Modus. Nazwa
która kojarzy się z czymś modnym, na czasie. Mały Renault bardzo
chce jednocześnie cieszyć oko i być maksymalnie funkcjonalnym. To
duże wyzwanie, ale dziś wszechobecne. Jak moda.
Może nie jest
konstrukcją przełomową, ale ma w sobie kilka ciekawych rozwiązań, na
pierwszy rzut oka może trochę na wyrost, ale od czego jest inwencja
właściciela, żeby je dobrze wykorzystać.
Nadwozie
Modusa jest zwarte, właściwie jednobryłowe, i nawiązuje swoją linią
do tendencji stylistycznej zapoczątkowanej przez Megane II. Ma tylko
spokojniejsze proporcje i nie powinno budzić już takich kontrowersji
jak wyżej wspomniany większy brat na początku swojej kariery. Maska
jest dość krótka i płynnie przechodzi w przednią szybę. Tylna klapa
jest niemal pionowa, podobnie jak boki z dużą powierzchnią szyb.
Całość urozmaica szklany, otwierany dach i duże 16-calowe koła.
We wnętrzu, a
właściwie w jego przedniej części, króluje deska rozdzielcza.
Sporych rozmiarów panel środkowy bardzo dokładnie oddziela kierowcę
od pasażera. Zamiast zegarów mamy schowek na drobiazgi, natomiast w
pełni elektroniczny zestaw wskaźników umieszczono centralnie.
Wartość prędkości wyświetla się cyframi, więc żeby ją kontrolować
trzeba na stosunkowo długi czas odrywać wzrok od drogi.
Przyciski
rozmieszczone są prawidłowo, nie ma problemu z ich odnalezieniem.
Większość skupiona jest po cztery w okrągłych zespołach, dlatego
patrząc na całość wydaje się, że jest ich mało. Poza tym część jest
na kierownicy i tuż za nią. Przed obsługą sprzętu audio dobrze jest
sięgnąć do instrukcji, gdyż w jego przypadku trudno jest mówić o
intuicyjnej obsłudze. Radio z Cd posiada regulowaną funkcję
zwiększania głośności podczas przyspieszania. Sam dźwięk
wydobywający się z głośników nie dorówna może temu z domowej wieży
hi-fi, ale w swojej klasie brzmi nadspodziewanie dobrze.
Barwy wnętrza
to raczej jasne odcienie. Deska jest dwukolorowa, ale w zestawieniu
ze wspomnianą mało rzucającą się w oczy kompozycją przycisków, robi
się pusta i przez to nudna. Fotele, jak to ostatnio się coraz
częściej zdarza, mają wysoko umieszczone siedziska. Natomiast
trzymanie boczne i ogólnie wygoda siedzenia jest całkiem przyzwoita.
Regulacja kąta oparcia odbywa się za pomocą pokrętła, co umożliwia
precyzyjne ustawienie wedle preferencji użytkownika. Przedni fotel
pasażera kryje w sobie niespodziankę - otwieraną podpórkę pod
fotelik dla dziecka.
Kanapa tylna,
zgodnie z najnowszymi trendami, jest przesuwana, co fantastycznie
rozszerza możliwości dysponowania miejscem w kabinie. Lecz konieczny
jest manewr zsuwający siedziska, po którym auto robi się
czteroosobowe. Ale to całkiem logiczne: zabieramy 5 osób + większy
bagaż, albo 4 osoby + mniej pakunków, ale za to w komforcie godnym
limuzyny. Niestety o płaskiej podłodze w konfiguracji 2 osoby +
mnóstwo towaru można od razu zapomnieć.
Skoro o kufrze
mowa, należy zauważyć, że dostęp do niego realizowany jest na dwa
sposoby. Albo cała tylna klapa otwiera się do góry, albo w dół
uchyla się tylko jej część poniżej szyby. Daje to możliwość
schowania do bagażnika mniejszych przedmiotów w sposób łatwiejszy,
wymagający mniejszej siły, co docenią kobiety, ale i bardziej
dyskretny. Może to też być sposób na przewożenie długich
przedmiotów. W opcji.
Pozostańmy
jeszcze z tyłu - tuż poniżej zderzaka znajdują się uchwyty do
zamontowania bagażnika rowerowego. Wprawdzie można kupić uniwersalne
stelaże tego typu, mocowane pasami albo na haku holowniczym, ale
rozwiązanie Renault wydaje się najbardziej stabilne i bezpieczne.
Pamiętać należy tylko o dorobieniu trzeciej tablicy rejestracyjnej
do przytwierdzenia na panelu ze światłami i kierunko-wskazami za
ostatnim rowerem. Prawda, przecież w Polsce to teraz całkowicie
niemożliwe.
Mieliśmy
okazję przetestować zarówno wersję benzynową jak i tę z silnikiem
diesla.
Wysokoprężny
silnik dCi o pojemności półtora litra, choć zbudowano go z
zastosowaniem technologii common rail, to zachowuje się prawie jak
zwyczajny diesel. Przy przyspieszaniu idzie z dołu i dość szybko się
kończy jego skala maksymalnych obrotów. Brzmi też jak standardowe
ropniaki. Ale nie można mu nic zarzucić w kwestii zużycia paliwa.
Zadowala się dawkami o wiele mniejszymi niż wyżej kręcone, najnowsze
silniki konkurencji. Setkę osiąga w 13,5 sekundy. Nieźle, ale to w
wersji 80-cio konnej. Jest jeszcze 65-konna, która ze sporo ważącą
innowacyjnością Modusa radzi sobie wyraźnie gorzej. A co na to
wszystko benzynówka. Wiadomo paliwa nie oszczędza, chociaż to tylko
1,4, a że 16-zaworowa, to pedał gazu trzeba wciskać głęboko, żeby
jechać dynamicznie. Oczywiście można też podróżować bez wiru w baku
i ostrożnie przesuwać prawą stopę w stronę podłogi, ale Modus
zachowuje się wtedy trochę ociężale. Ciekawe jak w wersji 1,2...
Sytuację ratuje skrzynia biegów i jej dobrze dobrane przełożenia,
oraz wygodna obsługa lewarkiem, który ma krótki skok i bez problemu
celuje w biegi, łącznie ze wstecznym.
Modusem aż
chce się jeździć sportowo. Prowadzi się świetnie, zakręty przechodzi
jak po szynach, tylko pod warunkiem, że na dobrej jakości
nawierzchni, bo zawieszenie jest twarde i ma krótki skok, więc na
dziurach i innych nierównościach mocno rzuca autem, czasem nawet
przestawia na boki. Hamuje też doskonale, bez użycia dużej siły ani
zbyt wcześnie reagującego ABSu.
Modus ma w
sobie parę ciekawych pomysłów, które można zaliczyć do zalet, ale
trochę na wyrost, bo żeby je wykorzystać, samemu trzeba popisać się
inwencją. Ma też kilka wad, których producentowi ciężko jest
uniknąć, gdy wypuszcza na rynek nowy model samochodu. Cena też nie
jest najniższa - za wersję podstawową z silnikiem benzynowym 1,2
litra wynosi ona 43900, najsłabszy diesel to wydatek dodatkowo
dziesięciu tysięcy, a za wersję limitowaną z pełnym dodatkowym
wyposażeniem może przekroczyć 60 tysięcy złotych. Cóż - żeby być na
czasie, trzeba spać na kasie. Takie modne przysłowie.
