Amerykanin w Korei

Chevrolet Evanda 2.0

tekst i zdjęcia: Michał Nejbauer

Wszyscy zdążyliśmy się już chyba przyzwyczaić do Chevroletów - następców Daewoo. Tej ostatniej firmy nie ma już na rynku motoryzacyjnym, ale modele pozostały, w nowej formie i pod nowymi nazwami. Limuzyna Leganza na przykład przeszła solidną metamorfozę, po czym otrzymała logo Chevroleta i nową nazwę: Evanda. I trzeba tu przyznać, że na szczęście Evanda poprzednika przypomina w niewielkim stopniu, jeśli w ogóle.

Sylwetka Evandy jest klasyczna, można powiedzieć nawet, że pochodzi z lat 80-tych zza Atlantyku. Ale nie jest to zarzut, wręcz przeciwnie, w dobie obłych kształtów i ostrych krawędzi futurystycznych pojazdów, pudełkowata i wyraźnie trójbryłowa sylwetka Evandy wyróżnia się całkiem pozytywnie. Przód przechodzi w klin, ale tylko trochę i jest to jeden z niewielu obecnie samochodów, w którym zza kierownicy wyraźnie widać maskę. Bardzo dobre wrażenie sprawia szeroki tył o pionowym zakończeniu, najbardziej amerykański element nadwozia w tym koreańskim Chevrolecie.

Wnętrze jest równie klasyczne, co nadwozie. Masywna deska rozdzielcza ma tradycyjny układ, może z wyjątkiem prostych, czytelnych zegarów, które nie są przykryte wspólnym kloszem, ale osobno wkomponowane w plastikową obudowę. Zastosowanie plastików w dwóch odcieniach szarości przyjemnie rozjaśnia kokpit, a elegancji próbują nadać wstawki z matowej imitacji drewna - przyznam, że wygląda to lepiej, niż można się spodziewać. Wrażenia estetyczne są tu więc na bardzo przyzwoitym poziomie, jak na klasyka oczywiście. Wrażenie trochę psują wielofunkcyjne dźwignie kierunkowskazów i wycieraczek, wykonane z nieładnego plastiku przypominającego raczej ebonit.

Komfort podróżowania podnosić ma automatyczna klimatyzacja z typową wadą dla tej marki, czyli niezbyt precyzyjnym ustawianiem temperatury. Wygląda to mniej więcej tak, jakby czujniki źle rozpoznawały panujące we wnętrzu ciepło, szczególnie gdy na zewnątrz jest chłodno, w efekcie trudno jest ustawić satysfakcjonującą temperaturę nawiewu. Całkiem niezły jest za to sprzęt audio, wyposażony zarówno w odtwarzacz kasetowy jak i zmieniarkę na 5 CD. Audiofile cudów nie powinni oczekiwać, ale sprzęt gra na przyzwoitym poziomie.

Z ergonomią jest bardzo dobrze, panuje tu porządek i bez problemu odnajdziemy wszystkie niezbędne przełączniki. Część z nich, a dokładniej te od sterowania radiem, znajdziemy również na kierownicy, dużej i przyzwoicie wygodnej, ale z jedną poważną wadą: regulacja jest tu tylko w pionie, zdecydowanie brakuje tu regulacji poziomej.

Pewnego zakresu regulacji brakuje również przednim fotelom, obszytych skórą w naszej testowej wersji - są po prostu ustawione zbyt wysoko, przydałaby się możliwość opuszczania siedziska znacznie niżej. Z tą wadą współgra kolejna: ustawienie osłony przeciwsłonecznej o regulacji skokowej, czyli albo pod samą szybą albo pionowo. W pierwszym przypadku chroni przed słońcem ustawionym jeszcze wysoko na niebie, natomiast w drugim skutecznie zasłania wszystko, co dzieje się na drodze dalej niż 5 metrów przed samochodem, więcej zobaczą chyba tylko osoby o wzroście nie przekraczającym 1,5 m.

Poza tym mankamentem fotele zaliczyć należy do wygodnych, ale dla osób wzrostu co najwyżej średniego, wyżsi kierowcy narzekać będą na odcinek lędźwiowy oparcia. Przydałoby się też lepsze trzymanie boczne, bo siedzi się tutaj jak na taborecie. Tylna kanapa należy za to do wygodnych, pomieści trzy osoby, ale wyprofilowana jest dla dwóch. Miejsca z tyłu jest pod dostatkiem, w każdym kierunku.

Bagażnik Evandy nie należy do imponujących, 435 litrów w tak dużym nadwoziu to raczej skromny wynik. Jest co prawda całkiem długi i szeroki, ale płytki i dodatkowo ograniczony dużymi wnękami na zawieszenie. Producent zadbał o możliwość przewozu dłuższych przedmiotów, asymetrycznie dzielone oparcie kanapy można złożyć, dzięki czemu odsłania się otwór w przegrodzie tylnej, niezbyt duży, ale w zupełności wystarczający do przewiezienia kilku par nart czy sporej deski snowboardowej.

Pod maską Evandy drzemie dwulitrowy, czterocylindrowy silnik benzynowy o mocy 131 KM i momencie obrotowym 181 Nm. Szesnastozaworowa technologia sprawia, że trzeba wkręcać go na wysokie obroty, by jeździć dynamicznie. Na szczęście silnik Evandy najwyraźniej to lubi, bo wkręca się ochoczo, warcząc przy tym głośno, ale przyjemnie, zaś przy niższych obrotach, np. w trasie ze stałą prędkością, mruczy sobie cicho i delikatnie. Można więc jeździć Evandą spokojnie, ale można też poszaleć, 100 km/h osiąga w niecałe 10 sekund, co na prawdę nie jest złym wynikiem. Z elastycznością jest trochę gorzej, na szczęście dobrze dobrano przełożenia 5-biegowej skrzyni, które są długie i nie wymagają częstego sięgania do lewarka. Ta ostatnia cecha jest szczególnie pozytywna, bo lewarek pracuje typowo dla Chevroleta, czyli ma zbyt długi skok. Nie liczmy też na oszczędność paliwa, w ruchu miejskim Evanda spala 12-15 litrów na 100 km w zależności od stylu jazdy, w trasie zejście poniżej 10 litrów będzie możliwe tylko przy spokojnej, równomiernej jeździe, najlepiej z użyciem tempomatu.

Zawieszenie Evandy zaliczyć można do bardzo ciekawych i rzadko już spotykanych. Zestrojone jest bowiem bardzo komfortowo, przypomina trochę amerykańskie jazdą jak na tapczanie, miękko wybiera nierówności nawierzchni i nawet za bardzo nie buja. Jednak - o dziwo - nie przechyla się dramatycznie na zakrętach, z dwóch powodów. Po pierwsze Evanda jest szerokim samochodem, więc szorowanie zewnętrznym progiem po asfalcie nie jest mocno odczuwalne, po drugie zaś Chevrolet fabrycznie "obuty" jest w "cudowne" opony marki Hankook, łatwo wchodzące w poprzeczny poślizg. Przez to (a może dzięki temu, zależy co kto lubi) Evandę wprowadza się w zakręt delikatnym ślizgiem przednich kół przy akompaniamencie piszczących opon. Poślizg ten jest na szczęście bardzo łatwy do kontrolowania, trudno nawet tu mówić o efekcie płużenia przodem, a to dzięki sporej masie tyłu Evandy, który siłą bezwładności wypychany jest na zewnątrz łuku, dzięki czemu cały samochód dobrze ustawia się w ostrym zakręcie.

Hamulce Evandy są wystarczająco skuteczne, nie mieliśmy żadnych problemów ze stabilnym wyhamowaniem samochodu z różnych prędkości i w różnych warunkach, ABS nie włącza się zbyt wcześnie.

Chevrolet Evanda jest niewątpliwie samochodem ciekawym na rynku europejskim, bo wyraźnie zaprojektowanym pod klientów zza Wielkiej Wody. Miłośnicy "amerykanów" z lat 80-tych poczują się tu jak u siebie w domu, gorzej będzie ze zwolennikami europejskich fanaberii. W związku z powyższym, bardziej pasowałaby w Evandzie automatyczna skrzynia biegów, tym bardziej, że ta manualna pozostawia wiele do życzenia. A cena? W tej chwili dostępne są dwie wersje: Premium za 72.200 zł i Platinum za 77.300 zł, bogatsza o elektrycznie sterowane i podgrzewane przednie fotele oraz skórzaną tapicerkę. Przeszło 70 tysięcy złotych to z jednej strony nie jest zbyt wiele za dużą i pojemną limuzynę, z drugiej zaś nie znajdziemy tu technicznych rozwiązań na miarę połowy pierwszego dziesięciolecia nowego wieku. Wybór pozostawiamy klientom i uprzedzamy, że nie będzie on łatwy.

 
A tak testowaliśmy:

 
 Podstawowe dane techniczne:
 
 Silnik
benzynowy
 układ / liczba zaworów
R4 / 16
 pojemność
1998 cm3
 moc maksymalna / obr/min
96 kW (131 KM) / 5400
 moment obrotowy / obr/min

181 Nm / 4200

 położenie poprzecznie z przodu
 napęd na przednie koła
 Skrzynia biegów

5-manualna

 Osiągi (fabryczne)  
 prędkość maksymalna (km/h)
200
 przyspieszenie 0-100 km/h (s)
9,8
 Zużycie paliwa (fabryczne)  
 miasto / trasa / średnie (l/100 km) 12,3 / 6,8 / 8,8
 Wymiary i masy  
 dług. / szer. / wys. (mm) 4770 / 1815 / 1440
 rozstaw osi (mm)
2700
 masa własna / dopuszczalna (kg) 1497 / 1912
 pojemność bagażnika (l) 435
 pojemność zbiornika paliwa (l) 65
 Cena (wersja Premium / testowana Platinum) 72.200,00 zł / 77.300,00 zł