Śliska sprawa
Castrol Edge
Maciek
Kalkosiński, fot. Castrol, UIP
Co łączyć może kultowy film dla motomaniaków – "Szybcy i
Wściekli" oraz dużego producenta oleju – Castrol? Odpowiedź nie jest
trudna – drifting!
Trudno będzie nam zrozumieć nowy produkt Castrola – serię olejów
EDGE - jeśli nie przyjrzymy się historii najnowszej motoryzacji. Nie
ma się co oszukiwać, nic tak nie zmieniło polskich ulic jak premiera
pierwszej części "Szybkich i Wściekłych". Film ten rozbudził w wielu
kierowcach nie tylko ideę współzawodnictwa, ale także ducha kreacji.
Z ich połączenia coraz częściej zaczęły powstawać radykalne
przeróbki samochodów, które nie tylko miały zapewnić ich
właścicielom drogę do zwycięstwa w każdym wyścigu spod świateł, ale
także przyciągnąć uwagę innych. Zjawisko to nazywa się w
amerykańskim świecie tuningiem i u nas także przyjęło się to
określenie, choć mamy też nasz krajowy odpowiednik tego słowa, jakim
jest rasowanie.
Bez względu na to jak będziemy to nazywać, zjawisko to
wywołało swego rodzaju reakcję łańcuchową. Wraz z coraz większym
popytem na różnego rodzaju akcesoria, którymi w pierwszym okresie
były przede wszystkim kolorowe diody, neony czy duże spojlery, rosła
liczba firm je oferujących. Wraz ze wzrostem ilości firm zwiększała
się liczba możliwości tuningu – dostępne stały się pneumatyczne
zawieszenia, turbosprężarki dedykowane do poszczególnych modeli
samochodów czy instalacje podtlenku azotu. Kierowcy mając coraz
większą dostępność części zaczęli nabierać chęci żeby coraz mocniej
przerabiać sprzęty. I tym samym koło się zamyka. Z czasem zmieniały
się mody i style, ludzie zaczynali przerabiać samochody w bardzo
przemyślany i profesjonalny sposób a ich grono szybko się
powiększało. W końcu miłośnicy nieszablonowego stylu jazdy stali się
na tyle liczną i wymagającą grupą, że coraz szersze grono firm
poczęło interesować się tą gałęzią motoryzacji.
Dziś, gdy na ekrany wchodzi kolejna, trzecia już część
"Szybkich i Wściekłych", Castrol postanowił wkroczyć do polskiego
świata tuningu ze specjalną serią olejów EDGE. Ma ona zaspokoić
potrzeby kierowców modyfikujących silniki swoich samochodów oraz
użytkowników samochodów sportowych.
Kosztująca firmę ponad 10 mln funtów formuła spełnia surowe
wymagania producentów takich jak BMW, Volkswagen, Porsche czy Aston
Martin. Olej dostępny jest w kilku lepkościach, dostosowanych do
silników nowoczesnych samochodów, silników wyczynowych oraz
nowoczesnych turbodiesli, ze szczególnym uwzględnieniem
pompowtryskiwaczowych silników VW. Ze względu na ciśnienie panujące
w pompowtryskiwaczu, jest to jeden z najbardziej obciążonych
cieplnie elementów w silniku, dlatego wymaga stosowania
odpowiedniego oleju. To samo dotyczy tuningowanych silników o
ogromnej mocy. Nierzadko z silnika 1,6 udaje się osiągnąć moce
przekraczające 400 lub nawet 500 koni, dlatego silniki te wymagają
stosowania oleju o podwyższonej odporności cieplnej 10W-60.
Castrol gwarantuje oczywiście, że w porównaniu z tak
zwanymi konwencjonalnymi olejami (czyli
jakimi? Bo żaden producent tego nigdy nie podaje, może to coś jak
zwykły proszek do prania, wszyscy o nim słyszeli, ale nikt nie widział) moc silnika rośnie
a zużycie paliwa spada. W przypadku testowanych silników sportowych
było to nawet 5KM, jednak nie ma się co łudzić, że będzie to zmiana
wyczuwalna dla zwykłego użytkownika. Wyczuwalnie można za to może
wzrosnąć trwałość silnika oraz kultura pracy.
Castrol swoją
prezentację poparł nie tylko suchym tekstem – po części technicznej
odbył się premierowy pokaz filmu "Szybcy i Wściekli: Tokio Drift", w
którym oficjalnym olejem jest właśnie Castrol EDGE. Jednak nie
wszyscy mogli wierzyć w filmowe popisy, dlatego zaraz po projekcji
prezentacja przeniosła się na warszawskie lotnisko Bemowo, gdzie
odbyły się pokazy jazdy ekstremalnej w wykonaniu Maćka Polodego wraz
z przyjaciółmi, fabrycznego zespołu rajdowego Castrola, oraz licznie
zebranych miłośników tuningu i wyścigów na 1/4 mili.
