Motocykle
Harley-Davidson dla jednych są kwintesencją pojazdów jednośladowych,
dla innych zaś tylko pozerstwem za ciężkie pieniądze. Faktem jest,
że amerykańska marka dawno już była legendarna, zanim jeszcze
większość innych firm motocyklowych w ogóle zaistniała. Faktem jest
też, że tylko właściciele tej marki doczekali się wspólnego
określenia, czyli Harleyowców. Prawdą jest również to, że trzeba
wydać ciężkie pieniądze, aby móc stać się jednym z nich.
Do naszej redakcji trafił świeżutki Fat Boy, jeszcze przed pierwszym
przeglądem, jeszcze z seryjnym wydechem. Jako że nie jeździłem
wcześniej na motocyklach H-D, dostałem właśnie rolę kierowcy
testowego Fat Boya, choć uprzedzałem lojalnie, że wolę szczupłe
dziewczyny. Cóż, protesty moje nie zostały uznane i zostałem na
pewien czas Harleyowcem.
Fat Boy prezentuje
się całkiem nieźle, w typowym dla H-D stylu: szeroki zbiornik
paliwa, nisko osadzone siodło, masywne błotniki, dużo chromu, w
oczy rzuca się potężny chromowany widelec przedni, z wielkim
samotnym reflektorem, jak również słusznych rozmiarów pełne obręcze
kół czy obrysówki. Na wspomnianym zbiorniku paliwa umieszczono
chromowaną (a jakże!) konsolę, zawierającą duży i wyraźny
prędkościomierz z licznikiem przebiegu, zestaw niezbędnych kontrolek
oraz masywne pokrętło stacyjki z klapką zamykającą wkładkę klucza.
Po prawej stronie konsoli chromem świeci wlew paliwa (niezamykany na
kluczyk), zaś z lewej - dla równowagi - znalazła się jego atrapa,
ale ze wskaźnikiem poziomu paliwa. Ze względu na rozmieszczenie tych
dwóch chromowanych krążków, nasuwa się raczej skojarzenie z Fat
Girl, choć nie taka znowu fat...
Pozycja za
kierownicą jest typowa dla krążowników, plecy prosto, stopy oparte z
przodu na solidnych podnóżkach, z których każdy dorównuje niemal
wielkością desce skateboardowej. Wielkość pedału hamulca nożnego
równie imponująca, przypomina ten w amerykańskich samochodach z
automatem oczywiście. Kierownica zaprojektowana jest po prostu
wzorowo, pozwala na swobodną i wygodną kontrolę nad tym ciężkim (307
kg), ale świetnie wyważonym motocyklem.
Najważniejsze dla
faceta jest to, co ma między nogami. A siedząc na Fat Boyu potencjał
drzemiący w tych okolicach jest chyba większy niż po kilku
niebieskich tabletkach. Dwucylindrowy widlasty Twin Cam 88B, o
pojemności 88 cali sześciennych, czyli niemal półtora litra, ma
niedużą moc, bo raptem 76 KM (albo nawet mniej, H-D nie podaje mocy,
różnie poczta pantoflowa to zapodaje), moment obrotowy 102 Nm również nie
jest imponujący, za to osiągany jest już przy 3400 obr/min, czyli
dużo niżej niż inne silniki motocyklowe. Dzięki temu Fat Boya nie
trzeba kręcić wysoko, ciągnie mocno niemal od samego dołu. Praca
silnika jest bardzo twarda, trzęsie motocyklem dość mocno, czasem
jest wrażenie, że za chwilę wyrwie się z ramy. Pali też sporo,
zużycie oscyluje w granicach 10 litrów benzyny na 100 km, co nie
jest zmartwieniem w kraju jego pochodzenia, u nas jednak mocno bije
po kieszeni. Choć z drugiej strony - jeśli stać cię na motocykl za
niemal 90 tysięcy złotych polskich, to z pewnością wisi ci koszt
paliwa. Niezależnie jednak od kosztów pozostaje problem zasięgu, po
zapaleniu się kontrolki rezerwy do zbiornika wchodzi niewiele ponad
10 litrów, więc w najlepszym razie przejedziesz 150 km do następnego
tankowania (200 km przy bardzo silnym wietrze w plecy).
Jak na Harleya
przystało, sprzęgło pracuje twardo, tu przewagę mają mańkuci. Zmiana
biegów nie wymaga już mocnej lewej nogi, biegi wchodzą lekko, za to
bardzo głośno, zmianę przełożenia 5-biegowa skrzynia obwieści nam
bardzo wyraźnym i twardym uderzeniem. Przeniesienie napędu na koło
jest za to ciche, bo paskiem zębatym, czyli typowo dla Harleya.
Hamulce Fat Boya
wyglądają niepozornie, lecz radzą sobie z masą motocykla bardzo
dobrze. Pomimo braku ABS-u łatwo jest wyczuć siłę hamowania i
zatrzymać maszynę stabilnie i bez poślizgu któregokolwiek z kół,
nawet z dość dużych prędkości.
W czasie jazdy Fat
Boyem musimy pamiętać o tym, by mocno trzymać kierownicę, bynajmniej
nie dlatego, że trudno się go prowadzi, wręcz przeciwnie. Jednak
kopnięcie silnika jest tak mocne, że może zrzucić z grzbietu mniej
uważnych kierowców. Poza tym brak jakiejkolwiek owiewki sprawia, że
przy prędkościach powyżej 100 km/h utrzymanie się na Fat Boyu wymaga
coraz mocniejszego zaciskania dłoni na kierownicy, bowiem pęd
powietrza za wszelką cenę chce zerwać człowieka z maszyny, lub
choćby kask z jego głowy. Ale przecież nie jest to motocykl dla
mięczaków, wszak jeździł nim sam Terminator w drugiej części filmu.
Co dostaniemy za
skromną kwotę 90.000 zł? Na pewno rasowego, bezkompromisowego
Harleya. Na pewno potężną odczuwalną moc silnika. Na pewno donośne,
basowe brzmienie silnika, doprawione dopalaniem w wydechu (czekamy
na wersję ze zmienionym wydechem...) Na pewno mocny wiatr wolności,
czasem aż za mocny. Na pewno niepowtarzalny widok: w czasie jazdy
chrom przedniej lampy działa jak lustro, w którym odbija się cała
kierownica, kierowca i niebo nad głową. To naprawdę wspaniała
maszyna, której można pozazdrościć. I pewnie właśnie zazdrość
(takiej maszyny i takich pieniędzy) sprawia u niektórych niechęć do
Harleyowców. Ale co tam, żyj wolnością, jaką daje Fat Boy, a zawiść
zostaw maluczkim.
