Benzyny i igrzysk
Jeep Grand Cherokee 5.7 V8 HEMI
Michał Nejbauer,
fot. Maciek Medyj
Jeepa nie trzeba
nikomu przedstawiać, nazwa ta wpisana jest trwale w historię
pojazdów terenowych, wszak Jeep tę historię tworzył po prostu. Ale
Jeep już dawno przestał kojarzyć się jedynie z bardzo prostym, ale
skutecznym samochodem terenowym, ten duch został zachowany jeszcze
tylko w modelu Wrangler. Od wielu lat w ofercie firmy znajdują się
również luksusowe samochody terenowe. Najlepszym tego przykładem
jest Grand Cherokee, którego najnowsza wersja pojawiła się na rynku
w roku 2004, na dodatek z najmocniejszym w swej historii silnikiem.
Wygląd Grand Cherokee
wyostrzył się znacznie, krawędzie nadwozia są ostre, niemal ciosane.
Masywność nadwozia potęgują stosunkowo małe okna i potężne nadkola,
skrywające 17-calowe felgi z oponami w rozmiarze 245/65 R17. Jedyne
wrażenie lekkości usiłuje sprawić przedni zderzak z doczepionym
szerokim spojlerem. Czyli nadal jest tak jak być powinno: masywnie,
groźnie i oryginalnie, w nowym (starym?), kanciastym stylu Jeepa.
We wnętrzu
dominuje klasyczny styl amerykański z ostrymi krawędziami pasującymi
do nadwozia, styl podporządkowany bardziej funkcjonalności niż
przytulności. Twarde plastiki szczelnie otulają pasażerów, a pionowa
deska rozdzielcza trochę przytłacza, ale szybko okazuje się
przyjazna dla kierowcy. Bardzo proste i gustowne zegary ubrano w
delikatne aluminiowe obręcze i wstawiono dwa wyświetlacze, jeden z
informacją o wybranym przełożeniu skrzyni biegów i liczniku
przebiegu, a drugi z informacjami komputera pokładowego m.in. o
ciśnieniu w oponach i o zużyciu paliwa, przy czym ta ostatnia może
przyprawić o ostry ból głowy, ale o tym później. Wykończona imitacją
drewna na wysoki połysk konsola środkowa zwieńczona jest potężnym
zestawem audio z CD, MP3 i nawigacją satelitarną, z równie potężnym
wyświetlaczem LCD.
Jeep uczynił
wielki krok naprzód w kategorii "fotele", które wreszcie są nieźle
wyprofilowane, mają trochę trzymania bocznego, choć jeszcze
przypominają w użytkowaniu stołki barowe, ale na szczęście już tylko
odrobinę. Zakres elektrycznej regulacji obu przednich foteli jest
prawidłowy, gorzej z kierownicą, która w tak drogim samochodzie
powinna mieć już regulację elektryczną. Ale źle nie jest, bo za to
Jeep wyposażył Grand Cherokee'a w poziomą regulację zespołu pedałów,
sterowaną przyciskiem na konsoli środkowej.
Kanapa tylna
również jest wygodna, choć wyprofilowana jest raczej dla dwóch osób,
to i trzecia może podróżować tu całkiem komfortowo, bo miejsca jest
tu dużo we wszystkich płaszczyznach. Jeśli jednak miejsce środkowe
jest wolne, to pozostali pasażerowie mogą skorzystać z podłokietnika
ze schowkiem albo z podwójnego uchwytu na napoje, wysuwanego spod
siedziska.
Przestrzeń
bagażowa Grand Cherokee'a należy do bardzo dużych i wynosi aż 978
litrów w ustawieniu standardowym. Nie brakuje tu również kotw i
wieszaków, ułatwiających zamocowanie bagażu. Sprytnie rozwiązano też
podłogę bagażnika, w której znalazł się spory, ale płytki schowek.
Pokrywę tego schowka można odwrócić do góry nogami, w efekcie czego
pojawi się pokaźna kuweta, dodatkowo zapobiegająca zbytniemu
panoszeniu się mniejszych przedmiotów.
Jeśli uznamy, że
978 litrów to za mało, a tylna kanapa uwolniona jest od pasażerów,
można złożyć jej oparcia i uzyskać 1909 litrów bagażnika o płaskiej
podłodze. Dostęp do niego ułatwia duża, wysoko otwierana pokrywa.
Tradycyjnie już dla samochodów amerykańskich, lżejsze i mniejsze
przedmioty można wrzucić do bagażnika przez otwierane okno w
pokrywie, rozwiązanie stosowane za oceanem już od dziesięcioleci.
Od chwili
wskrzeszenia silnika HEMI było pewne, że flagowy model Jeepa również
otrzyma tę jednostkę napędową. Ośmiocylindrowy, widlasty silnik o
pojemności 5,7 litra doskonale nadaje się do napędzania dużego SUV-a.
Moc 326 KM to aż nadto zarówno na szosie, jak i w terenie. Do tego
imponujący moment obrotowy, wynoszący 500 Nm, dostępny całkiem nisko
jak na silnik benzynowy, bo przy 4000 obr/min. Wystarcza to w
zupełności do skutecznego ścigania się z niemal wszystkimi
"osobówkami" na szosie, Grand Cherokee HEMI rozpędza się od 0 do 100
km/h w 7,4 sekundy i to w automacie. Co prawda prędkość maksymalna
nie jest imponująca, bo wynosi 208 km/h, ale tylko dlatego, że
ograniczono ją elektronicznie. I słusznie, przecież dla wysoko
zawieszonego SUV-a większe prędkości są po prostu absurdalne i
niebezpieczne.
Natomiast poza drogą utwardzoną odnosi się wrażenie, że silnik jest
zbyt mocny, jego potężna siła niemal natychmiast zrywa przyczepność
kół i dlatego wymaga bardzo precyzyjnego operowania przepustnicą.
Widlasta ósemka to
jeszcze piękne brzmienie, nieosiągalne dla czterocylindrowych
rzędówek. Ale HEMI to przecież system zmiennej pojemności MDS,
wyłączający cztery cylindry (czyli pół silnika) gdy nie jest
potrzebna duża moc. W praktyce jest to niezauważalne zarówno dla
kierowcy, jak i dla zbiornika paliwa. Brzmienie silnika nie zmienia
się (przynajmniej w zakresie percepcji ludzkiego słuchu), a zużycie
paliwa i tak jest kolosalne. W naszym teście nie udało się zejść
poniżej 20 litrów na 100 km, oscylowało raczej w granicach 23-25
litrów. To wynik iście amerykański, jednak na Starym Kontynencie czy
nawet w Azji wywołujący zgrozę wśród ekologów i sygnatariuszy
protokołu z Kioto. Bo należy to rozpatrywać jedynie w takim
wymiarze, ekonomia jest tu bez znaczenia, bo jeśli stać kogoś na
zapłacenie grubo ponad ćwierć miliona złotych za ten samochód, to
płatność w kasie stacji benzynowej nie powinna zrobić na nim żadnego
wrażenia.
Przyjemność jazdy
samochodem z silnikiem V8 HEMI nie ogranicza pięciobiegowa skrzynia
automatyczna, wręcz przeciwnie, jej praca jest niemal wzorowa,
sprawnie dobiera przełożenia, a na gwałtowne wciśnięcie pedału gazu
reaguje bez niepotrzebnej zwłoki. Oczywiście dostępny jest tryb
manualny sekwencyjny, ale naprawdę nie ma potrzeby korzystania z
niego.
Grand Cherokee
postawiony jest z przodu na całkowicie niezależnym zawieszeniu,
natomiast z tyłu zachowano oś sztywną zawieszoną na pięciu
wahaczach. Dzięki temu samochód prowadzi się na utwardzonej
nawierzchni bardzo przyjemnie i pewnie, czasem tylko na większych
nierównościach można odczuć delikatne bujanie, typowe dla samochodów
tego segmentu. Zmiany przyczepności nawierzchni niwelowane są
całkiem skutecznie przez system Quadra-Drive II z elektronicznie
sterowanymi mechanizmami różnicowymi obu osi ELSD, na bieżąco
rozdzielającym siłę napędu na wszystkie koła. Działa to sprawnie
również poza drogami utwardzonymi, Grand Cherokee dzielnie brnie
przez piachy czy błota. W trudnych warunkach terenowych ogranicza go
jedynie niezbyt duży prześwit, przez który dość łatwo można zawiesić
samochód na podwoziu, a najlepszy nawet system napędowy niewiele
pomaga, gdy koła bezradnie kręcą się w powietrzu. Warto również
zdjąć zawczasu przedni spojler, który łatwo można w takich warunkach
stracić.
Napęd na cztery
koła jest stały, ze wspomnianym wyżej dynamicznym rozdziałem momentu
na poszczególne koła. Ale Grand Cherokee nie byłby Jeepem, gdyby nie
miał reduktora terenowego. Zrezygnowano jednak z niezawodnej
dźwigni, mechanicznie zmieniającej przełożenie główne z szosowego na
terenowe, zamiast tego sterowanie jest elektroniczne, załączane
chromowaną dźwigienką tuż obok lewarka skrzyni biegów. Bo tak
naprawdę Grand Cherokee konsekwentnie zmierza w kierunku luksusowego
SUV-a, którym tylko raz na jakiś czas zjedziemy na bezdroża. Do
off-roadowych wyczynów przeznaczony jest raczej Chreokee w wersji
Renegade, a już na pewno Wrangler Rubicon.
Czy warto więc kupić Grand Cherokee'a
V8 HEMI za 271.800 zł? To zależy czego oczekujemy. Jeśli wygodnego,
dużego i mocnego samochodu, to zakup będzie udany. Wśród luksusowych
SUV-ów jego cena nie jest bardzo wygórowana, raczej przeciętna
(niestety). Paliwożerność to chyba jedyny poważny minus tego
przyjemnego samochodu, a jeśli to komuś bardzo przeszkadza, zawsze
może wybrać znacznie tańszą wersję z trzylitrowym dieslem V6 o
gorszych osiągach, ale i o dwukrotnie mniejszym apetycie na paliwo.
