Firma Alfa Romeo,
dziś będąca częścią koncernu FIAT, ma swoje korzenie w małej
miejscowości Portello na przedmieściach Mediolanu, gdzie powstała w
1906 roku jako zakład sprzedający samochody. Po trzech latach
fabryka o nazwie „Anonima Lombarda Fabrica Automobili” zaczęła
montować francuskie samochody Darracq. W 1918 roku kierownictwo nad
firmą objął główny konstruktor Nicolo Romeo. Łatwo się więc
domyślić, skąd wzięła się ostateczna nazwa marki. Samochody Alfa
Romeo od początku budowane były, aby wygrywać zawody sportowe.
Starania inżynierów zostały wreszcie nagrodzone w latach 1950 i
1951, kiedy to samochody tej marki tryumfowały w Mistrzostwach
Świata. Choć po tych sukcesach firma wycofała się z rywalizacji na
torach, to do dziś buduje samochody ze sportową duszą. Ma ją z
pewnością 156-tka, uważana od początku za najładniejszy samochód w
swojej klasie. Jest to w prostej linii następczyni popularnej kiedyś Giulietty, skromnego sedana średniej klasy produkowanego z przerwami
od 1955 roku, a wygląd którego w wersji z 1977 został podsumowany
przez dziennikarzy jako „dostateczny”. Ale to były inne czasy, w
których nikt jeszcze w Alfie Romeo nie myślał o dwóch świecach na
cylinder albo o napędzie na przednie koła. Natomiast co jest warte
wspomnienia, pomyślano o zabezpieczaniu blach nadwozia za pomocą
ocynkowania. Po Giulietcie zaczęła się „era numerkowa” w historii
firmy, były różne 144, 145, 146… Trochę szkoda, bo w tych cyfrach
można się tylko pogubić. Ale wróćmy do 156. Teraz po face-liftingu
wygląda z zewnątrz jeszcze atrakcyjniej. Mistrz Giugiaro dopracował
swój i tak doskonały projekt. Trochę gorzej jest we wnętrzu, ale o
tym za chwilę.
Postanowiłem
wybrać się na weekend w górach nową Alfą udostępnioną redakcji do
testu przez Fiat Auto Poland. Wszystko od początku sprzyjało -
piękny kolor zimowy auta - biała perła, opony oczywiście też zimowe,
oszczędny i dynamiczny silnik JTD o mocy 140 KM, ksenonowe
reflektory oraz zimowy płyn do spryskiwaczy, dobrze, że już nalany,
bo żeby wcelować z pojemnika w mały otworek do zbiornika, trzeba
mieć co najmniej lejek.
|
|
Patrząc z boku
uwidacznia się sportowy przód w kształcie klina z nowymi
drapieżniejszymi światłami i atrapą, kabina której wymiary pozostają
w złotym podziale do długości innych części nadwozia, także
uniesionego kufra. Odstające od przednich drzwi wielkie chromowane
klamki… i pozorny brak klamek, a może nawet brak całych tylnych
drzwi… Ale są zarówno i drzwi, jak i ich klamki, tylko zamaskowane w
tylnym słupku. Dzięki temu zabiegowi projektantów wydaje się, że 156
to coupe a nie czterodrzwiowy sedan.

We wnętrzu zimna
przy pierwszym kontakcie skóra, z jakiej wykonano tapicerkę, a
której szarość kojarzy się wyglądu ze skajem. I nowość - pomalowany
na srebrno, zorientowa-ny na kierowcę kokpit - akcent zupełnie nie
pasujący do wnętrza, którego pozostałe elementy, szczególnie deska
rozdzielcza, sprawiają wrażenie miękkości i komfortu. Lepiej by
pasował ciemniejszy kolor, albo na przykład imitacja karbonu i
chromowe obwódki okrągłych elementów. Zegary przed kierowcą
tradycyjnie w tunelach, białe tła cyferblatów i czerwone
podświetlenie. Zgrabna kierownica z przyciska-mi sterowania radiem.
Niektóre przyciski na kokpicie wydają się trochę za małe, ale łatwo
w nie trafić. Siedzenia są bardzo dobrze wyprofilowane, zapewniają
dobre trzymanie boczne i są wystarczająco komfortowe - po 450
przejechanych kilometrach mój kręgosłup nie miał żadnych uwag.

[dalej >>] |