Jak w niebie?
Fiat Panda 1.2 Dynamic
tekst i
zdjęcia: Maciek Medyj
Panda miała
być następnym lekarstwem na finansowe kłopoty, które prześladowały
włoski koncern już od kilku ładnych lat. Do tej pory każde kolejne
antidotum okazywało się tylko połowicznie skuteczne i podobnie stało
się z nowym Fiatem, choć wybranym europejskim samochodem roku 2004,
to osiągającym wyniki sprzedaży poniżej oczekiwań. Wina w tym trochę
opinii o nienajlepszej jakości reprezentowanej przez samochody
włoskiej marki, niestety nadal nie bezpodstawnej. Poza tym, kiedy
nie wiadomo o co chodzi, zapewne pieniądze są w podtekście.
Konkretnie cena, która wbrew pokutującej w pewnych kręgach,
podręcznikowej amerykańskiej tezie, ma podstawowe znaczenie. Znana
jest też zasada - niższa cena, większy obrót, wyższy zysk. Ale Fiat
widać ma własną strategię i woli przyciągać klientów rzeczami...
niepowtarzalnymi według niego.
Patrząc na
Pandę nie ma się deja-vu. Faktycznie jest jedyna w swoim rodzaju, a
ze swoim popularnym poprzednikiem wspólne ma tylko imię i może
jeszcze nikłą kanciastość sylwetki. Posiada modny kształt mikrovana,
ale nie obły i jajowaty, jak większość nowych konstrukcji tego typu,
a pudełkowaty, kojarzący się najbardziej z typowo miejskimi autkami
popularnymi w Japonii. Postawiona na ładnych alufelgach wygląda
całkiem przystojnie. Wersja testowana dzięki błękitnemu kolorowi
lakieru i szklanemu dachowi jakby obiecała, że można będzie się w
niej poczuć jak w niebie. I to było tylko pierwsze wrażenie, jak się
okazało nietrafne.
Wnętrze Pandy, choć wyglądające na obszerne ze względu na
tapicerkę i plastiki w jasnym kolorze, jest w rzeczywistości ciasne. Nie wiele daje
tutaj stosunkowo spora wysokość całego pojazdu, gdyż siedziska
foteli umieszczone zostały również wysoko. Wnętrze jest też
oczywiście wąskie, co sprzyja integracji pasażerów, która na dłuższą
metę może być jednak męcząca. Fotele przednie, jak na tę klasę auta,
są całkiem wygodne, z przyzwoitą regulacją, ten kierowcy nawet
wysokości, a właściwie kąta nachylenia siedziska. Kanapa tylna, w
testowanej wersji, ma możliwość lekkiego pochylenia oparć, oraz jest
przesuwana, niestety w zakresie bezsensownym, gdyż umożliwia tylko
zwiększenie pojemności mikroskopijnego bagażnika, kosztem miejsca na
nogi jej pasażerów. To znaczy maksymalizując bagażnik uniemożliwia
się zupełnie korzystanie z tylnych miejsc. Moim zdaniem producent
powinien pójść w stronę ewentualnego całkowitego unicestwienia
bagażnika, to znaczy przesuwania kanapy w zakresie: mało - bardzo
dużo miejsca na nogi, trochę - zero bagażnika. Wtedy panda mogłaby
być wygodną mikro-limuzyną dla czterech osób bez bagażu.
Z pozostałych elementów kabiny nie sposób nie zauważyć opasłej
konsoli środkowej, zawierającej - oprócz przycisków obsługi radia i
klimatyzacji - również dźwignię zmiany biegów. Ten rozbudowany
element zajmuje sporą część przedniej części kabiny, skutecznie
odgradzając od siebie kierowcę i pasażera.
Przeszklony dach, choć z zewnątrz wygląda okazale, od środka
zdradza, że tak naprawdę nieba można sięgnąć tylko przez jeden z
dwóch standartowych otworów w podsufitce, przy czym drugi może
służyć tylko do obserwacji. Oba można zasłonić perforowanymi
roletami.
Do napędu testowanej Pandy posłużył standardowy, rzec można, silnik
benzynowy Fiata o pojemności 1,2 litra i mocy 60 KM. Do sportowej
jazdy ten zestaw oczywiście się nie nadaje, ale całkiem dobrze radzi
sobie z popychaniem do przodu małego auta. Jest przede wszystkim
ekonomiczny - średnie spalanie w cyklu mieszanym oscyluje w
granicach 7 litrów na 100 kilometrów, w trasie spada i poniżej 6,
pod warunkiem, że nie jedziemy dużo szybciej, niż pozwalają na to
przepisy. W zestawieniu z dobrze zestopniowaną skrzynią i przyjemnie
sterowaną wspomnianym wcześniej lewarkiem, usytuowanym blisko
kierownicy, jednostka napędowa dobrze wykonuje swoje zadanie, nie
jest głośna, posiada wystarczającą elastyczność i osiągi pozwalające
na bezpieczną jazdę.
Zawieszenie jest miękkie, zupełnie bez sportowego zacięcia, więc w
zakrętach lepiej nie szarżować, gdyż nadwozie malowniczo przechyla
się na boki na długo przed tym, jak opony zaczęłyby piszczeć. Za to
wszelkie nierówności krajowych asfaltów są skutecznie niwelowane i
to chyba jest największą zaletą Pandy i czymś, co wyróżnia ją wśród
konkurencji. Nic nie stuka, nie dobija, auto przy umiarkowanej
prędkości płynie jakby unosiło się centymetr ponad nawierzchnią.
Oczywiście przy prędkościach za dużych, potrafi wpaść w kołysanie,
ale z drugiej strony nikt nie będzie przecież małym Fiatem próbował
bić rekordów prędkości.
Z hamulcami jest podobnie. Są, działają, nic ponadto, a ABS włącza
się dopiero wtedy, kiedy trzeba.
Komu Pandę? Albo emerytowi, który wyda na upragniony samochód
oszczędności całego życia - to w wersji podstawowej, a w wersji
testowanej - dla żony modnej, albo córeczki bogatego tatusia i tylko
dlatego, że on ma też Fiata, a więc przeglądy można robić w tym
samym serwisie, lub dzielić się breloczkiem do kluczyków czy
skórzanym etui do nich. Wielbicielom marki, tych co z sentymentu,
albo tych złapanych na fajne reklamy, może też entuzjastom wszelkich
rzeczy pochodzących z kraju na cyplu w kształcie buta. Bo szczerze
mówiąc przeciętny myślący i cwany Kowalski porówna sobie ofertę
Fiata z ofertą konkurencji, porówna ceny... i wszystko jasne. Tym
bardziej dziwi fakt, że zapowiadany na rok 2007 piękny Fiacik 500,
wzorowany na modelu z lat 50-tych, ma być „gadżetem” o cenie
zbliżonej raczej do Grande Punto. Ręce i nogi opadają. Czy firma,
która produkuje małe samochody w Polsce, naprawdę nie jest w stanie
zaprojektować i wprowadzić na rynek małego, prostego samochodu, w
cenie do 16 tysięcy złotych, na który stać by było normalnych
obywateli i którzy dzięki temu nie kupowali by złomu ciągniętego z
zachodu? Odpowiedź pozostawiamy naszym Czytelnikom.
