Iskierka
Chevrolet Spark 1.0
Michał
Nejbauer, fot: Maciek Medyj
Swego czasu mocną
pozycję na naszym rynku osiągnął samochodzik o nazwie Matiz. Jego
atutem była całkiem ciekawa sylwetka, niska cena i możliwość
(przynajmniej teoretyczna) przewozu 5 osób. Czas mija, Daewoo
zostało przejęte przez General Motors, a dokładniej przez
Chevroleta, pojawił się też następca Matiza. Co ciekawe, na rynku
niemieckim na przykład, nowy Matiz to nadal Matiz, a w Polsce, gdzie
model ten odniósł przecież spory sukces, nazwano go Spark. I właśnie
Chevrolet Spark z silnikiem 1.0 trafił do naszej redakcji na test.
Zewnętrznie Spark
nie różni się bardzo od poczciwego Matiza, można powiedzieć, że
przeszedł tylko gruntowny lifting, sylwetka pozostała bez zmian.
Oczywiście zmodyfikowano wszystkie elementy nadwozia, poczynając od
przedniego zderzaka, na tylnym kończąc. Przednie lampy są teraz
zintegrowane z kierunkowskazami i mają ciekawy kształt. Drzwi
przednie otrzymały interesujące wykrojenie okna, sugerujące klinową
sylwetkę nadwozia. Nowe lampy tylne są teraz owalne, a na zderzak
trafiły okrągłe światła cofania i przeciwmgielne. Całość nie jest
może szczytowym osiągnięciem stylistycznym, ale jest spójna i
konsekwentna.
Więcej zmian
zastosowano we wnętrzu Sparka. Zupełnie nowa deska rozdzielcza ma
kształt półeliptyczny, z przecinającą ją konsolą środkową i zestawem
zegarów zamontowanym centralnie na jej szczycie. Same zegary są
bardzo proste, ale i czytelne, prędkościomierz, obrotomierz i
wskaźnik poziomu paliwa mają błękitne, zachodzące na siebie tarcze.
W zestawie znalazł się jeszcze tylko zegar cyfrowy i licznik
przebiegu. Wszystkie kontrolki zgrupowano zaś w miejscu tradycyjnym,
czyli za kierownicą. Pod deską rozdzielczą, z obu stron konsoli
środkowej, zamontowano niezbyt głębokie, ale praktyczne półeczki. Z
ergonomią jest w porządku, wszystkie przełączniki są w zasięgu,
wrażenie psują trochę proste, wręcz prymitywne dźwigienki
wycieraczek i kierunkowskazów, a także brak jakiejkolwiek regulacji
kolumny kierownicy. Na cienkich i prawie płaskich boczkach drzwi
dumnie wystają dzyndzelszafty do ręcznej regulacji lusterek
zewnętrznych.
W bardzo wąskim
wnętrzu zmieszczono całkiem wygodne fotele przednie, zapewniające
trzymanie boczne w stopniu zadowalającym. Mają dobre wyprofilowanie
siedziska oraz oparcia i stanowią chyba maksimum, co można było
zmieścić we wnętrzu Sparka. Na tylnej kanapie również jest nieźle,
choć homologacja mini-Chevroleta na 5 osób to naszym zdaniem gruba
przesada. Przede wszystkim ze względu na niewielką szerokość
wnętrza, z przodu kierowca przy zmianie biegów niemal zawsze trąci w
łokieć pasażera, a z tyłu trzy nawet bardzo, bardzo szczupłe i
drobne osoby będą miały ciasno. Znacznie szersze samochody klasy
mini (nie mylić z Mini) przeznaczone są do przewozu najwyżej 4 osób,
więc homologacja Sparka na osób 5 wygląda jedynie na pozostały po
Matizie chwyt marketingowy.
Bagażnik
symboliczny, o pojemności 170 litrów, ale więcej nie dało się tu
uzyskać. Otwór załadunkowy jest wygodny, a dość wysoki próg
zapobiega wysypywaniu się zakupów. Ale bagażnik można powiększyć
dzięki asymetrycznie dzielonej i składanej tylnej kanapie. Jednak
aby to zrobić, należy przede wszystkim przesunąć do przodu fotele
przednie, a z oparć tylnej kanapy wyjąć zagłówki, w przeciwnym
wypadku zabieg ten nie uda się. Otrzymamy za to 845 litrów całkiem
foremnej przestrzeni bagażowej, należy tylko pamiętać o ładowności
Sparka: 400 kg łącznie z kierowcą.
W małym Sparku
drzemie równie mały silnik benzynowy, ale w naszym egzemplarzu ten
trochę większy, bo dostępna jest jeszcze wersja 0,8 litra.
Czterocylindrowa, 8-zaworowa jednostka o pojemności 1 litra rozwija
moc maksymalną 65 i pół KM przy 5400 obr/min. oraz 91 Nm momentu
obrotowego przy 4200 obr/min. Mało? Okazuje się, że technika dwóch
zaworów na cylinder pozwala temu silnikowi na niezłą elastyczność i
piękne wkręcanie się na wysokie obroty, aż do odcięcia, czyli nieco
ponad 6500 obr/min. Dzięki temu Spark 1.0 w rękach wytrawniejszych
kierowców jest bardzo żwawym miejskim samochodzikiem, zmiana biegów
na wyższe dopiero przy odcięciu owocuje możliwością osiągnięcia
świetnego "pole position" na kolejnym skrzyżowaniu ze światłami.
W dynamice i
elastyczności dużą zasługę ma skrzynia biegów, o nieźle dobranych
przełożeniach, które mogłyby być odrobinę krótsze. Pozwalają jednak
na wspomnianą dynamiczną jazdę, a elastyczność silnika jest na tyle
wysoka, że piąty bieg można śmiało wrzucić przy prędkości rzędu 50
km/h i Spark pojedzie. Niezbyt miłym zaskoczeniem jest zużycie
paliwa, przekraczające nawet 9 litrów benzyny na 100 km w ruchu
miejskim przy brutalnym traktowaniu przepustnicy.
Zawieszenie Sparka
jest dość komfortowe, czasem wręcz zbyt miękkie. Łagodnie pokonuje
nierówności nawierzchni, ale w ciasnych zakrętach uraczy nas efektem
"pływania", czyli zachodzi wrażenie, że nadwozie przesuwa się na
zewnątrz łuku znaczniej niż tylne koła. Mimo to, po przyzwyczajeniu
się do powyższego efektu, Sparkiem można szybko i bezstresowo
pokonywać ciasne zakręty. Hamulce przy tym spisują się bardzo
dobrze, bo i masy zbyt dużej nie mają do opanowania.
Chevrolet Spark
byłby bardzo fajnym samochodem, gdyby był trochę szerszy, choćby o
kilka centymetrów. Wąska kabina może wywołać dyskomfort, a u
niektórych nawet poczucie klaustrofobii, na szczęście jest nieźle
przeszklona. Atutem Sparka jest na pewno silnik, choć zużywa on
trochę za dużo paliwa. Mocno rozczarowuje za to cena, bo za wersję z
litrowym silnikiem, wyposażoną w dwie poduszki, ABS, klimatyzację
manualną i radio, zapłacić trzeba niemal 40 tysięcy złotych, co
sprawia, że warto poszukać w tej cenie podobnie wyposażonego i
większego (a przynajmniej szerszego) samochodu, choć może tylko
4-osobowego. Jednak traktowanie Sparka jako pojazd 5-osobowy jest
naprawdę sporą przesadą. Dobrze natomiast dobrano nazwę modelu,
bowiem "spark" to po angielsku "iskra", a ten samochód taki właśnie
jest: mały i szybki.
