|
Mini powoli staje się niemal tak
kultowym samochodem, jak angielski poprzednik. Co prawda dzieje się
tak raczej w krajach dużo zamożniejszych niż Polska, bowiem samochód
ten do tanich nie należy, wręcz przeciwnie. Rzesze zwolenników
zdobył przede wszystkim dzięki bardzo udanej stylizacji, świetnie
nawiązującej do pierwowzoru. Powstało też kilka wersji Mini: Mini
One, Mini Cooper, Mini Cooper S oraz... Mini One D.
Przyznam szczerze, że do pomysłu
testowania tej ostatniej wersji podchodziłem jak pies do jeża. Mini
w dieslu?! Toż to jawna profanacja! Nie można tak kaleczyć
powracającej legendy! Koniec końców postanowiłem wypróbować to
dziwactwo.
Kluczyki, otwarcie drzwi i na dzień
dobry miłe wrażenie: fotele wyściełane wysoko-gatunkową skórą w
jasnym beżu z czarnymi elementami. Chcę już wsiadać, ale zaczynam
szukać wycieraczki przed drzwiami: wykładzina dywanowa i dywaniki we
wnętrzu tego autka są również w kolorze jasnego beżu. Wygląda bardzo
efektownie i elegancko, ale czy uda się to utrzymać w czystości?
Jechać trzeba, więc wsiadam za kółko. Wielofunkcyjna kierownica
obszyta skórą wygląda ładnie i dobrze leży w dłoniach. Za kierownicą
dwa oddzielne zegary, obrotomierz i prędkościomierz, w okrągłych
obudowach koloru srebrnego. Na pierwszy rzut oka wskaźniki
prezentują się efektownie, jednak ich plastikowe obudowy mogłoby być
mniej plastikowe. Na prawo od kierownicy konsola środkowa ze znanym
już rzędem cudownych, chromowanych przełączników. Powyżej panel
sterowania automatycznej klimatyzacji, wyżej radio z CD, a jeszcze
wyżej... wielki wyświetlacz komputera i nawigacji satelitarnej.
Wyświetlacz umieszczono co prawda w okrągłej obudowie, jednak jakoś
nie pasuje do wnętrza Mini. No i ten nieszczęsny wskaźnik paliwa,
który pasowałby raczej do jakiegoś francuza, tu powinien być
tradycyjny, okrągły ze wskazówką. |
|
Za to poniżej konsoli bardzo miły
akcent: dźwignia zmiany biegów z wyraźnie zaznaczonymi sześcioma
biegami do jazdy do przodu. Tak mały silnik i 6 biegów, to się
naprawdę chwali.
[dalej >>]


 |