Po co komu więcej Golfa?
VW Golf Plus 1.9 TDI 105 KM
tekst i
zdjęcia: Maciek Medyj
Volkswagen
Golf to legenda, na pewno każdy słyszał o tym samochodzie, w którejś
z jego pięciu generacji. Od lat osiemdziesiątych zeszłego stulecia
Golfy wiodły prym w klasie kompakt, rosnąc razem z definicją tego
segmentu. Ale widać najnowsza wersja, choć pierwsza wygląda przy
niej jak zabawka, była za mała dla niektórych klientów. A może
inspiracją powstania Golfa Plus były wymagania rynku amerykańskiego.
Tam jest wszystko większe, poczynając od powierzchni kraju, poprzez
domy, samochody, obywateli (u których występuje tendencja rośnięcia,
ale raczej na boki), aż do wielkości porcji potraw serwowanych w
fast-foodach. Krótko mówiąc doszło do tego, że statystyczny
Amerykanin po wyjściu z ulubionej restauracji nie mieścił się do
zwykłego Golfa. A że marka Volkswagen za wielką wodą ma spore grono
zwolenników, szczególnie właśnie kultowy Golf. Coś trzeba było więc
zrobić, żeby zaspokoić zmieniające się potrzeby zmieniających się
klientów. I tak jak w hamburgerowniach można zakupić tzw. zestawy
powiększone, tak można teraz wyposażyć siebie i rodzinę w Golfa
Plus. Ale czy to trafna teoria? Wkrótce się przekonamy.
Składniki są
podobne jak w "zestawie" normalnym, choć wygląd wyraźnie się różni.
Nadwozie Plusa jest nadmuchane, wyższe, choć na szczęście nie nosi
cech typowych dla minivanów. Za to za sprawą kształtu przedniego
pasa, maski i tylnych lamp w technologii LED nawiązuje do stylu nowego Passata,
który to znowu nosi znamiona okrętu flagowego Volkswagena, czyli Phaetona. Dlatego Plus jakby bardziej teraz pasuje do reszty
rodziny, z Polo włącznie, niż zwykły Golf.
Jeszcze
większa niespodzianka znajduje się we wnętrzu. Wydawało by się, że
producent nie będzie robił rewolucji i zostawi deskę rozdzielczą
taką samą jak w modelu bazowym. Ale nie, krajobraz przed kierowcą,
choć typowo volkswagenowski, jest całkiem nowy i trzeba przyznać, że
na swój sposób ciekawy. To zasługa przede wszystkim podwójnych
nawiewów w chromowanych – podobnie jak zegary i pokrętła –
obwódkach. Radio i reszta głównej części panelu środkowego
powędrowało jeszcze bardziej do góry, pochyliło się... Następny
kawałek układanki zaczyna pasować... Trójramienna kierownica... Wnętrze
jest przestronne, choć nudne i ciemne, na pocieszenie można znaleźć
mnóstwo praktycznych schowków, uchwytów, stolików, nawet szuflady
pod fotelami. Bagażnik nieco ponad 400 litrów... Coś jakby nowa
klasa... ALTEA! Oczywiście! Wszystko nagle stało się jasne. Koncern musi się
rządzić własnymi prawami i dbać o to, żeby klienci w swoich wyborach
świadomością marki się kierowali, a nie faktem braku reprezentacji
jakiegoś segmentu w ofercie producenta. A odkąd u Seata pojawiła się
Altea, u Volkswagena taka dziura się właśnie zrobiła. Volkswagen
Golf Plus jest niczym innym jak bliźniakiem Seata Altei. Czyżby więc
w planach była też Jetta Plus, podobna do Toledo?
Pod maską
Golfa Plusa nic nowego - sprawdzony silnik wysokoprężny TDI o mocy
105 KM. Konstrukcja bazująca na pompowtryskiwaczach sprawdza się w
każdych warunkach, jest elastyczna i dynamiczna, może tylko zbyt
głośna, ale ton dźwięków wydobywający się z przodu auta jest
przyjemny dla ucha. Pięciobiegowa skrzynia, również znana z innych
modeli, dobrze spełnia swoje zadanie, ale przydałaby się szóstka,
jak na przykład w zwykłym Golfie. Na pocieszenie zostaje fakt, że w Altei z takim silnikiem skrzynia z sześcioma przełożeniami również
jest niedostępna.
W zawieszeniu
i w układzie hamulcowym nie ma rewolucji, choć pewne zmiany musiały
być wprowadzone, ze względu na zwiększoną masę i wysokość pojazdu.
Wszystko się udało i Plus nie ustępuje pod względem zachowania na
drodze zwykłemu Golfowi i – co ciekawe – układ jezdny wydaje się być
mniej sztywny od Altei. Niby pod spodem wszystko podobne, ale mniej
sportowego ducha.
Spisek został
odkryty i z testu wyszło małe porównanie, ale widać tak miało być -
siłą rzeczy taka forma narzuca się sama. Widać, jak rozwija się
konkurencja wewnętrzna w obrębie koncernu Audi Group. Seat stworzył
Alteą nową klasę, Volkswagen nie mógł być gorszy. Ciekawe co na to
Skoda. Pewnie nic, bo tak naprawdę niewiele ma do powiedzenia w
koncernie.
