BOMBARDIER - stopień w artylerii, w tym także artylerii konnej,
odpowiednik starszego szeregowca.
Kanadyjska firma Bombardier jest jednym z najbardziej znanych i
cenionych producentów pojazdów ATV, potocznie zwanych quadami. Co
prawda tego typu pojazdy skonstruowano, a raczej wymyślono, dawno
temu w Japonii, ale na potrzeby rynku amerykańskiego powstały
miejscowe firmy, które zajęły się praktycznie tylko produkcją quadów.
Model Outlander 400 XT w 2003 roku został wybrany najlepszym
pojazdem ATV wśród wszystkich dostępnych z napędem na cztery koła,
co jest odzwierciedleniem solidnej i sprawdzonej konstrukcji.
Dzięki firmie MSG Polska, która udostępniła nam Bombardiera do
testu, otrzymaliśmy zupełnie nowy sprzęt, czyli z praktycznie
zerowym przebiegiem. Po zapoznaniu się z instrukcją obsługi, która
jest prosta i nieskomplikowana, postanowiłem z resztą ekipy
przenieść się w teren, aby poznać wszystkie możliwości tego modelu.
Klasyczny wygląd zdradza dobre właściwości terenowe, które Oulander
pomimo swoich dużych gabarytów zachował w gustowny sposób. Duże
przednie błotniki połączone z tylnymi w jedną całość, szczelnie
chronią przed wodą, piachem i błotem, dzięki czemu ubranie
pozostanie w miarę czyste, nawet podczas wyprawy w ciężki teren.
„Nadwozie” zamocowane jest do ramy najnowszej konstrukcji typu SST,
która ma zwiększoną sztywność, co powoduje lepsze prowadzenie na
dziurawych drogach. Z przodu i z tyłu zamontowano bagażniki, które
wykonano z ładnego, ale wytrzymałego plastiku na których można
przewieźć łącznie 120 kg ładunku. Z tyłu mamy wlew paliwa, z tzw.
busolą (wskaźnikiem poziomu paliwa), oraz dodatkowo zamykany
schowek, w którym jednak nie polecamy przewozić żadnych produktów
spożywczych ze względu na umieszenie go bezpośrednio nad wydechem.
Temperatura, jaką tłumik oddaje do otoczenia, doprowadza do
zagrzania wszystkiego co tam umieścimy. Druga sprawa to wylot
spalin, który skierowano niefortunnie do dołu, zamiast do tyłu quada.
Efekt jest taki, że jeżeli staniemy na sypkim podłożu, to wylot
spalin efektownie podrzuca do góry wszystko co znajduje się pod
pojazdem, czyli powstaje lekka zadyma. W przednim, symbolicznym
schowku odnajdziemy niezbędne narzędzia, oraz korki od chłodnicy i
zbiorniczków płynów smarujących. I nic więcej tam zmieścić się nie
da.
Testowana wersja XT wyposażona została w solidne kangurki, które
chronią przód i tył Bombardiera przed uszkodzeniami podczas
przedzierania się przez krzaki czy inne przeszkody napotkane w
terenie, a także w bardzo przydatną w sytuacjach ekstremalnych
wyciągarkę WARN o sile uciągu ponad 1100 kg. Osłona chroni również
lampy i kierunkowskazy, które są dostępne w wersji homologowanej.
Kiedy usadowimy się za kierownicą na wygodnej kanapie, pierwszą
rzeczą która wpada nam w oko, jest okrągły i analogowy zegar,
wyposażony w normalne kontrolki informujące nas o zapłonie,
ciśnieniu oleju, rodzaju napędu, kierunkowskazach, włączonych
światłach i załączonym reduktorze.
Kierownica nie jest przesadnie szeroka, a zamontowane przy samych
dźwigienkach osłony na dłonie na pewno ochronią nas przed
uderzeniami gałęzi. Pod kierownicą odnajdziemy bardzo przydatne
gniazdo o napięciu 12V i włącznik świateł awaryjnych.
Dźwignia zmiany przełożeń zamontowana została z prawej strony i jej
działanie nie jest skomplikowane, należy pamiętać jednak o dokładnym
wciskaniu dźwigni hamulca, przy dokonywaniu jakiejkolwiek zmiany
biegu.
Do napędu Bombardiera użyto jednocylindrowej i czterosuwowej
jednostki napędowej, chłodzonej cieczą, znanej firmy Rotax. Ma ona
pojemność 400 ccm i moc 28 KM, która w połączeniu z reduktorem daje
niesamowity efekt ciągu nawet na bardzo grząskim podłożu. Cała siła
wytwarzana przez silnik jest przekazywana poprzez przekładnię CVT,
czyli bezstopniową, oraz wały napędowe na dwa lub cztery koła, a
rodzaj napędu włączamy klawiszem na kierownicy. W ciężkich
sytuacjach przeprawowych automatyczna blokada centralnego mechanizmu
różnicowego typu Visco-Lok sprawdzi się rewelacyjnie. Ciekawostką
jest jej samoczynne załączanie, bez ingerencji kierowcy, co powoduje
mniejsze zaangażowanie podczas trudów podróży w terenie.
Niezależne zawieszenie czterech kół, z przodu na kolumnach McPersona
a z tyłu na wahaczach, powoduje mniejsze przechyły podczas jazdy po
górkach i dołkach, a także teoretycznie (ograniczony maksymalnym
skokiem amortyzatora) stały kontakt wszystkich kół z podłożem.
Zawieszenie to bardzo dobrze radzi sobie z dziurami, oraz z
przechyłami w zakrętach. Jest dosyć sztywne, ale dalej pozostaje
komfortowe. Opony, w jakie został wyposażony starszy szeregowiec, są
rewelacyjne ponieważ duża szerokość i głębokość bieżnika pomaga w
wydostaniu się z błotnych opresji, a ich bardzo twardy i ostry rant
z głębokich kolein. Do zatrzymania Outlandera służą: z przodu dwie
tarcze wentylowane, a z tyłu zamontowano jedną, ale centralną tarczę
hamulcową, na wale napędowym.
Zużycie paliwa trudno przeliczyć na kilometry, ze względu na różnice
w nawierzchni po jakiej podróżujemy. Ale średnie zużycie nie powinno
przekroczyć 5-7 litrów na 100 km.
Dosiadając Outlandera wziąłem pod uwagę fakt, że jest to zupełnie
nowa sztuka. Zerowy przebieg niedotartego jeszcze silnika
zobowiązywał to delikatnego traktowania dźwigienki gazu,
przynajmniej przez pierwsze 50 kilometrów.
Czynności, jakie trzeba wykonać aby przejechać np. głębokie błoto,
zostały przez producenta ograniczone do minimum. Włączenie napędu
4x4 wykonujemy klawiszem na kierownicy, w trudniejszych sytuacjach
można włączyć reduktor, natomiast wszystkie blokady załączane są
automatycznie.
Silnik doskonale daje sobie radę w każdej sytuacji. Jego moc
spokojnie wystarcza do dynamicznej jazdy i pokonywania stromych,
niemal pionowych podjazdów, przeszkód wodnych i błotnych. Dzięki
zamontowanej wyciągarce i długiej linie ratowałem siebie, ale przede
wszystkim kolegów z sytuacji czasami bez wyjścia, a trochę ich
bywało. Samo prowadzenie jest proste i wymaga jedynie standardowej
uwagi w jeździe po zakrętach, jednak Outlander jest dobrze wyważony
i ma nisko położony środek ciężkości, więc trzeba się naprawdę
postarać, by postawić go na dwóch kołach - oczywiście bocznych.
Przy użytkowaniu wyciągarki należy pamiętać, aby lina zarówno przy
rozwijaniu jak i przy zwijaniu była cały czas napięta. W przeciwnym
razie zablokuje bęben, co może grozić spaleniem elektrycznego
silnika.
Dźwignia zmiany biegów ma 5 położeń i zamontowana została z prawej
strony, czyli zupełnie inaczej niż u konkurencji. Z jednej strony
jest to wygodniejsze, szczególnie dla osób praworęcznych, z drugiej
zaś jest to wybieg producenta, aby nie zepsuć skrzyni biegów i
zmieniać bieg dopiero przy pełnym zatrzymaniu quada. Mając manetkę
gazu również z prawej strony nie jesteśmy w stanie obsługiwać tych
dwóch rzeczy na raz. Włączenie reduktora zdarzyło mi się dosłownie
kilka razy, jeżeli trzeba było pokonać długi i stromy podjazd, a do
tego rozorany przez poprzednie przejazdy, dla pełnej asekuracji
zapięcie reduktora okazywało się niezbędne.
Przy dojeżdżaniu do głębokiego piachu lub błota należy pamiętać o
dostosowaniu optymalnej prędkości do jego pokonania. Bombardierem
nie trzeba „napadać” pełnym ogniem, wystarczy jak dojedziemy do
krawędzi i dodamy mocno gazu na samym wejściu. Nie zdarzyło się, by
taka koncepcja w przypadku Outlandera nie zdała egzaminu.
Starszy szeregowiec okazał się bardzo sprawnym quadem, nawet w
najcięższych sytuacjach, jakie napotkał na swojej drodze. Przydatna
okazała się oczywiście wyciągarka, ale gdyby każdy przejazd był
dobrze skalkulowany, jej uruchamianie byłoby zupełnie niepotrzebne.
Wrażenia, jakich dostarczył Outlander i sytuacje, w jakich sobie
poradził, zasługują z pewnością na awans przynajmniej na kaprala, a
może nawet na plutonowego.

Za pomoc w realizacji testu dziękujemy firmie
STEO Sp. z o.o. w Łomiankach, ul. Konarskiego 50
www.steo.com.pl, która dostarczyła nam ubiory i
akcesoria.