Wielki powrót
Volkswagen Jetta 2.0 TDI
Tekst i
zdjęcia: Michał Nejbauer
Powiększony
bagażnik towarzyszy Golfowi niemal od początku jego historii. Wersję
sedan nazwano dźwięcznie Jetta i choć ustępowała hatchbackowi
popularnością, to znalazła sporą rzeszę nabywców, którzy
potrzebowali czegoś trochę większego od Golfa, ale mniejszego i
tańszego od Passata. Gdy Golf ewoluował do II serii, ewoluowała
również Jetta. Zaskoczeniem okazała się III seria, gdy po raz
pierwszy w swej historii Volkswagen zmienił nazwę modelu, czyli
Jettę na Vento. Stało się tak tylko w Europie, na rynku
amerykańskim, gdzie trójbryłowa wersja była bardzo popularna,
pozostawiono nazwę Jetta III. Czwarta generacja zaowocowała kolejną
nazwą i obok Golfa IV mieliśmy Borę, najmniej chyba udane miano. Ale
gdy na arenę wkroczył Golf V, niedługo potem powróciła Jetta.
Patrząc na
najnowszą Jettę trudno nie zauważyć dużego podobieństwa do trochę
większego Passata, szczególnie z tyłu. Zbliżona sylwetka, niemal
takie same lampy. Trochę inaczej jest z przodu, który zaadaptowano z
Golfa, ale z chromowaną, wysoką atrapą wlotu powietrza rodem z
Passata. W efekcie nowa Jetta bardziej przypomina flagową limuzynę
VW, niż legendarnego kompakta z doczepionym bagażnikiem.
Po otwarciu drzwi
wszystko staje się jasne, choć w ciemnej tonacji: to bez wątpienia
Golf. Taka sama deska rozdzielcza, takie same fotele, tyle samo
miejsca, bo płyta podłogowa, więc i rozstaw osi, taka sama. Czarne
plastiki, dobrej jakości i dobrze spasowane, rozświetlone są kilkoma
metalizowanymi akcentami. Przez niemal całą szerokość deski
rozdzielczej przebiega szeroka listwa w kolorze matowego aluminium,
podobnie jak na drzwiach. Chromowane są klamki wewnętrzne, ramki
zegarów, dźwigni zmiany biegów i pokręteł klimatyzacji i audio, a
także kilka innych drobiazgów. W sumie wyszło elegancko i wcale nie
ponuro, a przede wszystkim bardzo uporządkowanie i ergonomicznie.
Całości dopełnia błękitne podświetlenie, które bardzo ładnie i
efektownie prezentuje się na zegarach, ale razi trochę na dużym
wyświetlaczu zestawu audio.
Dzisiejsze fotele
Volkswagena (a dotyczy to całej grupy) to klasa sama dla siebie. Tak
doskonale dopracowane wyprofilowanie trudno znaleźć w samochodach
konkurencyjnych koncernów, a jeśli już to tylko w najdroższych
wersjach. Długość i kąt pochylenia siedziska oraz wysokość oparcia
wymierzono niemal co do milimetra, nie pozwalając na jakikolwiek
dyskomfort. W Jettcie siedzi się po prostu bardzo wygodnie i bardzo
pewnie, bowiem trzymanie boczne jest bliskie ideałowi, fotele
obejmują wręcz kierowcę i pasażera, nie pozwalając na niezamierzone
przechyły na ostrych zakrętach, co jest nie bez znaczenia przy
temperamencie Jetty 2.0 TDI. Kanapa tylna jest równie dobrze
zaprojektowana, choć tylko dla dwóch osób, dla trzeciej miejsca
wystarczy, ale już w mniej komfortowych warunkach. Co prawda
odległość między siedziskiem tylnej kanapy a oparciami przednich
siedzeń nie jest pozornie duża, ale okazuje się, że kolana tylnych
pasażerów (nawet tych wysokich) mieszczą się tu bez problemu, tak
długie jest siedzisko tylnej kanapy. Ogólnie wnętrze Jetty jest bez
fajerwerków, za to w pełni funkcjonalne, wystarczająco obszerne i
wygodne.
Bagażnik Jetty
należy do rekordowo dużych: 527 litrów. Cierpi na klasyczną
przypadłość współczesnych sedanów, czyli niezbyt duży otwór
załadunkowy, za to zawiasy i amortyzatory gazowe nie zajmują
przestrzeni bagażowej. Imponująca jest długość bagażnika: 116 cm, co
powoduje, że trudno sięga się po przedmioty, które zawędrowały pod
oparcia tylnej kanapy. Ale jeśli to za mało, dzielone oparcie można
położyć na nieruchomym siedzisku, wtedy bagażnik osiąga aż 189,9 cm
długości, choć bez równej podłogi.
Naszą testową
Jettę napędzał dwulitrowy diesel o mocy 140 KM. Tak bardzo
nielubiane powszechnie pompowtryskiwacze wyciskają z tej pojemności
nie tylko wspomniane 140 KM, ale i imponujący maksymalny moment
obrotowy 320 Nm, na dodatek już przy 1750 obr/min. Osiągi te do
niedawna były zupełnie poza zasięgiem systemu common rail, obojętne
której generacji. Dynamika i elastyczność jednostki TDI nie
pozostawiają wiele do życzenia, do setki Jetta rozpędza się w 9,7
sekundy, choć prędkość maksymalna wydaję się być skromna: 207 km/h.
W ruchu miejskim Jetta 2.0 TDI porusza się bardzo zwinnie i
dynamicznie, a w trasie wyprzedzanie zajmuje minimum czasu. Ale TDI
nie jest pozbawiony wad, a właściwie wady: niska kultura pracy daje
się czasem we znaki, szczególnie na biegu jałowym praca silnika jest
nieprzyjemnie głośna i twarda.
Skrzynia biegów o
6, dobrze dobranych przełożeniach do przodu pracuje bez zarzutu, a
krótki skok lewarka uprzyjemnia tylko dynamiczną jazdę Jettą 2.0 TDI.
Potężny moment obrotowy silnika sprawia, że "jedynki" prawie nie ma,
niemal natychmiast po ruszeniu z miejsca należy wrzucić kolejny
bieg, bo samochód najchętniej rozpędza się przy niskich obrotach
silnika, nie ma specjalnego sensu wkręcać go powyżej 3000 obr/min.
Dzięki temu Jetta jeździ bardzo dynamicznie, a przy tym całkiem
ekonomicznie, przy agresywnym traktowaniu przepustnicy w uciążliwym
ruchu miejskim zużycie oleju napędowego nie powinno przekroczyć 10
litrów na 100 km. Przy spokojniejszej jeździe Jetta obejdzie się
siedmioma, ośmioma litrami paliwa.
Zawieszenie Jetty,
podobnie jak innych Volkswagenów, zestrojone zostało do dynamicznej
jazdy po równych nawierzchniach, w zakrętach trzyma się bardzo
dobrze, jak przyklejona, z lekką tendencją do płużenia przodem. Ale
wielowahaczowe zawieszenie jest nie tylko sportowe, ale i całkiem
komfortowe. Nierówności polskich nawierzchni wybiera przyzwoicie i
miękko, jedynie w skrajnych przypadkach można liczyć na nieprzyjemny
efekt dobicia. Cztery hamulce tarczowe (przednie wentylowane) z
ABS-em skutecznie powstrzymują prędkość niemal półtoratonowej Jetty,
bez nerwowego szukania drogi, czasem tylko ABS zareaguje zbyt
wcześnie.
Volkswagen Jetta
trzeciej (piątej?) generacji zachował wszelkie atuty Golfa,
wzbogacone potężnym bagażnikiem. Nowa Jetta mogłaby spokojnie
konkurować ze spokrewnioną Octavią, gdyby nie znacznie wyższa cena.
Ale świetnie wypada w porównaniu z tylko nieco większym Passatem i
właściwie nie wiadomo, po co koncernowi z Wolfsburga dwie bardzo
podobne limuzyny, to niemal jak gol do własnej bramki. Gdyby cena
była znacznie niższa, niż cena Passata, wtedy nabywcami Jetty byliby
klienci, których nie stać po prostu na Passata, ale różnica w cenie
jest relatywnie niewielka, bo wynosząca 10%. Dla kogo jest więc
przeznaczona nowa Jetta? Z pewnością dla klientów zza oceanu, a w
Europie dla tych, którym nowy Passat nie przypadł do gustu (patrz
test Passata: "Stracone dusze").
