Jeepa Wranglera nie trzeba chyba nikomu przedstawiać, a już na pewno nie miłośnikom off-roadu. To jedyny samochód o rodowodzie drugowojennym, w którego stylistyce nadal widać pierwowzór sprzed ponad 60 lat. Produkowany jest obecnie w kilku wersjach silnikowych i wyposażeniowych, a jedna z nich nosi bardzo dźwięczną nazwę Rubicon. Właśnie ta wersja trafiła do nas na test.

Zewnętrznie Rubicon nie różni się zbytnio od pozostałych wersji Wranglera, zdradzają go tylko szersze nadkola plastikowe i trochę większe koła. Poza tym to zwykły Wrangler, z nadwoziem w układzie niezmienionym od czasów Willysa: długa maska, przednie fotele i drzwi tuż przed osią tylną, koło zapasowe na tylnej burcie. Willys co prawda drzwi nie miał, ale we Wranglerze też można je łatwo zdemontować. Sylwetka więc bardzo klasyczna, przetrwała grubo ponad 60 lat i wszystko wskazuje na to, że długo nie zniknie z taśm produkcyjnych.

W kabinie Rubicona panuje już zupełnie inny klimat, w niczym nie przypominający Willysa. Masywna, dwubarwna deska rozdzielcza wykonana jest z tworzywa i zawiera wszystko, co przystało na współczesny samochód: sterowanie klimatyzacją, radio z odtwarzaczem kasetowym i CD, dwie poduszki powietrzne i oczywiście zestaw wskaźników oraz sterowanie pewnymi mechanizmami, o których trochę później.

Przednie fotele Rubicona należą do wygodnych, a obszyte są szaro-beżową skórą. Wyprofilowanie siedziska i oparcia jest dobre, zapewnia odpowiednie trzymanie boczne, podczas jazdy po szosie jak i w terenie nie odczujemy dyskomfortu. Miejsca jest dosyć, ale nie na szerokość, kabina Wranglera jest po prostu dość wąska. Z tyłu sprawa wygląda zupełnie inaczej, do dyspozycji dwóch pasażerów jest składana ławeczka bez zagłówków, co prawda też obszyta skórą i z siedziskiem o dobrym kącie pochylenia, ale o komforcie mówić tu raczej nie można, bo i miejsca nie ma za dużo.

Bagażnik Wranglera, Rubicona jak i każdej innej wersji, jest po prostu symboliczny. Sprawa ma się trochę lepiej, gdy zamierzamy podróżować sami lub z jednym tylko pasażerem, wtedy łatwo można tylną kanapę złożyć i uzyskać trochę więcej przestrzeni bagażowej. Hard-top ma uchylną tylną szybę, jednak koło zapasowe nie pozwala jej otworzyć bez odchylania tylnej burty.

W Rubiconie zamontowany jest sześciocylindrowy benzynowy silnik o pojemności 4,0 litrów i mocy 177 KM, a maksymalny moment obrotowy wynosi 301 Nm i dostępny jest już od 2800 obr/min. Sprawia to, że przy lekkim nawet naciśnięciu pedału przyspieszenia Rubicon wyrywa do przodu jak narowisty mustang. A skrzynia jest tu automatyczna, 4-biegowa, bardzo dobrze działająca: biegi zmienia szybko i płynnie, kick-down też dobry. Cały zespół napędowy rozpędza Rubicona do setki w 11,7 sekundy, dzięki czemu samochód jest wystarczająco dynamiczny, a prędkość maksymalną osiąga na poziomie 160 km/h. Silnik pracuje przy tym bardzo kulturalnie, jak na jednostkę sześciocylindrową przystało.

Obok dźwigni skrzyni automatycznej znajduje się niepozorna druga dźwignia, służąca do wyboru napędu. Układ klasyczny (dla samochodów terenowych): 2H - przełożenie szosowe z napędem na tylną oś; 4H - przełożenie szosowe z napędem na obie osie; N - przełożenie neutralne oraz 4L - przełożenie terenowe z napędem na obie osie. Wszystko załączane mechanicznie, czyli niezawodnie. Przełożenie terenowe Rubicona jest dużo wyższe, niż w pozostałych wersjach Wranglera, zamiast przekładni Command-Track o przełożeniu 2,73:1 mamy tu przekładnię Rock-Track o przełożeniu aż 4:1. Standardowe mosty napędowe raczej by nie wytrzymały takiej siły, więc Rubicon wyposażony jest w mosty Heavy Duty Dana 44/226 mm. Przełożenie główne tych mostów też jest wyższe i wynosi 4,11. Wszystko to daje potężną siłę przenoszoną na koła Rubicona, co przekłada się na łatwość pokonywania przeszkód terenowych, jak np. strome podjazdy. Czasem jednak ta siła jest aż za duża i Rubicon zamiast wydobywać się z opresji grząskiego podłoża, mieli kołami w miejscu, pogrążając się jeszcze bardziej. Tu w sukurs przychodzi wcześniej wspomniane sterowanie pewnymi mechanizmami. Otóż Wrangler Rubicon standardowo wyposażony jest w 100% blokadę obu mostów, co pozwala wychodzić z większości trudnych sytuacji.

Na szosie Rubicon zachowuje się jak klasyczny samochód terenowy oparty na ramie: buja okrutnie na niedużych nawet nierównościach asfaltu, niewiele tu pomaga zawieszenie na wahaczach ze sprężynami śrubowymi, jest może tylko trochę bardziej komfortowo niż na resorach piórowych. Komfortu nie podnoszą również opony, seryjnie montowane są tu MT-ki o wysokości 31 cali, osadzone na 16-calowych aluminiowych felgach o szerokości 8 cali. MT oznacza "Mud Terrain", czyli opony przeznaczone raczej do jazdy w terenie, niż na szosie, bowiem agresywny bieżnik niemiłosiernie hałasuje po twardej nawierzchni. Nie zaliczamy jednak tego do wad Rubicona, wręcz przeciwnie, przecież nie jest to bulwarówka, ale samochód przeznaczony do zdobywania terenów, niedostępnych dla SUV-ów. Małego przyzwyczajenia wymaga skręcanie i manewrowanie Wranglerem, kierowca siedzi tuż przed tylną osią, a daleko za przednią, więc odnosi się wrażenie, jakby tylne koła skręcały się tak samo jak przednie.

Na bezdrożach Rubicon czuje się najlepiej, odważnie wjeżdża w każdą przeszkodę terenową (oczywiście odwaga Rubicona ograniczona jest odwagą jego kierowcy). Ale jak się wjedzie, to trzeba też wyjechać, a z tym jest już różnie. Wrangler Rubicon to ciężki samochód, ważący ponad 1,7 tony, na dodatek potężna moc silnika czterokrotnie zwiększona jeszcze przez reduktor, wymaga delikatnego operowania gazem, bowiem bardzo łatwo jest zmienić Rubicona w glebogryzarkę. Przeszkody wodne o mniejszym znaczeniu strategicznym nie straszne są dla Rubicona, bardzo pomaga tu rozsądnie umieszczony wlot powietrza do silnika, który znajduje się z przodu tuż pod maską, więc dopóki woda nie osiągnie poziomy wyższego niż górna krawędź błotników, możemy jechać spokojnie.

Jeep Wrangler Rubicon jest niewątpliwe rasowym samochodem terenowym. Jego zalety to przede wszystkim 100% blokady mechanizmów różnicowych obu mostów, bardzo mocny silnik i seryjnie montowane opony MT. Wysokie przełożenie reduktora zaliczyć trzeba z jednej strony do wad, gdy koła trafiają na grząski grunt, z drugiej do zalet, gdy trzeba np. podjechać pod stromy podjazd z ciężką przyczepą. Minusem jest nieposkromiony apetyt na paliwo, ale wiadmo - nie ma nic za darmo. Największą natomiast wadą Rubicona jest... jego brak w ofercie od jesieni 2004 roku, gdyż Rubicon nie otrzymał europejskiej homologacji, nie ma więc ceny w Polsce. Ale dla porównania: Amerykanie muszą za niego zapłacić mniej, niż Polacy za wersję Sport.

 
 Podstawowe dane techniczne:
 
 Silnik
benzynowy
 układ / liczba zaworów
R6 / 12
 pojemność
3960 cm3
 moc maksymalna / obr/min
130 kW (177 KM) / 4600
 moment obrotowy / obr/min

301 Nm / 2800

 położenie podłużnie z przodu
 napęd na tylne koła, dołączany na przednie
 Skrzynia biegów

4 - automat, reduktor

 Osiągi (fabryczne)  
 prędkość maksymalna (km/h)
160
 przyspieszenie 0-100 km/h (s)
11,7
 Zużycie paliwa (fabryczne)  
 miasto / trasa / średnie (l/100 km) 20,5 / 10,7 / 15,0
 Wymiary i masy  
 dług. / szer. / wys. (mm) 4000 / 1820 / 1830
 rozstaw osi (mm)
2373
 masa własna / dopuszczalna (kg) 1725 / 2065
 kąt natarcia / zejścia / rampowy (˚) 45,1 / 34,4 / 28,7
 pojemność bagażnika (l) 334 / 1334
 pojemność zbiornika paliwa (l) 72
 Cena (Sport w Polsce / Rubicon w USA) 101.016,00 zł / 28.125,00 USD