Swift znaczy po angielsku chyży, rączy, żywy. I taki miał być mały Suzuki od początku, od pierwszej, jaką pamiętam, kanciastej generacji z lat 80-tych. Mimo niewielkich rozmiarów miał także zapewniać przyzwoitą ilość miejsca w kabinie, dobre osiągi i niskie koszty zakupu oraz eksploatacji. I rzeczywiście, Swifty cieszyły się niesłabnącym powodzeniem, a te z kultowym już silnikiem 1,3 brały nawet udział w rajdach i w wyścigach. Gdy produkcja tych spryciarzy przeniesiona została na Węgry stały się popularne również w Polsce, jako że cena była naprawdę zachęcająca. Nikt nie patrzył, że auto jest "gołe", ważne, że "japońskie", tanie i oszczędne, szczególnie z trzycylindrową litrówką pod maską.

Poprzednia generacja Swifta była produkowana tak długo, że nawet po kilku face-liftingach jego nadwozie wyglądało jakby pamiętało czasy samurajów. Apetyt na nową rósł więc w postępie geometrycznym, pobudzany dodatkowo informacjami i zapowiedziami producenta.

Wreszcie na wiosnę Roku Pańskiego 2005 pojawił się nowy Swift. Spodobał się. Pierwsze skojarzenia niektórych, to że podobny jest trochę do Mini. A wszystko przez ten czarny przedni słupek, krótką maskę i w ogóle zwartą sylwetkę.

Natomiast każdy, kto choć trochę interesował się japońską motoryzacją, ale nie taką obecną w Europie, tylko prawdziwą, przeznaczoną na tamtejszy rynek, w tym drugim co do wielkości Suzuki rozpozna bez trudu typowo dalekowschodnie kształty. Stylistyka ulubiona przez wyspiarzy z krainy wschodzącego słońca obecna jest najbardziej w samochodach Daihatsu, kiedyś bardziej, teraz prawie w ogóle u nas nieznanych, i oczywiście wszelkich tamtejszych Hondach, Nissanach, Toyotach i Mitsubishi. Wspomniane wielkie koncerny produkują zupełnie inne samochody dla mieszkańców starego kontynentu, całkowicie odmienne też dla Amerykanów.

Japonia to także ojczyzna mikrovana i to po nowym Swifcie widać. Jest stosunkowo wysoki i ma krótką maskę. Ale poza tym ma też muskularne nadkola, niewielkie w stosunku do całości boczne okna, duże lampy i łagodnie zaznaczony zadek. Dynamikę nadwozia podkreślają ponadto ostre przetłoczenia na linii klamek i progów oraz czarne słupki okien, wszystkie oprócz tylnego.

Sądząc po zewnętrznych rozmiarach samochodu można spodziewać się sporego wnętrza. Okazuje się, że jest nawet lepiej. Deska rozdzielcza nie wylewa się na pół kabiny, jest tylko tam gdzie powinna być i zawiera elementy typowe dla tego rodzaju konstrukcji. Ładna trójramienna, sportowa kierownica ma regulację tylko w pionie i zawiera parę klawiszy do obsługi radia, które - podobnie jak w Ignisie - wciska się przypadkowo, gdy kręci się nią otwartą dłonią. Zegary są klasyczne i czytelne, pod zwyczajnym daszkiem, kratki nawiewów skrajne okrągłe ze srebrnymi obwódkami, te na panelu środkowym prostokątne, wkomponowane bez zbędnych ozdobników. Klasyczne pokrętła sterowania nawiewami. Centralnie zabudowane radio z rzucającym się w oczy dużym głównym pokrętłem gra całkiem przyzwoicie przez swoje sześć głośników, ale czytnik CD jest wrażliwy na wstrząsy. Wystarczy szybciej najechać zakręt na lekko sfatygowanej nawierzchni i zaraz wyświetla się napis ERROR i trzeba przelogować płytę. Poza tym wszystko inne jest na swoim miejscu i działa bez zarzutu. Materiały tapicerskie i plastiki są bardzo dobrej jakości, przynajmniej na takie wyglądają. Prawe kolano kierowcy nie jest podpierane żadnym niewygodnym elementem, ale żeby było sprawiedliwie i nie bez narzekania, cierpi lewe, kłute końcem podłokietnika w drzwiach.

Fotele to poezja ergonomii i wygody, choć na pierwszy rzut oka nie wyglądają. Przednie mają wystarczająco długie siedziska i bardzo dobre boczne trzymanie, oraz łatwą regulację. Z tyłu miejsca, także na nogi jest dość. Oczywiście kanapa się sprytnie składa. Najpierw można położyć niesymetrycznie dzielone oparcia, potem podnieść całość z siedziskiem w stronę przodu i zapiąć tak otrzymane paczki paskami o zagłówki przednich foteli. Niestety nie ma możliwości przesuwania tylnych siedzeń ani całkowitego się ich pozbycia z wnętrza auta, jak to ma miejsce np. w Mitsubishi Colcie. Sam bagażnik w normalnej konfiguracji miejsc nie jest długi, ale za to w miarę wysoki, co tylko czasami może poprawić jego funkcjonalność, gdyż najważniejsza jest przecież zawsze powierzchnia podłogi. Zresztą od razu wszystko jest jasne jak zobaczy się tylną półkę - malutką, bez podnoszenia wraz z klapą, nawet możliwości ustawienia i zablokowania w pionie.

Nowością jest system otwierania auta i uruchamiania silnika. Nie ma kluczyka, a właściwie jest, ale tylko awaryjnie schowany w breloczku z chipem i z nadajnikiem radiowym krótkiego zasięgu. Gdy kierowca zbliży się do drzwi, może je otworzyć naciskając klawisz przy klamce. Na kolumnie kierownicy jest coś na kształt stacyjki, ale z zamontowanym na stałe pokrętłem. Wygoda polega na tym, że żeby wejść do auta i je uruchomić w ogóle nie trzeba wyjmować „kluczyka” z kieszeni. Na pilocie są też standardowe przyciski do otwierania i zamykania drzwi, jakby ktoś nie chciał być aż tak nowoczesny. I może to lepiej, że nie jest tak jak w Renault, że samochód otwiera i zamyka się sam, gdy zbliżymy się z kartą.

Silnik 1,3 o mocy 92 KM, występujący w testowanej wersji, to w zasadzie dwa w jednym. Dlatego, że przy delikatnym traktowaniu pedału gazu zachowuje się bardzo spokojnie, prawie jak by go nie było. Ale do jazdy po mieście to bardzo dobra cecha, idąca w parze z oszczędnością paliwa, które średnio w teście wyniosło niecałe 7 litrów na 100 kilometrów. Można też wciskać pedał w podłogę (co często robiliśmy), wtedy pod maską budzi się bestia, którą jednak trzymać trzeba, może nie krótko, ale wysoko, to znaczy w wyższych zakresach obrotów, żeby nagle nie zasnęła z powrotem. A silnik ten zakręcić się potrafi tak, że konkurencję odcina. Nie od dziś w końcu wiadomo, że najlepsze silniki robią firmy samochodowe i jednocześnie motocyklowe. W połączeniu z dobrze zestopniowaną skrzynią biegów mamy do dyspozycji niemal sportowy napęd, który wykorzystać można w pełni dzięki doskonałemu zawieszeniu Swifta. Nie jest za twarde, choć czuje się jego bezpieczną sztywność. Długi skok amortyzatorów i sprężyn powoduje, że zawieszenie nie "kończy się" zbyt wcześnie, co mogło by skutkować odrywaniem się kół od nawierzchni. Nie, tutaj drgania są dobrze tłumione a przechyły sprawnie redukowane, bez stuknięć i dobić, więc zakręty można pokonywać bardzo… chyżo. Wrażenie psują trochę opony firmy na P, które tak bardzo starają się dobrze trzymać nawierzchni, że aż piszczą z tego wysiłku.

Na hamulce nie można narzekać, a to świadczy o tym, że działają bez zarzutu. Nawet ostre hamowanie nie zaskakuje systemu ABS, który włącza się dokładnie wtedy, gdy jest naprawdę potrzebny. Nie bez znaczenia jest niska masa własna pojazdu, nie przekraczająca tony.

Opisywana wersja pięciodrzwiowa jest lepiej wyposażona i jej cena to prawie 50 tysięcy złotych. Ale radością z jazdy małym suzuki można cieszyć się już za niecałe 38 tysięcy, bo tyle kosztuje wersja podstawowa. Co ciekawe za te same pieniądze, które trzeba zapłacić za testowaną wersję pięciodrzwiową 1.3, można kupić trzydrzwiową 1.5 z takim samym wyposażeniem. Więc jeśli nie zależy Ci, drogi czytelniku, na drugiej parze drzwi, bierz mocniejszą trzydrzwiówkę, rodzina najwyżej się trochę pogimnastykuje, jeśli ją masz albo zamierzasz mieć w niedługim czasie. A te 10 KM mocy więcej na pewno się przyda bardziej, niż nadmiar drzwi. I auto w ogóle wygląda lepiej.

W porównaniu z poprzednikiem Swift zrobił milowy krok do przodu jeśli chodzi o wygląd, ergonomię oraz materiały wykończeniowe. Zyskał jeszcze lepszy silnik, zawieszenie, przestronniejsze wnętrze. I do tego ta atrakcyjna cena. Opłacało się poczekać.

 
 Podstawowe dane techniczne:
 
 Silnik
benzynowy
 układ / liczba zaworów
R4 / 16
 pojemność
1328 cm3
 moc maksymalna / obr/min
67,5 kW (92 KM) / 5800
 moment obrotowy / obr/min

116 Nm / 4200

 położenie poprzecznie z przodu
 napęd na koła przednie
 Skrzynia biegów

5 - manualna

 Osiągi (fabryczne)  
 prędkość maksymalna (km/h)
175
 przyspieszenie 0-100 km/h (s)
11,0
 Zużycie paliwa (fabryczne)  
 miasto / trasa / średnie (l/100 km) 8,0 / 5,1 / 6,2
 Wymiary i masy  
 dług. / szer. / wys. (mm) 3695 / 1690 / 1500
 rozstaw osi (mm)
2380
 masa własna / dopuszczalna (kg) 990 / 1485
 pojemność bagażnika (l) 213 / 562
 pojemność zbiornika paliwa (l) 45
 Cena (wersji podstawowej GLX / testowanej GS) 42.900,00 zł / 49.900,00 zł