak naprawdę to zwykły
Civic, a do wersji Type S mechanicy z Hondy mogli trochę pogrzebać w
silniku, żeby wyciągnąć z niego te kilka koni i newtonometrów
więcej, sama plakietka "Type S", kilka plastików i brak jednej pary
drzwi to trochę mało. Na pocieszenie pozostaje niewygórowane zużycie
paliwa, co prawda wyższe, niż fabryczne 8,5 litra w mieście, ale
oscylujące w granicach 10 litrów, co szczerze mówiąc nie jest złym
wynikiem, bo i przepustnica wiecznie szeroko otwarta, wygląd
przecież zobowiązuje. Do tego wzorcowa 6-biegowa skrzynia z dobrze
dobranymi przełożeniami i mamy bardzo dobry zespół napędowy sam w
sobie, choć - powtórzę - za słaby do Type S. To nic, że Honda nie
raz już tak robiła. Inni producenci dają jednak coś więcej za wygląd
i etykietę sportową, Type S powinien plasować się gdzieś pomiędzy
zwykłym 1.8 a Type R, czyli powinien mieć jakieś 160-170 KM, wtedy
byłoby pięknie (ale i znacznie drożej pewnie...).

W zawieszeniu za to trochę
poszperano, zmieniono nieco charakterystykę, zwiększono rozstaw
tylnych kół o 20 mm, ale w zachowaniu samochodu na drodze niewiele
się zmieniło, przede wszystkim Type S jest sztywniejszy, a właściwie
bardziej sprężysty, bo wcale nie taki twardy. Każde nierówności
nawierzchni są wyraźnie odczuwalne choć brak dokuczliwych "dobić",
nadwozie nie zachowuje poziomu bezwzględnego, ale buja się i
podskakuje zgodnie z falowaniem asfaltu. Mimo to jeździ się
przyjemnie i trochę bardziej sportowo niż Civikiem pięciodrzwiowym.
Miłośnik Hondy Civic staje więc
przed trudnym wyborem: Type S czy bardziej praktyczna wersja
pięciodrzwiowa? Wybór istotnie trudny, bo Type S jest trochę
droższy, ale ma bardziej rasowy wygląd. A gdyby tak pięciodrzwiówkę
ubrać w gadżety Type S? Z pewnością pasują, ale znając japońskie
firmy pakiet nakładek na progi i zderzaki oraz logo Type S będą
znacznie droższe niż różnica w cenach obu wersji. I tu ja poddaję
się, nie potrafię nikomu doradzić, którą wersję wybrać. Obie są
równie efektowne (no może Type S trochę bardziej...), obie też tak
samo fajnie jeżdżą. Gdyby tylko Type S był szybszy, wtedy uzyskałby
u nas znacznie lepszą ocenę... 
Nasza ocena:
omijać z daleka
kupować tylko w akcie desperacji
znośnie, ale do ideału bardzo daleko
nieźle, jednak producent mógłby
lepiej się postarać
dobry, choć warto rozważyć oferty
konkurencji
bardzo dobry, polecamy bez zastrzeżeń