Blisko, coraz bliżej...
Honda Accord 2.2 i-CTDi
Michał
Nejbauer, fot. Maciek Medyj
Od czterech lat
już nowa generacja Hondy Accord święci triumfy, a od dwóch ze
świetnym silnikiem wysokoprężnym własnej konstrukcji. Przez ten czas
ani nie opatrzyła się za bardzo, choć sprzedaje się dobrze i dużo
Accordów jest na ulicach, ani zestarzała. Ale Honda nie chciała
zaspać zakusów konkurencji i delikatnie zmodyfikowała swój flagowy
model.
Nadwozie nowej
edycji nieznacznie tylko różni się od poprzedniej, jedynie detalami.
Z przodu to przede wszystkim dodatkowa listwa chromu z dużym logo na
wlocie powietrza oraz owalne reflektory przeciwmgielne. Linia boczna
pozostała niezmodyfikowana, wszystkie elementy pozostały takie same.
Z tyłu zaś bardzo subtelnie zmieniono zderzak, a zmiana polega na
wyraźniejszym i zachodzącym na błotniki przetłoczeniu w dolnej jego
części. Wprawne oko rozpozna więc natychmiast, z jaką wersją ma do
czynienia, mniej wprawnemu zajmie to jednak chwilę. Najważniejsze,
że Accord nie wygląda przestarzale.
We wnętrzu zmian
brak, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Logo na kierownicy wpisano
w koliste przetłoczenie. Jednak po włączeniu zapłonu widzimy sporą
zmianę, in plus. Otóż Honda postanowiła nareszcie wyposażyć Accorda
w komputer pokładowy, ze średnim zużyciem paliwa i zasięgiem.
Zmieniono również podświetlenie zegarów na białe z delikatnymi
elementami błękitu. Poza tym wszystko po staremu, łącznie z dobrymi
fotelami i dużą ilością miejsca we wnętrzu i w bagażniku. Ale jest
jeszcze jeden drobiazg, wyróżniający nową edycję, a widoczny na
gałce dźwigni zmiany biegów: pojawiła się tu bowiem cyfra "6".
Accord był
pierwszym modelem Hondy, do którego trafiła wysokoprężna jednostka
2.2 i-CTDi, całkowicie własna konstrukcja Hondy o mocy 140 KM.
Silnik to wyjątkowy, bo pracujący w pełnym zakresie obrotów, niemal
jak benzynowy. O samym dieslu pisaliśmy już choćby przy okazji
testu
poprzedniej wersji Accorda. Później silnik ten trafił pod maskę
modelu CR-V, nowego FR-V i wreszcie najnowszej wersji Civica. Jednak
we wszystkich tych samochodach współpracował on z manualną skrzynią
6-biegową, podczas gdy Accord biegów do przodu miał tylko 5 i wcale
mu to nie przeszkadzało. Dziś jednak biegów jest 6 i... jest tak
samo dobrze. Przełożenia poszczególnych biegów są odpowiednio
niższe, częściej więc trzeba sięgać do lewarka - a jest to czysta
przyjemność, bowiem skrzynie Hondy nadal mogą znajdować się w Sevres
pod Paryżem, jako wzorzec. Ciekawostką jest jedynie fakt, że 2.2
i-CTDi z 6-biegową skrzynią zużywa trochę więcej paliwa niż ten sam
silnik ze skrzynią 5-biegową, średnio o 0,2 litra na 100 km. Muszę
tu jednak zaznaczyć, że jest to nadal bardzo ekonomiczny zespół
napędowy.
To wszystkie
zmiany w Hondzie Accord a.d. 2006. Zawieszenie, hamulce i
bezpieczeństwo pozostały takie same, nadal na bardzo wysokim
poziomie. Nadal też trzeba uważać przy gwałtownym, awaryjnym
hamowaniu z dużej prędkości, w takiej sytuacji Accord wciąż szuka
nawierzchni. I to pozostanie jedynym już minusem tego przyjemnego i
komfortowego samochodu, drugi minus - czyli brak komputera
pokładowego - został wyeliminowany. Accord staje się więc coraz
bliższy doskonałości.
