W teren? Tak jest!
Jeep Commander 3.0
CRD
Maciek Medyj, fot. Michał Nejbauer
Marka Jeep to żywa i bardzo dobrze się mająca legenda motoryzacji. Na całym świecie ta nazwa stała się synonimem określenia "samochód terenowy" - nie bez przyczyny. Charakterystyczną atrapę chłodnicy rozpoznają nawet dzieci. Wprawdzie na przestrzeni lat ewoluowała, ale składa się cały czas z mniejszej lub większej ilości pionowych, podłużnych otworów. Kolejną cechą prawdziwego Jeepa jest surowy styl, funkcjonalność zawsze ponad modą. Przykładem jeepowego podejścia do tematu rodzinnego, siedmiomiejscowego SUV-a jest Commander. Tu, gdzie konkurencja rozpływa się w obłościach i gładkościach, Amerykanin jest kwadratowy, ostro krawędziowy, na śruby skręcany. Z zewnątrz wygląda rzeczywiście na samochód wojskowy, ale w środku...

...Jest również kanciasto, ale komfortowo. Widać całkowite podporządkowanie spełnieniu oczekiwań kierowcy i pasażerów. To może też się kojarzyć z regułami stosowanymi w armii, czyli z prostym ukierunkowaniem - na zwycięstwo za wszelką cenę - i bardzo dobrze, gdyż tam, gdzie bitwa toczy się o zadowolenie klienta, jest to jak najbardziej uzasadnione. Poza tym "kanciaste"
wcale nie znaczy "przytłaczające", przeciwnie, proste linie i delikatnie zaznaczone ranty dają wrażenie lekkości. Tej ostatniej sprzyja też zastosowany w testowanej wersji Commandera jasny kolor wykończenia wnętrza i tapicerki, który w połączeniu z drugim, ciemniejszym tonem, dodaje jeszcze więcej trójwymiarowości i przestrzeni.

Całość uzupełniają, albo jak kto woli psują, dodatki z tworzywa imitującego szlachetny gatunek drewna, a także chromy - tu bardziej by pasowały detale udające matowe aluminium. W ciemności świetnie się prezentuje białe podświetlenie zegarów i wszelkich pokręteł oraz oznaczeń na desce rozdzielczej - i nie tylko, bo świeci się też na tunelu, na podłokietniku drzwi. Commander jak na duży transporter przystało, potrafi przewieźć siedmiu członków załogi, każdemu z nich oferując godne warunki podróży.

Przednie fotele dysponują przyzwoitym trzymaniem bocznym, a fotel kierowcy wielopłaszczyznową regulacją. Siedzenia środkowe skrajne również nie pozwolą dwóm załogantom przemieszczać się w poziomie, a jak usiądą we trzech, ten zajmujący pozycję centralną jest podtrzymywany przez ramiona tych po bokach. W ostatnim rzędzie siedzeń działa to podobnie - czyli para siedzi sztywno, pojedynczy pasażer lewituje. Bagażnik, w zależności od ilości przewożonych osób, może pomieścić od dwóch aktówek do nawet dwóch - trzech osób w pozycji horyzontalnej wzdłużnej jednowarstwowej. Małe zakupy, które lubią rozłazić się po wielkich bagażnikach można łatwo spacyfikować przez powieszenie na haczykach z tyłu oparć ostatnich foteli. Kolejnymi praktycznymi elementami są świetliki w dachu i otwierana sama szyba w tylnej klapie. W lusterku wewnętrznym wstecznym umieszczone są kontrolki wskazujące czy ktoś z boku nie wychodzi przed szereg, czyli nie wyprzedza.

Trzylitrowy turbodiesel o mocy 218 KM i potężnym momencie 510 Nm dostępnym od 1600 obr/min, który szczelnie wypełnia przedział silnikowy Commandera, zapewnia mu wystarczającą siłę do wykonania najcięższych zadań, bez znaczenia czy na asfalcie czy w lekkim terenie. Połyka przy tym średnio 14 litrów oleju napędowego. Jest dobrze wyciszony, a automatyczna skrzynia biegów sprawnie dostosowuje przełożenia do obciążenia silnika, przełączając się między nimi niemal niezauważalnie. Zastosowany system napędu Quadra-Drive II wykorzystuje dwa mechanizmy różnicowe o zwiększonym tarciu i sterowaniu elektronicznym do kontrolowania przenoszenia momentu napędowego pomiędzy kołami w obrębie osi oraz samymi osiami. Dla tych, którzy chcą mieć większy wpływ na poczynania samochodu przygotowano możliwość ręcznego wyboru biegów, oraz reduktor pozwalający na wydostanie się z najgorszych opresji. To wszystko sprawia, że pod odpowiednim dowództwem Commander wygra każdą kampanię.

Gaz wciśnięty do oporu skutkuje żwawym szturmem, ale trzeba pamiętać, że hamulce dają sobie radę z wiezioną masą dopiero pod warunkiem mocnego i zdecydowanego operowania szerszym pedałem. Zatrzymywania nie ułatwia automatyczna skrzynia, redukująca wprawdzie biegi, ale nie hamująca nimi, tylko wręcz popychająca auto lekko w momencie zmiany biegu w dół. To cecha większości takich systemów, do której trzeba się przyzwyczaić. ABS działa bez zastrzeżeń, dopiero wtedy, kiedy jest rzeczywiście potrzebny. Zawieszenie jest zestrojone neutralnie i dzięki temu Jeep wydaje się unosić niczym poduszkowiec nad pokonywanym terenem nie zwracając uwagi z czego został ulepiony, ani czy trasa jest prosta czy kręta.

Commander nie bierze jeńców, na jego widok można albo paść trupem, albo przyłączyć się w charakterze wiernego podkomendnego. Wprawdzie nie każdego przekona charakterystyczny styl nadwozia Commandera i amerykański klimat wnętrza, natomiast cena jest na tyle atrakcyjna w porównaniu z konkurencją, że raczej nie pozostawia wątpliwości po czyjej stanąć stronie. Natomiast pod względem silnikowym, skrzyniowym i zawieszeniowym
Jeep Commander 3.0 CRD po prostu rządzi. 