Czołg rozpoznawczy
Nissan Pathfinder 2.5D
Michał
Nejbauer, fot. Maciek Medyj
Nissan nie jest
nowicjuszem w konstruowaniu samochodów terenowych. Słynny Patrol to
już prawdziwa, żywa legenda pojazdów 4x4, podobnie jak model Pickup.
I wszystkie, oprócz X-Traila i Murano, są pełnokrwistymi
terenówkami. W ofercie jest również model o bardzo
wdzięcznej nazwie Pathfinder, czyli ten, który wytycza nowe szlaki,
nazwie, która stała się głośna po misji tak właśnie nazwanej sondy
na Marsa. Nissan Pathfinder: SUV to tylko, czy rasowy terenowiec?
Poszukamy odpowiedzi na to pytanie.
Pathfinder wygląda
masywnie jak opancerzony pojazd rozpoznawczy: olbrzymie powierzchnie
blach kontrastują z małymi oknami. Dzięki temu samochód wzbudza
zaufanie u pasażerów już od pierwszego wejrzenia, a u kierowców
innych pojazdów - należyty respekt. Kanciaste, ostre kształty i
masywne nadkola nie pozostawiają złudzeń: to nie bulwarówka, to
mocny pojazd, który musi sobie poradzić w każdych warunkach.
Pathfinder jest przy tym i ładny i efektowny, a taką samą przednią
część nadwozia otrzymała aktualna wersja Pickupa o nazwie Navara.
Efektowny jest tu każdy detal nadwozia, od chromowanej osłony
chłodnicy, poprzez klamkę tylnych drzwi w słupku, po masywne relingi
z nazwą modelu na dachu.
Masywny i prosty
styl zachowano również we wnętrzu Pathfindera. Wysoka, pionowa deska
rozdzielcza zaprojektowana została z myślą o ergonomii, a nie o
fajerwerkach próżności. Układ jest klasyczny: czytelny zestaw
zegarów przed kierowcą, pośrodku konsola ze sterowaniem
klimatyzacji, audio i nawigacji z dużym wyświetlaczem, połączona z
szeroką osłoną tunelu między fotelami, a przed pasażerem dwa nieduże
schowki. Równie prosto i funkcjonalnie wygląda wewnętrzne poszycie
drzwi, a całość składa się na efektowny i gustowny minimalizm. Mimo
niedużej powierzchni przeszklonej, widok z wnętrza Pathfindera
okazuje się być zaskakująco dobry, jeśli jednak mimo to kierowca nie
będzie sobie radził z cofaniem pojazdu, w sukurs przyjdzie mu kamera
zamontowana w pokrywie bagażnika, której kolorowy obraz z liniami
zarysu Pathfindera wyświetlany jest na ekranie nawigacji i zestawu
audio. Czytnik DVD znalazł się pod fotelem pasażera, więc dostęp do
niego jest trochę utrudniony, a odtwarza jedynie płyty nawigacyjne,
z oglądania filmów nici.
Odpowiednią dawkę
luksusu zapewniają wygodne i obszyte skórą fotele, przednie
regulowane elektrycznie. Wykonane są bardzo poprawnie, skóra nie
jest śliska, a ich kształt zapewnia odpowiednie trzymanie boczne.
Tylna kanapa jest równie komfortowa, choć już bez bocznego
trzymania. Za to miejsca jest aż nadto dla wszystkich pasażerów,
zarówno z pierwszym jak i w drugim rzędzie foteli. Jednak
to nie koniec, bowiem w podłodze bagażnika znajdziemy jeszcze dwa
rozkładane fotele, które - choć obszyte skórą - nie należą do
wygodnych, a miejsca jest tu bardzo mało nawet dla niewysokich osób.
Należałoby je potraktować jako miejsce dla dzieci, szczególnie że
dostęp do nich też nie jest łatwy.
Do bagażnika
dostać się można na dwa sposoby: poprzez uchylaną szybę w pokrywie,
lub tradycyjnie, unosząc całą pokrywę. Jeśli zdecydujemy się
podróżować Pathfinderem w siedem osób, nie zabierzemy dużo bagażu,
pojemność bagażnika w tej konfiguracji wynosi zaledwie 190 litrów do
linii okien. Przy pięciu osobach na pokładzie sprawa ma się już
znacznie lepiej, do dyspozycji mamy 515 litrów przestrzeni bagażowej
do linii okien. Ale i to nie koniec możliwości, bowiem trzy fotele
środkowego rzędu również można złożyć, na dodatek skrajne na dwa
sposoby. Pierwszy polega na klasycznym złożeniu oparcia na siedzisku
i podniesienia całości do pionu. Drugi sposób to podniesienie
siedziska i złożenie w to miejsce oparcia, wtedy powstaje jednolita
podłoga powiększonego bagażnika, bowiem środkowy fotel złożyć można
tylko na płask z podłogą. Teraz na brak przestrzeni nie można
narzekać, bagażnik urasta do 2091 litrów pojemności, czyli jak w
małym samochodzie dostawczym. Dodatkowo można złożyć oparcie
przedniego prawego fotela, co umożliwi przewiezienie bardzo długich
przedmiotów. Pod dwoma fotelami środkowego rzędu wygospodarowano
jeszcze miejsce na mały schowek, zamykany klapką, podobny znajduje
się jeszcze na lewej burcie bagażnika, tuż pod oknem, na prawej
burcie umieszczono zaś uchwyty na napoje.
Ani w bagażniku,
ani na tylnej klapie nie znajdziemy koła zapasowego. Umieszczono je
bowiem niezbyt fortunnie, pod podwoziem. Rozwiązanie takie nie
sprawia może problemów w eksploatacji po drogach utwardzonych, ale
nie życzę nikomu konieczności wyjęcia koła na drodze błotnistej.
Naszego Nissana
Pathfindera napędzał wysokoprężny silnik z turbodoładowaniem i
intercoolerem, o pojemności 2,5 litra i oznaczeniu dCi, co zdradza
mariaż Nissana z Renault. Po odpaleniu tej czterocylindrowej
jednostki, do uszu kierowcy dobiega mile i nisko brzmiący szum,
zupełnie nietypowy dla tej liczby cylindrów. Pierwsze wrażenie przy
ruszaniu samochodem jest nienajlepsze: na jedynce Pathfinder zbiera
się trochę mozolnie, rusza jak czołg. Wołowate wrażenie znika jednak
niemal natychmiast, na kolejnych biegach niemal 2,5-tonowy pojazd
rozpędza się zadziwiająco sprawnie i szybko (2202 kg masy własnej w
stanie suchym). Łaski nie robi, 174 KM mocy i aż 403 Nm momentu
obrotowego radzi sobie z tą masą doskonale, Pathfinder przyspiesza
od 0 do 100 km/h w 11,5 sekundy, wpędzając w kompleksy niejeden
samochód osobowy. Tak też jest zestopniowana świetnie pracująca
skrzynia biegów o 6 przełożeniach, której celem jest dynamika, a nie
prędkość maksymalna. Pathfinder pojedzie bowiem najwyżej 174 km/h,
co w zupełności wystarczy, pamiętać należy bowiem o niemal 3-tonowej
masie całkowitej tego "czołgu". Co ciekawe, paliwa zużywa przy tym
stosunkowo niewiele, dynamiczna miejska jazda okupiona jest 12-13
litrami oleju napędowego na 100 km, co jak na moc i masę jest
wynikiem bardzo dobrym. Potężny, 80-litrowy zbiornik paliwa pozwala
przy tym na niezbyt częste odwiedzanie stacji paliw.
Napęd Pathfindera
pracuje w czterech trybach, przełączany elektronicznie, pokrętłem na
desce rozdzielczej. Podstawowym trybem jest napęd na koła tylne,
przeznaczony do jazdy po suchych, utwardzonych nawierzchniach.
Kolejnym trybem jest automatyczny rozdział napędu, w którym system
sam decyduje, czy napędzana ma być tylko tylna, czy obie osie.
Trzeci to tryb 4x4, czyli zapięte są obie osie, do jazdy po drogach
nieutwardzonych, w szczególności piaszczystych, błotnistych i
ośnieżonych. W większych opresjach na bezdrożach (albo przy stromych
podjazdach na przykład) pomoże tryb czwarty, czyli napęd na obie
osie z przełożeniem redukcyjnym. Jak więc widać, napęd Pathfindera
to niemal klasyka samochodów terenowych, poza trybem "auto" i
elektronicznym przełącznikiem.
Pathfinder
otrzymał niezależne zawieszenie wszystkich kół. Dzięki temu na
szosie zachowuje się bardzo stabilnie, niemal jak samochód osobowy,
a podróż z prędkościami rzędu 160 km/h przebiega spokojnie i pewnie,
samochód nie podskakuje na nierównościach. Podobnie jest przy dużo
niższych prędkościach na nierównych drogach gruntowych, które
Pathfinder pokonuje zadziwiająco komfortowo. Na grząskim podłożu
radzi sobie nieźle, nawet na głębokim piachu, przejeżdża go
mozolnie, ale sprawnie. Pozostałe trudy jazdy w terenie również mu
nie straszne, choć oczywiście w granicach rozsądku, póki prześwit i
duży rozstaw osi pozwala. Mówiąc krótko: Pathfinderem jeździło się
niezwykle przyjemnie, bez względu na rodzaj nawierzchni pod kołami.
Nissan Pathfinder 2.5D w podstawowej konfiguracji kosztuje 153.000
zł, więcej niż najtańsze SUV-y, ale to przecież prawdziwy czołg, w
dodatku 7-osobowy (przepraszam: 5+2). Wśród dużych samochodów
terenowych ten wydatek okazuje się już umiarkowany, nawet gdy
dołożymy wyposażenie, w jakie zaopatrzony był nasz egzemplarz
testowy. Pełny "wypas", zawierający kamerę cofania, nawigację, 4
poduszki oraz kurtyny boczne dla wszystkich rzędów foteli,
dwustrefową klimatyzację automatyczną, skórzaną tapicerkę - to
wydatek 210.000 zł, czyli całkiem sporo, ale w granicach
przyzwoitości, bo Pathfinder okazuje się być samochodem wyjątkowo
udanym. A i tak jest to najtańszy czołg rozpoznawczy dostępny na
rynku.
