toRReadoR
Seat Leon Cupra R
Grzegorz
Rochna, fot: Michał Nejbauer
Hiszpański producent należący do grupy VW-AUDI, ma w swojej ofercie
kilka modeli o sportowych ambicjach. Ciekawostką jest tu fakt, że
można spotkać modele o takim samym wyglądzie zewnętrznym, np. Ibizę
FR, ale w dwóch wersjach silnikowych, benzynowej 1.8T i
wysokoprężnej TDI, różniących się jedynie znaczkiem na
tylnej klapie (Ibiza FR TDI). Wszystkie jednak mają silniki o dużej
mocy, bez względu na paliwo jakim są zasilane, a także wyposażenie idealnie
pasujące do tej grupy samochodów.
Seat Leon pierwszej generacji produkowany był 6 lat. Co prawda
doczekał się już następcy, ale niestety najnowszy model nie jest
jeszcze u nas dostępny z takim zespołem napędowym i w opisywanej wersji, bowiem nowego Leona
Cupra R zaprezentowano na razie w fazie
prototypu, więc zanim wejdzie do produkcji minie jeszcze trochę
czasu.
Aktualna
Cupra w sportowej i najmocniejszej odmianie R, ma bardzo bojowy
wygląd. Już na pierwszy rzut oka widać, że "coś" drzemie pod maską. W
miarę niskie i szerokie nadwozie, zaprojektowane pod koniec lat
90-tych i oparte na płycie podłogowej VW, cieszy się dużym
powodzeniem, szczególnie u młodszych nabywców. Nie ma się co dziwić
popularności Leona, bowiem hiszpański temperament jest najbardziej
zauważalny właśnie w tym modelu. Duża ilość dodatków tuningowych
dostępnych na rynku, sprzyja podnoszeniu ambicji sportowych
właścicieli Seata. Z tym że styliści w najmocniejszej wersji już
"na dzień dobry" zaaplikowali dużą ilość fabrycznych dodatków,
podkreślających moc silnika. Zamontowano szeroki przedni zderzak z
dużym wlotem powietrza do podwójnego intercoolera, nakładki na
progi, spojler na tylnej klapie, oraz większy tylny zderzak z
miejscem na owalną końcówkę wydechu. Całość postawiono na wielkich
18-calowych kołach.
Pierwsze spojrzenie do wnętrza Leona, zaczyna się słowami: "Gdzieś
to już widziałem"... Audi A3, to właściwa odpowiedź na powyższe
stwierdzenie, bowiem deska i konsola środkowa, sterowanie
klimatyzacją jest bliźniaczo podobna jak w aucie z Inglostadt. Jest
to sprawdzone rozwiązanie, czyli wszystko mamy w zasięgu ręki. W
uporządkowanej kabinie jest bardzo wygodnie i sportowo, a to dzięki
wyśmienitym kubełkowym fotelom o bardzo szerokim zakresie
regulacji, z rewelacyjnym trzymaniem bocznym, które poprzeszywane są
czerwoną nicią, zresztą podobnie jak skórzana kierownica regulowana
w dwóch płaszczyznach. Dodatkowym gadżetem są białe zegary, z ostrym
czerwonym podświetleniem, oraz nakładki aluminiowe na pedały.
Miejsca z przodu jest dużo więcej niż na tylnej kanapie, więc nie
polecamy dalekich podróży w pięcioro pasażerów na pokładzie.
Silnik o pojemności 1800 ccm, wyposażony w 20-zaworową
głowicę i turbosprężarkę, rozwija niebagatelną moc 225 KM. Ustawiony
jest poprzecznie, a poprzez 6-biegową skrzynię napędza tylko
przednie koła. Pełna charakterystyka momentu obrotowego zaczyna się
już przy 2200 obr/min, tak że całkiem nieźle silnik radzi sobie od
samego dołu. Gorzej jest trochę na wysokich obrotach, kiedy
wskazówka obrotomierza przekracza 5500 obr/min. Wyraźnie spada
wtedy efektywność pracy turbiny, z związku z czym nie ma sensu
kręcić silnika tak wysoko. Konstruktorzy powinni zastosować albo większą
turbinę, albo zwiększyć ciśnienie za zaworze upustowym,
odpowiedzialnym za ciśnienie doładowania. W czasie jazdy należy po prostu zapiąć
kolejny bieg przy najwyżej 5500 obr/min, aby przyspieszenie cały
czas rosło, wykorzystując do tego moment obrotowy. Dźwignia zmiany
biegów ma krótki skok i jest bardzo precyzyjna, więc nic nie przeszkadza nam w ich szybkiej
zmianie. Poszczególne przełożenia są nieźle zestopniowane, ale
jedynka powinna być trochę dłuższa, a kolejne biegi troszkę krótsze.
Gdyby konstruktorzy bardziej się przyłożyli do tego tematu, cały
zespół napędowy byłby na piątkę. Zużycie paliwa to zupełnie osobny
temat. Po to kupujemy Leona, żeby nim bardzo szybko jeździć, a
rozmowy na temat ekonomiki eksploatacji należy pozostawić tym,
którzy wybrali wersję TDI, nawet tę o mocy 150 KM. Spalanie po
mieście sięgające nawet 18 litrów na setkę, jest do przyjęcia, po
prostu przy takich osiągach nie należy zawracać sobie tym głowy. Za
to do
osiągnięcia prędkości maksymalnej wystarczy kawałek prostej, co
zostało sprawdzone osobiście przez zespół redakcyjny.
Cupra R prowadzi się bardzo dobrze, z zastrzeżeniem, że droga musi być bez
kolein i w miarę równa. Szerokie opony o rozmiarze 225-40/18, w które został podkuty
najmocniejszy Leon, powodują myszkowanie, czyli tzw. "szukanie
drogi", to po pierwsze. Po drugie, zawieszenie jest twarde, ale też
nie do końca. Kiedy napotkamy nierówności lub dziury w nawierzchni, tył może
nam trochę uciec, co zaowocuje lekką kontrą na kierownicy. Sam układ
kierowniczy jest natomiast precyzyjny i zasługuje na pochwałę.
Hamulce to najmocniejsza strona Leona Cupra R. Olbrzymie,
cztero-tłoczkowe hamulce Brembo działają niczym kotwica wyrzucona
za okno. Nie ważne czy jedziemy setką, czy 200 km/h, działają
bardzo, bardzo skutecznie. Pokusiłem się nawet o małe ich
zagotowanie, co sprawiło mi dużo trudności. Dopiero kilka ekstra
hamowań z dużych prędkości spowodowało wydobywanie się dymu z
klocków, z tym że efekt samego hamowania nie osłabł, a pojawiło się
delikatne piszczenie, czyli to prawdziwe klocki lubią najbardziej. ABS i ESP czuwają nad stabilizacją toru jazdy. ESP można wyłączyć do
końca, co jest olbrzymią zaletą w takim samochodzie, natomiast ABS-u
z przyczyn bezpieczeństwa, niestety już nie. Leonem śmiało można
pochodzić pełnymi poślizgami, co udaje się znakomicie.
Seat Leon Cupra R, to bardzo ciekawe auto, ale jakby trochę niedopracowane. Fajna i dynamiczna sylwetka, sportowe wnętrze i mocny
silnik. Jednak przy tak mocnym aucie z turbosprężarką należało
zastosować napęd 4X4, co dałoby dużo lepsze prowadzenie i osiągi,
na niezbyt przyczepnych nawierzchniach. Całość jest jednak godna
polecenia fanom sportowej jazdy, mimo paru niedociągnięć, ale kto w
fabryce brał pod uwagę polskie drogi.
