Na możliwość
przetestowania tego samo-chodu czekaliśmy bardzo długo. Kiedyś
podczas pewnej podróży redakcyjnej zatrzymaliśmy się na mały posiłek
w przydrożnym barze, zasiedliśmy przy drewnianym stole pokrytym
ceratą i wspominaliśmy dawne dobre czasy i rozważaliśmy plany na
przyszłość. Wpadliśmy wtedy na pomysł, że aby napisać wiarygodny
test KIA Cerato powinniśmy wrócić w to samo miejsce, aby w tym samym
klimacie, przy tej samej ceracie, dogłębnie przeanalizować nasze
wrażenia i zapisać wszystko na serwetkach. Hmmm, siedzenia w barze
były tak samo twarde jak te w testowanym aucie, a brak bocznego
trzymania powodował, że zupa się wylewała. Może w samochodzie nie
jada się raczej zupy, ale drzwi centralem lepiej od środka ryglować,
bo i zapięcie w pasy może nie zabezpieczyć w przechyle przed
wypadnięciem z samochodu.

Ale najpierw
przyjrzyjmy się zewnętrznym kształtom, rysujących się lekko w cieniu
drzewa. Sylwetka Cerato jest charakte-rystyczną kompilacją
najlepszych pomysłów koreańskich projektantów. Widać w niej kawałki
różnych dalekowschodnich specjałów. I trzeba przyznać, że całkiem to
przyjemna dla oka składanka. Połączenie ostrych krawędzi i
łagodnych linii prezentuje się nad wyraz smakowicie. Nie ma
kontrowersyjnych elemen-tów stylistycznych, proporcje są wyważone a
kształty spokojne.

|
|
Jednak wygląd
to nie wszystko, szczególnie że dla nas, jako bywalców wnętrza,
najważniejsze jest to co w środku. Nie jest źle, ale plastiki są
średniej jakości, podobnie jak materiały obiciowe siedzeń. Wrażenie
ratowała kolorystyka – jasna i gdzie trzeba stonowana, tak jak w
przypadku konsoli środkowej, która na szczęście nie była aż tak
krzykliwie srebrna jak w niektórych innych pojazdach tego typu.
Zegary są duże i czytelne, podświetlone na biało. Wszystkie
przyciski i pokrętła są dobrze opisane, rozmieszczone wzorowo i w
zasięgu ręki. Sprzęt audio nie gra, tylko brzęczy, a w miarę
podkręcania decybeli dźwięki zlewają się w jeden nieokreślony
harmider, ale czegóż tu wymagać od fabrycznych papierzaków w
drzwiach na cienkim kablu i bez wzmacniacza.

Miejsca w
kabinie jest sporo, to trzeba przyznać, tyle tylko, że same fotele
nie są zbyt wygodne. Po pierwsze, jak już wspom-nieliśmy, są twarde.
Z tyłu może nie zwraca się na to aż takiej uwagi, ale z przodu są
również zbyt krótkie siedziska i słabe boczne trzymanie. Dostęp do
bagażnika jest w miarę dobry, klapa szeroka, a pod nią całkiem spora
przestrzeń, którą można jeszcze powiększyć składając niesymetrycznie
dzielone oparcie tylnej kanapy. Jest to więc sedan z niespodzianką,
tak jak na szczęście większość obecnie produkowanych.

[dalej >>]
|