Powąchać możliwości
Opel Astra 2.0 Turbo Irmscher
Grzegorz
Rochna, fot: Michał Nejbauer
W nasze redakcyjne ręce trafił kolejny model
Opla Astry III, tym razem wyposażony w silnik o pojemności 2 litrów
i turbosprężarkę. Jako że Astra w najnowszym wydaniu gościła w
naszym magazynie ("Rewolucja"), darujemy sobie opis charakterystycznego i
ślicznego nadwozia, a skupimy się na zespole napędowym i na
dodatkach tuningowych znanej niemieckiej firmy IRMSCHER.
Szersze zderzaki, obniżające optycznie sylwetkę, sportowa atrapa
bez znaczka Opla oraz większy spojler na tylnej klapie to elementy,
które dostaniemy w pakiecie Irmschera, oczywiście za dopłatą. Dla osób
ceniących sobie bardziej sportowy wygląd auta, jest to na pewno
ciekawa propozycja.
Wnętrze Opla idealnie pasuje do agresywnego charakteru całego auta.
We wnętrzu dominuje styl, z jakim spotkaliśmy się przy nadwoziu
Astry, czyli proste linie i ostre krawędzie. Wygodne i podgrzewane
fotele, z bardzo szerokim zakresem regulacji i trzymaniem bocznym
pokryto skórą, podobnie jak regulowaną w dwóch płaszczyznach
kierownicę. Osobiście nie jestem zwolennikiem skóry w samochodach o
sportowym zacięciu, tym bardziej, że ten "szlachetny" dodatek wymaga
dopłaty.
Trzy zegary, czyli obrotomierz, wskaźnik stanu paliwa w zbiorniku i
wyskalowany do 260 km/h prędkościomierz wmontowano w efektownie
ukształtowaną deskę, a na panelu środkowym umiejscowiono standardowo
kolorowy i wielofunkcyjny wyświetlacz. Niektórzy twierdzą, że
obsługa klimatyzacji, komputera pokładowego i sprzętu audio jest
skomplikowana. Nic bardziej mylnego, po prostu wymaga pewnej wprawy,
a jakiekolwiek zmiany ustawień będziemy wykonywać intuicyjnie. W
modelu z silnikiem turbo nie mogło zabraknąć magicznego klawisza
"SPORT". Z tym, że po jego naciśnięciu utwardzeniu ulega tylko
zawieszenie, a nie jak w przypadku turbodiesla, zmiana
charakterystyki pracy silnika. Poza tym wnętrze w porównaniu z
opisywanym wcześniej modelem, nie uległo powiększeniu. Podróżowanie
w cztery osoby odbywa się w miłej i przyjemnej atmosferze, czyli
przy akompaniamencie fajnie grającego sprzętu audio albo sportowej
muzyki wydobywającej się spod maski, w zależności od upodobania
pasażerów lub kierowcy. Nad całym przedziałem pasażerskim
rozpościera się duży szyberdach z elektrycznie zasuwaną roletą.
Silnik, czyli najważniejsza część samochodu, w Astrze ma pojemność 2
litrów, 16 zaworów i turbosprężarkę. Moment obrotowy zapewnia nam
bardzo dobre przyspieszenia, a sięga on 250 Nm już przy niecałych
2000 obr/min. Dzięki wysokiemu momentowi nie trzeba kręcić silnika
do wysokich obrotów, co sprawia, że częste sięganie do lewarka
zmiany biegów podczas delikatnej jazdy nie jest potrzebne. Jeżeli
przyjdzie nam ochota na sprint do setki w okolicach 8 sekund, wtedy
z dużą ochotą pomachamy kolejnymi przełożeniami, które idealnie zestopniowano do tego silnika.
Jednak konstruktorzy zapewnili nam dodatkowo uczciwe 170 KM mocy.
Opel przyspiesza bardzo ochoczo do prędkości maksymalnej, także
wszystkie manewry, jak wyprzedzanie, czy omijanie wolniej jadących
pojazdów będzie trwało bardzo krótko. Zużycie paliwa uwarunkowane
jest od pozycji naszej prawej stopy, także w mieście można zejść
nawet do 9,8 litra, przy delikatnej jeździe, a w trasie do 7,5 litra
na sto kilometrów. Maksymalne zużycie paliwa jakie udało mi się osiągnąć to 16 litrów, ale była to bardzo dynamiczna jazda, włącznie
ze sprawdzeniem maksymalnej prędkości, czyli 230 km/h.
Porównaniu z wcześniej opisywanym turbodieslem, Astra 2.0 Turbo ma niewiele
lepsze osiągi. No ale, cóż dzisiaj tak jest, że diesle jeżdżą lepiej
niż auta wyposażone w silniki benzynowe.
Skrzynia biegów, jak zwykle w Astrze, działa bez zarzutu i
rewelacyjnie. Wszystkie biegi, a jest ich 6 (oczywiście plus
wsteczny) mają krótki skok i wchodzą bardzo precyzyjne. Szybka ich
zmiana trwa bardzo krótko, tak że nie tracimy czasu na szarpanie się
z dźwignią. Wiele mocniejszych i bardziej sportowych aut powinno
nauczyć się od konstruktorów Opla takiego trafionego zestawienia.
Cały zespól napędowy zasługuje na piątkę i to z dużym plusem.
Zawieszenie wyposażone w system IDE Plus to kolejny przykład
konsekwencji konstruktorów przy budowie Astry. Pewnie, ale trochę
twardo, co w tym przypadku jest zaletą, daje duże poczucie
bezpieczeństwa podczas szybko pokonywanych zakrętów. Zmianę
charakterystyki pracy amortyzatorów, a także "wyostrzenie", czyli
poprawienie precyzyjności pracy układu wspomagania kierownicy,
uzyskujemy po wciśnięciu klawisza z napisem "SPORT". Działa to
rewelacyjnie, ponieważ mając przed sobą dziurawy odcinek drogi,
możemy w dowolnym momencie poprawić sobie komfort podróżowania, lub
na równym odcinku polepszyć trakcję, utwardzając zawieszenie. Wszystko jest
porządku do momentu nieszczęsnego załączenia się systemu kontroli
trakcji, czyli ESP. Mianowicie firma Opel potraktowała nas jak
dzieci, dając do ręki szybkie i fajne auto, a pozbawiając nas
przyjemności szybkiego podróżowania po zakrętach w lekkim, albo
mocniejszym poślizgu. W tym aucie nie ma wyłącznika tego systemu!!!!
To po prostu zgroza. Dlaczego nie pozostawiono wyboru? Tego nie
wiem, ale jedno jest pewne: w tym momencie w ocenie stawiam olbrzymi
minus. Potencjalny nabywca musi mieć do dyspozycji taki klawisz, za
pomocą którego może w dowolnej chwili wyłączyć system ESP.
Przecież ktoś, kto nie czuje się na siłach, na pewno z niego nie
skorzysta, a biorąc pod uwagę możliwości Astry nabywca, decydujący
się na zakup wersji Turbo, w pełni świadomie wybiera model o dużo
lepszych niż przeciętne osiągach.
Hamulce działają bardzo skutecznie, a standartowo wyposażono je w
ABS. Cztery tarcze hamulcowe dbają o to aby nawet z dużych prędkości
autostradowych Astra zatrzymała się szybciutko. Nawet podczas bardzo
szybkiej jazdy nie są podatne na przegrzewanie. Żadnych zastrzeżeń.
Podobnie jak poprzedni testowany model Opla, Astrę Turbo należy
uznać za bardzo ciekawą ofertę. Mocny silnik, fantastyczna skrzynia
biegów i dodatki firmy Irmscher, to mocne atuty. Jednak brak wyłącznika ESP, który powinien być
choćby w pakiecie tuningowym (włącznie z upiększaczami nadwozia), działa na mnie jak
paralizator. Bo skoro na każdym kroku podkreślany jest agresywny
i sportowy charakter auta, to czemu dając nam kawałek smakowitego
kąska, stwierdzono, że możemy go tylko powąchać. Pozbawiono nas w
ten sposób możliwości pełnego skonsumowania tego fajnego auta. Jest to
ostatni gwizdek na naprawienie tej fatalnej pomyłki.
