Citroen odświeżył swą flagową (tymcza-sowo) limuzynę i razem z C4 zaprezentował drugą wersję C5. Czy to tylko zmiana make-upu czy coś więcej? Czy stara francuska marka pod butem Peugeota wyciągnęła wnioski z naszej krytyki C5? (czytaj "Pola bitew: Wojna francusko-niemiecka")

Już na pierwszy rzut oka nowa "cepiątka" wydaje się zgrabniejsza od poprzedniczki. Zupełnie nowy przód jest dużo lżejszy i bardziej proporcjonalny, z nowym wlotem powietrza, obowiązującym teraz w Citroenach. Linia boczna między osiami pozostała bez zmian, zmodyfikowano za to tył "cepiątki" i przyznać trzeba, że jest teraz dużo zgrabniejszy, z potężnymi i ostro zarysowanymi lampami. Za nadwozie zatem przyznajemy 7 na 10 punktów, w naszej (jakże subiektywnej) skali.

 

Rzut oka do wnętrza "cepiątki" i wszystko jasne: tu lekcje odrobiono wzorowo. Deska rozdzielcza niby taka sama, ale nie jest już taka krzykliwie efekciarska. Stonowana, z eleganckimi akcentami, prezentuje się znacznie lepiej i gustowniej. Zmieniono przede wszystkim konsolę środkową z nowym zestawem audio i sterowaniem klimatyzacją, teraz jest zdecydo-wanie ładniejsza (choć chyba trudniejsza w obsłudze), a także inaczej oprawiono i wysty-lizowano zestaw zegarów. Aluminiowe obwódki i jasne środkowe części zegarów dodają trochę elegancji, dzięki nim zestaw wskaźników jest przyjemniejszy i bardzo czytelny.

To co było dobre pozostało bez zmian, tak jak fotele, nadal wygodne, dobrze trzymające i z podłokietnikami z przodu, ale tapicerka w naszym testowym egzemplarzu nowej "cepiątki" wygląda ładniej niż w poprzedniej. Ilość miejsca również ta sama, choć nowa Cytryna jest dłuższa od poprzedniczki o 128 mm, ale rozstaw osi pozostał bez zmian. Powiększył się za to bagażnik, o całe 15 litrów, zaś dostęp do niego oraz składane i dzielone oparcie tylnej kanapy są takie same, tu także nie trzeba było nic poprawiać. Wnętrze: 8 na 10 punktów.

[dalej >>]