Południowokoreański producent jeszcze nie tak dawno zdobywał terenowe szlify
produkując Gallopera, czyli licencyjnego Pajero. Teraz Hyundai ma w swej
ofercie dwa pojazdy 4x4: Santa Fe oraz Terracana. My zajęliśmy się tym
drugim, w wersji z benzynowym silnikiem. Postanowiliśmy sprawdzić, czy można
nim zjechać na bezdroża.
Wielki pojazd z Korei prezentuje się nieźle, efektowna linia nadwozia na dużych
kołach robi wrażenie i powinna się podobać. Bryła jest typowa dla samochodów
terenowych, choć jednocześnie trudno ten pojazd pomylić z innymi. Elementem
wyróżniającym są choćby tylne lampy zespolone, które... działają!
Normalne? Niezupełnie, bo proszę zwrócić uwagę na fakt, że prawie
wszystkie samochody terenowe mają ładne duże klosze lamp tylnych, a pod nimi
w zderzaku jest druga para, już nieco mniej efektowna. I to właśnie te dolne
małe światła działają, a nie te wpasowane w błotniki.
Wnętrze Terracana jest tak duże, jak obiecują gabaryty samochodu, całkiem
czarne ale pasujące do czarnego lakieru nadwozia. Plastiki są niezłej jakości
i poprawnie spasowane. Czytelna deska rozdzielcza zawiera podstawowe wskaźniki,
brakuje jedynie komputera pokładowego, co w samochodzie za niemałe przecież
pieniądze powinno być już standardem. Trochę dziwnie rozmieszczone są pokrętła
regulacji natężenia podświetlenia wskaźników oraz wysokości reflektorów,
mianowicie na centralnej konsoli, po obu stronach kratek nawiewu. Poza tym
standard: duże radio z CD (które trochę rysuje płyty), pod nim sterowanie
automatyczną klimatyzacją. W tradycyjnym miejscu dźwignia automatycznej
skrzyni biegów i pokrętło włączające reduktor i napęd na
cztery
koła. Ten elektroniczny przełącznik napędu nie jest zresztą najlepszym
rozwiązaniem, ale o tym później. Duże fotele wykończone skórą zapewniają
wysoki komfort podróżowania, zarówno dla pasażerów siedzących z przodu jak
i z tyłu. Przednie fotele są podgrzewane, ale regulowane mechanicznie, do ceny
samochodu bardziej pasowałoby elektryczne. Miejsca jest pod dostatkiem, a tylna
kanapa posiada trzy zagłówki, ale środkowy pas bezpieczeństwa jest jedynie
biodrowy. Kanapa dzielona jest w stosunku 60/40 i łatwo się składa, gdy
trzeba powiększyć bagażnik. A ten jest spory, 1180 litrów z możliwością
powiększenia do 2000 litrów. Problemem może się okazać jedynie klapa bagażnika,
która nie otwiera się zbyt wysoko.

Zawieszenie Terracana mile zaskakuje, bo zestrojone jest nietypowo dla dużych
terenowych samochodów, zbudowanych na ramie nośnej ze sztywnym tylnym mostem:
na szosę. Po drogach utwardzonych samochód prowadzi się bardzo dobrze,
niemal
jak osobowy. Na dziurach też nie jest źle, miękko i cicho pokonuje ubytki w
jezdniach i uskoki. A w terenie o dziwo nie jest najgorzej, można nim wjechać
niemal wszędzie tam, gdzie typowe terenówki (mowa tu oczywiście o samochodach
seryjnych, nie o tuningowanych do rajdów przeprawowych...). Pojawia się tu
jednak problem dołączania napędu i redukcji, w Terracanie włącznik jest
elektroniczny i po prostu czasami zawodzi. Zdarzyło się, że po przejechaniu
trudniejszego terenu z wodą i przełączeniu trybu jazdy na szosę reduktor nie
chciał się odłączyć, nawet po przejechaniu kilkudziesięciu metrów.
Dopiero wyłączenie silnika i stacyjki rozwiązało ten problem. Poza tym autko
radzi sobie nieźle w terenie, co widać na zdjęciach...