Całkiem inny
Honda Civic 4d 1.8
Michał
Nejbauer, fot. Maciek Medyj
Producenci
przyzwyczaili nas do tego, że wersje sedan są pochodnymi wersji
hatchback, a czasem odwrotnie. Do istniejącego modelu doczepia się
po prostu bagażnik i stylizacyjnie raz wychodzi to całkiem nieźle, a
raz wręcz dramatycznie. Honda natomiast, tworząc czterodrzwiową
wersję Civica, stworzyła właściwie całkiem nowy model. W poprzedniej
generacji obie wersje również różniły się stylistycznie, jednak tym
razem zmian jest znacznie więcej.
Z zewnątrz nowy
Civic sedan w niczym nie przypomina rewolucyjnego
Civica
hatchback, wszystkie elementy nadwozia są zupełnie inne.
Masywny, płaski przód, opada skośnie niemal do samej ziemi, z
reflektorami wykrojonymi raczej nietypowo dla Hondy. W linii bocznej
pojawiło się dodatkowe okienko przed drzwiami, na których zabrakło
interesujących klamek hatchbacka, zamiast nich są te znane już z
Accorda czy FR-V. Klasyczny tył sedana odbiega stylistycznie od
linii Hondy, która tak naprawdę została gdzieś zagubiona już przy
City. Dziwnie wykrojone światła tylne ani trochę nie przypominają
tych z Accorda, a szkoda. Znacznie lepiej pasują też do Hondy
światła amerykańskiej wersji Civica sedana, zarówno te tylne jak i
przednie. Moim zdaniem wersja europejska jest po prostu brzydsza od
amerykańskiej, na korzyść "naszego" Civica przemawiają jedynie
kierunkowskazy boczne w lusterkach. Obie wersje mają za to ciekawie
i zgrabnie wkomponowane listwy ochronne na drzwiach, tuż nad
masywnym progiem.
Deska rozdzielcza
na pierwszy rzut oka przypomina trochę tę z hatchbacka, ale tylko
trochę, głównie za sprawą oddzielenia cyfrowego prędkościomierza od
analogowego obrotomierza, a także dużej płaszczyzny wbijającej się
klinem w kabinę. Poza tym układ deski jest tradycyjny, sterowanie
klimatyzacją czy audio umieszczono na środku. Poniżej znalazły się
dwie wnęki na drobiazgi, z czego jedna zamykana, tuż przed dźwignią
zmiany biegów. I tu należy przejść do sedna sprawy, czyli ergonomii.
O ile wzornictwo Civica jednym może się podobać, a innym nie, to
rozplanowanie i rozmieszczenie elementów wnętrza jest perfekcyjne.
Dźwignia zmiany biegów (zupełnie inna niż w hatchbacku) umieszczona
jest dokładnie tam, gdzie ręka jej się spodziewa. Wysuwany
podłokietnik na środkowej konsoli znajduje się na takiej wysokości,
że nie przeszkadza, a wręcz ułatwia zmianę biegów. Dźwignia hamulca
ręcznego to ideał godny naśladownictwa, nie ciągnie się jej do góry,
lecz pociąga do siebie, co daje świetne wyczucie operowania tym
hamulcem przy jeździe "na rękawie" na przykład. Podobnie jest z
mniej istotnymi elementami, jak wewnętrzne klamki drzwi, które z
początku niezbyt mi się spodobały. Okazuje się jednak, że drzwi
otwiera się bez użycia przegubu ręki, wystarczy wyciągnąć przedramię
i wyprostowaną dłoń. Zwieńczeniem doskonałej ergonomii kokpitu jest
śliczna i bardzo wygodna kierownica, dokładnie taka jak w
hatchbacku.
Przednie fotele Hondy Civic sedan również można stawiać za wzór
ergonomii i komfortu: bardzo wygodne, z dobrym trzymaniem bocznym.
Jedynym zgrzytem są zagłówki, w które wkomponowano plastikowe
okienka, by wyglądały lżej. Jednak przy odpowiednim ustawieniu
zagłówka ów plastik okazuje się zbyt twardy dla głowy przy uderzeniu
z tyłu. Nawet bez kolizji, gwałtowne oparcie głowy na zagłówku może
okazać się bolesne.
Tylna kanapa to profil dla wygodnej podróży dwóch osób, miejsca na
nogi jest dużo, a nad głowami znacznie więcej niż w 5-drzwiowej
odmianie Civica. Tylko trzeci pasażer może narzekać na niewygodę, o
możliwości jego podróżowania informują jedynie dodatkowy pas i
zagłówek, ale na pewno nie sama kanapa, z dużym, chowanym
podłokietnikiem w tym miejscu.
Bagażnik Civica otwierany jest dźwignią obok fotela kierowcy lub
kluczykiem. Pokrywa unosi się wysoko, ale zawiasy ingerują w
objętość bagażnika, który nie należy do głębokich. Jego pojemność
wynosi 375 litrów, wynik raczej mizerny, ale okazuje się, że tylko w
Polsce i podobnych krajach z podobnie świetnymi nawierzchniami. W
cywilizowanych krajach Civic wyposażony jest w dojazdowe koło
zapasowe, dzięki czemu bagażnik głębszy jest o dobrych kilka
centymetrów. Honda Poland zaleca co prawda takie rozwiązanie, ale
nie można zamówić dojazdówki jako opcja przy zakupie Civica, trzeba
ją sobie dokupić jak wszystkie inne akcesoria. W standardzie są za
to cięgna zwalniające mocowania dzielonego oparcia tylnej kanapy,
umieszczone tuż pod górną krawędzią bagażnika.
A
co pod maską Civica sedana? Wyboru jak na razie nie ma, dostępny
jest jedynie silnik benzynowy o pojemności 1,8 litra i mocy 140 KM,
znany z wersji pięciodrzwiowej. Jedyną różnicą jest sposób jego
uruchamiania, w sedanie tradycyjnym przekręceniem kluczyka w
stacyjce. Może też sprawia wrażenie trochę mniej dynamicznego niż w
hatchbacku, ale tak samo lubi wysokie obroty, powyżej 4000 na
minutę. Zużycie paliwa także nie odbiega od Civica 5-d, średnio 9-10
litrów przy normalnej jeździe miejskiej. Skrzynia biegów ta sama, o
sześciu, świetnie dobranych przełożeniach do przodu.
O
ile przednie zawieszenie jest w obu wersjach nadwoziowych
identyczne, to tylne jest zupełnie inne. W sedanie zastosowano
zawieszenie niezależne na podwójnych wahaczach wleczonych. Różnica
jest bardzo odczuwalna, hatchback zachowuje się twardo jak rasowy
sportowy samochód, sedan zaś jest przyjemnie miękki i komfortowo
pokonuje nierówności nawierzchni. Na dodatek nie prowadzi się
wyraźnie gorzej, Civic 4d równie pewnie wchodzi w zakręty i z nich
wychodzi, zachowując się przy tym lekko podsterownie. Układ
hamulcowy jest za to identyczny i działa tak samo dobrze.
Honda Civic sedan okazuje się
samochodem dojrzałym, niemal tak dużym jak Accord, za to znacznie
tańszym. Zabrakło w nim co prawda tej rewolucyjności hatchbacka, ale
wydaje się być modelem skierowanym do bardziej statecznych
odbiorców. Świetna ergonomia, zespół napędowy i zawieszenie,
obszerne wnętrze, a także umiarkowana cena czynią z Civica 4d mocną
pozycję na rynku.
