Długo przez nas oczekiwany kultowy amerykański sportowiec o dźwięcznej nazwie BUELL, a konkretnie model FIREBOLT XB12R, wpadł wreszcie w rączki szalonego redaktora, który pisze niniejszy artykuł.

„Płomienna Strzała” ma nieduże rozmiary, Buell jest krótki i zwarty, a pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy, jest potężna jednostka napędowa. Wszelkie plastikowe osłony, czy nawet masywna rama, wydają się jedynie delikatnymi dodatkami do tego silnika.

Dosiadając po raz pierwszy tej wściekłej maszyny, miałem pewne obawy, a mianowicie co i jak stanie się ze mną, gdy w pewnym momencie moja ręka drgnie za mocno na manetce gazu, a ja w tym czasie będę myślał o przysłowiowych niebieskich migdałach.

Raz kozie śmierć, pomyślałem, i odpaliłem silnik. Dźwięki, które wydobyły się spode mnie skojarzyły mi się z tymi, jakie wydaje parowóz rodem z westernu. Dość długo musiałem czekać, aby jednostka napędowa nabrała właściwej temperatury, odpowiedniej do ruszenia z miejsca, gdyż wcześniejsze próby kończyły się bryknięciem, szarpnięciem i zgaśnięciem silnika.

 

Wcisnąłem sprzęgło. Twarde jak skała z Wielkiego Kanionu. Najlepiej by było wciskać je obiema rękami, no ale druga musi w tym czasie dodawać gazu. A że trzeciej ręki brak, wniosek nasuwa się sam - konieczna jest krzepa zdobyta na przykład przy budowie nowej trasy kolei żelaznej.

[dalej >>]