Wygoda i oszczędność
Toyota Yaris 1.0
Grzegorz
Rochna, fot: Michał Nejbauer
Podział na segmenty i klasy samochodów był niegdyś jasny i w miarę
precyzyjny. Jednak od kilku lat możemy zaobserwować tendencje
rozrostu kolejnych modeli, które albo awansują tym samym o klasę,
albo przynajmniej wpasowują się pomiędzy. Nowa Toyota Yaris urosła
właśnie kilka centymetrów w porównaniu z poprzednim modelem. Wygląda
na to, że Toyota Aygo zajęła miejsce Yarisa, a ten w nowym wydaniu
zbliżył się gabarytami do starszych Corolli. Tak w dzisiejszych
czasach firmy produkujące samochody próbują dogodzić nabywcy.
Yaris w najnowszym wcieleniu nabrał bardziej opływowych kształtów,
podobnie jak modele innych producentów, celujących w dziwne oraz
wymagające gusta europejczyków. Wysokie pięciodrzwiowe nadwozie z
charakterystycznymi dużymi przednimi lampami oraz zderzakiem
sięgającym do połowy maski, przypomina trochę hybrydową Toyotę,
czyli Priusa. Przednia szyba tworzy razem z maską jedną płaszczyznę
aż do krawędzi dachu, który delikatnie opada ku tyłowi. Duża
powierzchnia szyb sprzyja dobrej widoczności w każdym kierunku, a
tył Yarisa jest podobny do poprzedniego modelu, ale stał się
bardziej elegancki. Całość prezentuje się radośnie i przyjemnie dla
oka, bez zbędnych udziwnień i fanaberii.
Czemu Toyota zrobiła znowu smutne wnętrze? Deska i obicia foteli są
czarno-szare, a jedyną rzeczą, która ratuje tę sytuację jest
środkowy panel w kolorze srebrnym. To jednak za mało, gdyż w takim
modelu powinno być trochę weselej, szczególnie że wygląd nadwozia
wzbudza pozytywne emocje. W porównaniu z poprzednim Yarisem we
wnętrzu jest dużo więcej miejsca i to nie tylko z przodu, ale
również z tyłu. Krótko mówiąc, nawet słusznych rozmiarów pasażerowie
będą zadowoleni. Fotele są prawie takie same jak w starszej
odmianie, z niezbyt dobrym trzymaniem bocznym, ale z komfortem
utrzymującym je w tzw. średniej, czyli są wystarczająco dobre, ale z
zastrzeżeniem: dziwnie wyprofilowane podparcie lędźwiowe kręgosłupa
męczy plecy w dłuższej trasie. Tylna kanapa jest przesuwana i
kładziona, dzięki czemu powiększamy przestrzeń bagażnika,
wyposażonego w podwójną podłogę, od 272 do 363 litrów w zależności
od pozycji tylnej kanapy, a do 1186 litrów po jej złożeniu.
Centralny panel, uzbrojony w radio i sterowanie nawiewami, jest
czytelny i prosty w obsłudze, a zegary zostały umiejscowione
identycznie jak w starszym modelu, czyli centralnie. Plastiki, z
jakich została wykonana deska rozdzielcza, nie są najlepszej jakości
(podobnie jak w Aygo) i są po prostu podatne na porysowanie, co
raczej nie sprzyja ich długowieczności. Producent zapewnił nam
natomiast dużą ilość zamykanych schowków we wnętrzu, co okazuje się
bardzo przydatne. Umiejscowione pod ręką pozwalają na poutykanie
mniej lub bardziej potrzebnych drobiazgów.
Zaadaptowana z mniejszego modelu Aygo jednostka napędowa zastąpiła
starszy czterocylindrowy motor tej samej wielkości. Pojemność 1000
ccm, trzy cylindry i wydobyta moc 69 KM, zapewniają bardzo niskie
zużycie paliwa i - co ciekawe - przyzwoite osiągi w mieście, nawet
przy pełnym załadunku. Niestety w trasie musimy się oswoić ze
spokojną i równą jazdą, ponieważ osiągi nie idą w parze z
oszczędnością. Niskie zużycie paliwa będzie ukoronowaniem delikatnej
jazdy, a 5 litrów na setkę nie powinno nas zaskoczyć i to nawet przy
prędkościach powyżej 100 km/h. Należy unikać prób z gwałtownymi
przyspieszeniami, tylko z góry planować kolejny manewr wyprzedzania,
lub wtopić się w sznur samochodów jadących w tym samym kierunku.
Elastyczność mogłaby być trochę lepsza, ale nie ma co za dużo
wymagać od trzech cylindrów. Grunt, że w środku jest dość cicho i to
nawet wraz ze wzrostem obrotów, a dźwięki, jakie oddaje do otoczenia
ten silnik są całkiem przyjemne dla ucha. Do samej pracy lewarka i
dobranych przełożeń w skrzyni biegów nie można mieć żadnych
zastrzeżeń. Dość precyzyjne prowadzenie samej dźwigni pomaga w
codziennej eksploatacji, gdy trzeba się nią trochę "namachać". W tej
wersji silnikowej trzeba bardziej nastawić się na ekonomikę
eksploatacji, gdyż lepiej się nam to po prostu opłaci, nie tylko pod
dystrybutorem. Dla wymagających pozostaje wersja z silnikiem 1.3.
Zawieszenie Yarisa jak na auto tej klasy jest dość komfortowe.
Konstruktorzy zadbali także o precyzję prowadzenia podczas szybko
pokonywanych zakrętów, nawet na nierównościach, w jakie obfitują
nasze polskie drogi. Kiedy załadujemy Toyotę po przysłowiowy dach i
posadzimy 5 (słownie: pięć) osób, zawieszenie bez większych
problemów da sobie radę z tym ciężarem. Tak powinna wyglądać
charakterystyka zawieszenia w aucie tej klasy.
Hamulce to także mocna strona Yarisa. Czy załadowany, czy pusty,
hamuje bardzo dobrze, nawet z większych prędkości. Hamulce nawet po
mocnym zagrzaniu nie sprawią nam kłopotów, czyli nie wydłużą drogi,
jaką pokonamy z wciśniętym mocno pedałem hamulca.
Nowy Yaris z silnikiem 1.0 zasługuje na pochwałę. Mankamenty w
postaci plastików we wnętrzu są do przełknięcia. Ładne i
funkcjonalne nadwozie z oszczędnym silnikiem benzynowym jest pewną
alternatywą na dzisiejsze trudne czasy, szczególnie dla osób rzadko
podróżujących w dalekie trasy, a którym czas za kierownicą mija
raczej na staniu w korkach. Pozostaje jeszcze kwestia ceny, za jaką
nabywamy wymarzony samochód. Tu z reguły ratują nas liczne promocje,
choć akurat Toyota Yaris cieszy się tak dużym powodzeniem, że okazja
wyprzedaży może się nie trafić.
