Sport turystyk po amerykańsku
H-D Softail Custom "DZIK"
Maciek
Kalkosiński, fot. Maciek Medyj
Gdy patrzy się
na motocykl pokazowy stworzony przez chłopaków z Liberatora, widać
esencję ducha marki Harley Davidson. Z przyjemnego i spokojnego
Softaila stworzono sportowe monstrum o drapieżnej linii i
niesamowitych jak na Harleya osiągach.
Trudno pisać o
wszystkich zmianach w wyglądzie. Tak naprawdę większość części
została dopieszczona i ułożona po nowemu. Z bardziej widocznych
zmian można wymienić obniżone siedzenie i kierownik czy zmienione
detale takie jak lusterka czy manetki. Nowoczesną linię sprzętu
podkreślają plastikowe kufry. Całą karoserię pokryło malowanie w
sportowych barwach Harleya – czarnym i pomarańczowym. Wszystko to
tworzy bardzo ciekawy efekty wizualny z pogranicza świata sportu,
turystyki i chromu.
Silnik dostał
pełny fabryczny zestaw tuningowy Screaming Eagle. Zwiększona
pojemność cylindrów, inne wałki w głowicy, kute tłoki, wszystko z
najwyższej półki i dobrze dobrane przez specjalistów. Obecnie trudno
określić moc sprzętu, pomiary na hamowni przeprowadzane były jakiś
czas temu i pokazywały moc przekraczającą 100 KM, jednak od tego
czasu sprzęt przeszedł kilka drobnych modyfikacji poprawiających
pracę silnika, więc koni przybyło. Powiedzmy jednak szczerze, że nie
warto zawsze wierzyć w to co jest napisane na papierze. Ważne jak
sprzęt sprawdzi się w normalnej eksploatacji „na mieście”.
Przed każdym
uruchomieniem rozrusznika trzeba wcisnąć dwa niebieskie przyciski
dekompresatorów umieszczone na głowicach. Trzeba uważać jedynie gdy
silnik jest gorący, bo robiąc to bez rękawiczek można się nieźle
poparzyć o rozgrzaną głowicę. Przy odrobinie wprawy cała czynność
zajmuje sekundę i nie jest problematyczna, poza tym, że należy
pamiętać żeby to zrobić. Swoją drogą dodaje to uroku customowemu
sprzętowi, bo pokazuje, że nie jest to motocykl dla każdego, a
jedynie dla obeznanych z jego działaniem.
Pod pubem
kilka osób ogląda sprzęt, a ja muszę zbierać się w dalszą drogę. W
końcu motocykl służy do jazdy, a nie do patrzenia (o czym zdarza się
zapominać niektórym właścicielom chopperów). Rozrusznik budzi do
życia dwa potężne cylindry, podmuch z pustego wydechu oczyszcza
miejsce parkingowe z piachu, a huk sprawia, że stojący gapie
ustępują miejsca.
Kto
kiedykolwiek jeździł Harleyem na pewno zdziwi się wciskając sprzęgło
– chodzi ono zadziwiająco lekko jak na pojemność sprzętu. Skrzynia
biegów pracuje sprawnie i bezkonfliktowo. Wbijam pierwszy bieg,
zapieram się na siedzeniu (całkiem wygodne jak na taki krój) – w tym
momencie większość gapiów wstrzymuje oddech, więc nie mogę ich
zawieźć. Szybkim ruchem ręki odkręcam gaz i gwałtownie puszczam
sprzęgło. Potężny ryk silnika miesza się z jękiem opony. Motocykl
wyrywa do przodu w efektownym uślizgu. Niesamowite wrażenie, nie
tylko dla gapiów, ale i dla kierowcy. Bez sprzęgła wbijam kolejne
biegi. Przyspieszenia są bardzo dobre jak na nie obudowany sprzęt. W
zeszłym roku podczas wyścigów na ¼ mili chłopakom udało się kręcić
czasy poniżej 12 sekund. Odpuszczam gaz, gdy licznik wskakuje w
okolice 180 km/h. Można szybciej, ale nie będę przeginać, na
choppera to i tak wyniki kosmiczne.
Przyspieszenie
sprawdzałem jeszcze kilkakrotnie startując spod świateł i muszę
przyznać, że najbardziej podobało mi się, gdy obok zatrzymywał się
inny motocyklista, szczególnie na jakimś ścigaczu lub nakedzie.
Zanim on puścił sprzęgło, po mnie zostawał tylko zapach spalonej
gumy. Próby dojścia Harleya spod świateł wymagały nie małych
wysiłków. A te spojrzenia, gdy znów stawaliśmy obok siebie na
światłach – bezcenne! Trzeba przyznać, że sam byłem pod wrażeniem
osiągów sprzętu, na którym jadę.
Gdy znudziły
mi się wariactwa również byłem pod wrażeniem. Logiczne przecież, że
tuning z założenia obniża właściwości użytkowe sprzętu, tak mi się
przynajmniej wydawało. Tutaj natomiast „zwykła” (powiedzmy w myśl
przepisów ruchu drogowego) jazda nie sprawia żadnych problemów.
Silnik jest elastyczny, nie ma problemów ze zmianami biegów.
Wystarczy wbić 5-kę i dodawać gazu. Zawieszenie również nie sprawia
najmniejszych problemów. Jazda po warszawskich drogach jest
przyjemna i komfortowa.
Nie udało mi
się niestety zdobyć informacji o wrażeniach z jazdy na tylnym
siedzeniu – żadna z koleżanek po popisach z cyklu „odjazd na pełnym
gazie” nie chciała ze mną wsiąść. Szkoda, nie wiedzą dziewczyny co
tracą, ale sądząc po wymiarach i kształcie siedzenia, to musiałyby
być bardzo zdeterminowane żeby tam wysiedzieć.
Wielokrotnie
już powtarzałem, że nie lubię amerykańskiej motoryzacji, jednak
muszę przyznać, że od każdej reguły są jakieś wyjątki. Dobrze
przerobiony Harley potrafi dać tyle radości z jazdy co nie jeden
japoński przecinak pozostając przy tym towarem wysublimowanym i
gustownym (czego nie można powiedzieć o współczesnych samochodach
zza wielkiej wody), a fakt, że jest to niestety towar drogi trzeba po
prostu zaakceptować. Przyjemności nie są tanie, jeśli jednak ktoś
chciałby spróbować swojej przygody z unikalnym motocyklem to Dzika
(bo taki przydomek otrzymał opisywany sprzęt od swoich twórców)
rocznik 2001 można kupić w warszawskim salonie Liberator za 72 tysiące zł.

Za pomoc w realizacji testu dziękujemy firmie
STEO Sp. z o.o. w Łomiankach, ul. Konarskiego 50
www.steo.com.pl, która dostarczyła nam ubiory i
akcesoria.