Przez duże "S"
Ford Mondeo ST 220
Grzegorz
Rochna, fot. Michał Nejbauer
Doświadczenie inżynierów Forda w konstruowaniu nie tylko sportowych,
ale także usportowionych modeli jest bardzo duże, ponieważ od bardzo
dawna ta firma związana jest ze sportem samochodowym i to przez duże
"S". Oczywiście przede wszystkim są to rajdy samochodowe, ale nie
można zapominać o wyścigach samochodów produkcyjnych. Każdy model,
począwszy od najmniejszej Fiesty, przez Focusa, aż do opisywanego
Mondeo można nabyć ze znaczkiem ST na tylnej klapie. Takiej oferty
nie spotkamy u większości producentów, bowiem rzadko w salonie obok
podstawowego i dość taniego modelu, stoi przynajmniej dwukrotnie
mocniejszy, z ambicjami sportowca.
Testowany Ford Mondeo to teoretycznie zwykła czterodrzwiowa
limuzyna, której tył zakończono jednak piątymi drzwiami, czyli można
go nazwać liftbackiem. Niskie i szerokie nadwozie, z
charakterystycznymi ostrymi liniami, ma wspólne cechy z wszystkimi
obecnie produkowanymi Fordami. Z tym, że w modelu ST dodano kilka
elementów podkreślających jego drapieżne zamiary. Z przodu
zamontowano większy zderzak, z aluminiową kratką ochraniającą
szeroki wlot pod linią maski oraz okrągłymi soczewkowymi halogenami.
Po bokach nakładki na progi, a z tyłu - podobnie jak z przodu -
większy zderzak z kratką, w który wkomponowano dwie końcówki wydechu
sześciocylindrowego silnika. Całość optycznie poszerza i obniża
nadwozie, a jeśli weźmiemy pod uwagę 18 calowe koła, na których stoi
Mondeo, to efekt jest znakomity. Do tego wszystkiego zrobiono to na
tyle delikatnie, że wygląd nie zdradza nam do końca co drzemie pod
maską, a jedynie sugeruje coś mocniejszego. Mały zgrzyt pozostawia
po sobie otwieranie kluczykiem maski silnika, szczególnie kiedy
samochód nosi na sobie ślady kiepskiej pogody. Nie ma możliwości, by
się nie ubrudzić, a poza tym samą operację należy przeprowadzać
bardzo delikatnie, aby nie ułamać kluczyka, no i należy pamiętać o
dokładnym zasłonięciu firmowym logo miejsca, w które wkładamy ten
kluczyk. Druga sprawa to potwornie ciężka klapa dużego bagażnika,
który ma pojemność 500 litrów. Może była to przyczyna dużego mrozu
lub zbyt słabych amortyzatorów, ale do jej podniesienia trzeba użyć
naprawdę sporej siły. Przydałyby się również kotwy mocujące wraz z
siatką przytrzymującą bagaż i inne przewożone ładunki.
Wnętrze wykonano bardzo starannie i z ładnych materiałów. Można
powiedzieć, że połączono elegancję i sportowe dodatki w sposób
niemal idealny. Trochę zbyt mało sportowo wyglądają same wskaźniki
zegarów, ponieważ białe tarcze i aluminiowe obramowanie są za mało
awangardowe przy charakterze Mondeo ST 220, ale w końcu mamy do
czynienia z usportowioną limuzyną, a nie z Fordem GT. Wszystkie
przełączniki są w zasięgu reki, a ich obsługa nie sprawia żadnych
problemów. Regulowana w dwóch płaszczyznach kierownica doskonale
leży w dłoniach, tak samo jak precyzyjny lewarek sześciobiegowej
skrzyni biegów. Masywna deskę, oraz konsole środkową uzupełniono
fajnie grającym sprzętem audio i aluminiowymi wstawkami.
Najważniejszym elementem we wnętrzu są jednak fotele z dumnym
napisem "Recaro". Fotele mają idealny kubełkowy kształt, bardzo
dobre trzymanie boczne oraz długie siedzisko. Do tego są nie tylko
podgrzewane, ale również wentylowane, co prawda za dopłatą, ale
zawsze, w wielu samochodach wyższej klasy nie spotkamy takiego
luksusowego dodatku. Przy okazji luksusowych dodatków jeszcze jedna,
ale bardzo ważna sprawa: dodatkiem podnoszącym nasze bezpieczeństwo
i ułatwiającym bardzo życie, szczególnie podczas zimowej aury, jest
podgrzewana przednia szyba. Po pierwsze jej odparowanie trwa kilka
sekund, po drugie odpada nam jej czyszczenie z mroźnego nalotu, a po
trzecie włącza się automatycznie, razem z podgrzewaniem lusterek
przy minusowej temperaturze. Niby proste, a jednak rzadko spotykane.
Z tyłu dwie osoby będą podróżować w komfortowych warunkach. Miejsca
na głowy jest dość dużo, podobnie jak na nogi i to przy pasażerach o
słusznym wzroście na przednich fotelach. Gdy dołączy do kompletu
jeszcze jedna osoba, komfortu na pewno ubędzie, ale nawet na
dłuższej trasie da się podróżować w trzy osoby na tylnej kanapie.
Silnik to sześć cylindrów w układzie V, 24 zawory i 3 litry
pojemności w systemie Duratec. Moc jaka wydobywa się spod maski to
225 KM i 285 Nm przy 4900 obr/min. To wszystko ładnie działa i
bardzo mocno popycha Mondeo do przodu. Osiągi są naprawdę nad wyraz
wystarczające, ponieważ silnik szybko reaguje na pozycje pedału
gazu. Co równie ważne, moc rozwijana jest stosunkowo równomiernie,
bez żadnych dziur i zawahań. Jednocześnie silnik lubi wysokie
obroty, czyli kręcenie prawie do odcięcia. Przy każdej prędkości,
jeżeli chcemy wyprzedzić jakiś pojazd, lub z innych powodów
gwałtownie przyspieszyć, wystarczy zredukować o jeden lub dwa biegi
i bez najmniejszego problemu połkniemy większość innych uczestników
ruchu. Wszystko zależy oczywiście od warunków w jakich się
poruszamy, gdyż czasami redukcja jest niepotrzebna. Największa
niespodzianka czeka nas pod dystrybutorem na stacji benzynowej. Przy
dynamicznej jeździe po mieście bez problemu zmieścimy się w 16
litrach na setkę, w trasie Mondeo nie powinno przekroczyć 14 litrów.
To wszystko przy pełnym wykorzystaniu 225 KM mocy, co jest bardzo
dobrym wynikiem, biorąc pod uwagę 3 litry pojemności. Jeżeli już
trochę ochłoniemy z emocji i szaleństw, jakie mogą nas ogarnąć w tym
samochodzie i zaczniemy poruszać się w normalnym tempie, to podczas
miejskich podróży wystarczy niecałe 12 litrów, a w trasie 11 litrów.
Skrzynia posiada 6 biegów do przodu idealnie zestopniowanych, co
także jest przyczyną znakomitych osiągów. Przy dynamicznej jeździe
po zakrętach brakuje samoblokującego mechanizmu różnicowego, czyli
tzw. szpery. Wzorem z poprzedniego Forda Focusa w wersji RS, ten
element powinien być dostępny chociaż za dopłatą.
W parze z osiągami dostosowano także zawieszenie. Mondeo jest twardo
zestrojone, co można odczuć szczególnie na warszawskich ulicach. Nie
można przy tym powiedzieć, że zabraknie nam komfortu podróżowania,
kompromis jaki powstał w tym przypadku pozostawia po sobie dobre
wrażenie. W zakręcie, gdy pozbędziemy się całkowicie systemu ESP+
TCS (nazwanym przez Forda IVD) klawiszem na desce rozdzielczej,
możemy do woli oddać się przyjemności z ich pokonywania w szybkim
tempie i bezstresowo. Wspominając o tym systemie, należy oddać ukłon
w stronę konstruktorów za zaufanie, jakim obdarzyli potencjalnego
nabywcę. W każdej chwili, jeżeli ma na to ochotę i czuje się na
siłach, pozbywa się tego poskramiacza emocji, czego efektem będzie
pojechanie lekkim (lub mocniejszym) bokiem (patrz zdjęcia).
Zachowanie Mondeo ST na suchej nawierzchni jest wzorowe. Lekka
podsterowność przy szybkim pokonywaniu ciasnych zakrętów wynika
raczej z granicznej przyczepności opon i praw fizyki. Zresztą
wystarczy lekko zdjąć nogę z gazu i auto natychmiast powraca na
zadany tor jazdy.
Hamulce oprócz ABS-u wyposażono także w system EBA, czyli
elektroniczny asystent awaryjnego hamowania. Wydaje się jednak, że i
bez tego sytemu układ hamulcowy radziłby sobie wyśmienicie z mocą i
wagą Mondeo. Nawet z dużych autostradowych prędkości, pełne
hamowanie nie stanowi problemu, gdyż jej redukcja odbywa się szybko
i bez żadnych efektów ubocznych.
Podstawowa cena, delikatnie przekraczająca 130 tysięcy złotych za
takie auto, wydaje się być atrakcyjna. Dodatków nie jest dużo i nie
są zbyt kosztowne w ogólnej kwocie zakupu, może poza systemem
nawigacji satelitarnej DVD, kosztującym dodatkowe 11.500 zł, ale
nikt nie powiedział, ze luksus jest tani. Grunt, że każdy kto
zdecyduje się na Forda Mondeo ST, powinien być w pełni zadowolony z
takiego wyboru, ponieważ na polskim rynku każda inna oferta,
obejmująca ponad 200 KM, cztery drzwi i fotele Recaro, jest na pewno
droższa.
