Z asem w rękawie
SsangYong Rodius 270 Xdi 4WD
tekst i
zdjęcia: Michał Nejbauer
Moda na minivany
ma się bardzo dobrze, wciąż bogata jest oferta samochodów dla pięciu
osób i trochę bagażu, czyli tak jak w każdym przeciętnym hatchbacku,
kombi czy też limuzynie. Ale moda jest modą i wystarczy podwyższyć
trochę nadwozie, żeby mieć tzw. minivana. Ale co z samochodami dla
siedmiu i więcej pasażerów? Takie też nazywa się minivanami, więc
van to już chyba mikrobus...
Południowokoreański SsangYong ma w swojej ofercie model na
pograniczu minivana (prawdziwego) a autobusu. Na imię mu Rodius, a
charakteryzuje się kontrowersyjną stylistyką nadwozia. Masywny przód
ma nieco spęczniałą maskę z grillem w dziwnym grymasie wymuszonego
uśmiechu. Wysoka linia nadwozia przypomina nieco sportowego
hatchbacka, ale tylną część dachu podniesiono sztucznie, trochę jak
w rzemieślniczej wersji kombi poczciwego Poloneza. Z drugiej jednak
strony pierwowzoru można szukać w bardziej szlachetnym towarzystwie,
bowiem ta część nadwozia kojarzyć się może z zabudową dużych jachtów
pełnomorskich. Tak czy inaczej, tył Rodiusa jest wielowarstwowy jak
kanapka.
Wnętrze
wygląda na bardziej przemyślane. Potężna deska rozdzielcza w beżu
zwieńczona jest pośrodku równie potężnym (pozornie) zestawem zegarów
pod łukiem zadaszenia. Pozornie, bo zestaw zawiera jedynie cztery
standardowe wskaźniki, czyli prędkościomierz, obrotomierz, wskaźnik
temperatury cieczy chłodzącej oraz poziomu paliwa. Zegary są duże,
nakreślone w zachodzących na siebie okręgach, proste i bardzo
czytelne. Oprócz licznika przebiegu nie ma tu żadnych kontrolek,
umieszczono je bowiem za kierownicą, razem z rozbudowanym
wskaźnikiem aktualnie włączonego biegu. Podczas jazdy mamy więc
przed oczami informację o aktualnym biegu automatycznej skrzyni,
zamiast prędkościomierza czy wskaźnika poziomu paliwa.
Ale na tym deska
rozdzielcza się nie kończy. Pod zegarami dominuje masywna konsola
środkowa, kontrastująca swą czernią z resztą wnętrza. Konsola
zawiera podstawowe włączniki i duże miejsce na audio - w testowym
egzemplarzu był to zestaw z potężnym wyświetlaczem
ciekłokrystalicznym, DVD i pilotem. Oprócz tego znalazło się jeszcze
miejsce na dwie kratki nawiewu powietrza oraz sterowanie
klimatyzacją. Z lewej strony panelu "klimy" jest jeszcze spore
pokrętło regulacji prędkości nawiewu do tylnej części kabiny, a
symetrycznie z prawej... no właśnie, pokrętło podobne, tyle że nie
służące do niczego, ot, taka atrapa dla zachowania równowagi.
Poniżej są jeszcze dwa uchwyty na napoje, śmiesznie wysuwane spod
konsoli.
W prawej części
deski rozdzielczej umieszczono tradycyjny, nieduży schowek, a ponad
nim zasobnik na płyty CD zmieniarki oraz płytką kieszeń na
drobiazgi, sprytnie zamaskowane w szerokiej, metalizowanej listwie
ozdobnej. Możliwości przewozowe podręcznych, drobnych przedmiotów
powiększa podwójny schowek w wysokim podłokietniku pomiędzy
fotelami, a także szuflada pod fotelem pasażera.
Fotele Rodiusa
obszyte są ładną i efektowną skórą, jednak przednie cierpią na
"południowo-koreańską przypadłość", czyli zbyt krótkie siedzisko i
brak trzymania bocznego. Za mała jest również regulacja wysokości
siedziska, w efekcie czego za kierownicą siedzi się trochę zbyt
wysoko. Za to niezależne fotele środkowego rzędu są zdecydowanie
lepiej przemyślane. Siedzisko jest tu dłuższe, a brak trzymania
bocznego rekompensują dwa podłokietniki. Na dodatek fotele można
przesuwać wzdłuż wnętrza w sporym zakresie, a nawet je obracać.
Stwarza to po pierwsze możliwość łatwiejszego wsiadania i wysiadania
z Rodiusa, a po drugie można je obrócić tyłem do kierunku jazdy,
wtedy tworzą wraz z tylną kanapą konferencyjny (albo rodzinny - jak
kto woli) charakter przedziału pasażerskiego. Kanapa w trzecim
rzędzie jest już trzyosobowa, choć wyprofilowanie środkowego miejsca
nie rokuje nadziei na długą komfortową podróż.
Mamy więc w
Rodiusie układ miejsc 2+2+3, najbardziej prawidłowy w vanach czy
minivanach, zdecydowanie częściej spotykany w konstrukcjach
amerykańskich niż europejskich. Prawidłowy, bo łatwiejsze jest w tym
układzie zajmowanie miejsc w trzecim rzędzie. Szkoda jedynie, że
drzwi tylne nie są przesuwne, lecz uchylne jak w zwykłych
samochodach, co zmniejsza trochę komfort wsiadania.
Ale na dobrym
rozkładzie foteli nie kończą się zalety wnętrza Rodiusa. Za tylną
kanapą mieści się bowiem bagażnik, i to nie byle jaki. Jego
pojemność wynosi bowiem aż 875 litrów przy 7 osobach na pokładzie.
Dużą zasługę ma tu wysoka linia okna i oparcia kanapy. Kanapę można
również przesuwać do przodu, a także złożyć jej oparcie, co pozwoli
nam uzyskać maksymalnie 3146 litrów na bagaże. Choć w tej drugiej
opcji lepszy od Rodiusa jest Grand Voyager, to przy zajętych
wszystkich miejscach siedzących bagażnik Rodiusa nie ma sobie
równych, szczególnie wśród europejskich konkurentów. Ale zdradźmy
tajemnicę tak dużego bagażnika: otóż Rodius w wersji na rynek
koreański może być dziewięcio, a nawet jedenastoosobowy, co czyni z
niego prawdziwy już mikrobus.
Autobus SsangYonga
napędzany jest pięciocylindrowym, turbodoładowanym silnikiem
wysokoprężnym o pojemności 2,7 litra, produkowanym na licencji
Mercedesa, czego koreańska firma nie ukrywa, a wręcz się tym chwali.
165 KM i 340 Nm robi wrażenie, jednak Rodius nie jest tak
dynamiczny, jak choćby dostawczy Mercedes Sprinter, wyposażony w
podobny, ale nawet słabszy silnik. Ten brak dynamiki można zwalić na
automatyczną skrzynię, 5-biegową, z systemem Tiptronic, ale w
Mercedesie taki zestaw też działa trochę lepiej. Rozpędzenie
dwutonowego Rodiusa od 0 do 100 km/h zajmuje wg producenta 12,9
sekundy, co nie jest wynikiem złym, wręcz całkiem dobrym, jednak w
praktyce dość trudno osiągalnym. Ale nazwanie Rodiusa żółwiem byłoby
niesprawiedliwe, pojazd rozpędza się całkiem żwawo, wystarczająco by
nie zostawać w tyle za średnio szybkimi samochodami. I to powinno w
pełni satysfakcjonować właściciela 7-osobowego busa z wielkim
bagażnikiem. Skrzynia biegów pracuje przy tym całkiem poprawnie,
płynnie zmieniając biegi i nieźle dobierając przełożenia. Zużycie
paliwa na poziomie 12-13 litrów w uciążliwym ruchu miejskim trzeba
uznać za przyzwoite, nie jest to przecież pojazd małolitrażowy.
Zawieszenie
Rodiusa jest poprawne, wystarczająco komfortowe dla siedmiu
pasażerów. Samochód nie przechyla się nadmiernie na zakrętach, choć
trudno tu mówić o agresywnym pokonywaniu łuków, ale i nie do tego
Rodius jest przeznaczony. Układ hamulcowy również radzi sobie
całkiem dobrze z potężną masą pojazdu i trudno mieć do niego większe
zastrzeżenia.
Niewątpliwym
atutem Rodiusa jest dostępność wersji ze stałym napędem wszystkich
kół. Nie znajdziemy tego w ofercie Renault Grand Espace'a czy
Citroena C8 wraz z Fiatem Ulysse czy Lancią Phedra, wśród
europejskich producentów konkurować tu może jedynie Volkswagen z
Sharanem i Multivanem w wersjach 4Motion. Opcję taką ma również
Chrysler Grand Voyager, jednak Rodius ma asa w rękawie: wersja AWD
(czyli wszystkie koła napędzane) jest standardowo wyposażona w
reduktor terenowy, co zawdzięcza bliskiemu pokrewieństwu z modelem
Rexton, zastosowano tu po prostu taki sam napęd. Szkoda jedynie, że
Rodius nie jest wyżej zawieszony, mielibyśmy wtedy terenowego vana i
właściwie brak jakiejkolwiek konkurencji.
SsangYong Rodius powiększa więc ofertę 7-osobowych vanów, oferując
tak naprawdę nie mniej niż konkurencja, a czasem nawet więcej:
rekordowy bagażnik i napęd 4 kół z reduktorem. Do minusów oferty
SsangYonga zaliczyć należy brak możliwości wyboru jednostki
napędowej oraz minimalny zaledwie poziom bezpieczeństwa biernego,
czyli tylko dwie poduszki powietrzne. Jeśli jednak przełkniemy ten
aspekt, jak i kontrowersyjną stylizację nadwozia, Rodius okaże się
propozycją wartą rozważenia, szczególnie ze względu na wspomnianego
asa w rękawie.
